Po co Bogu sprawiedliwość?

Grzegorz Kramer SJ
data07.02.2016 07:30

Grzegorz Kramer SJ

Powstrzymywanie zła, próba niwelowania jego skutków poprzez wydawanie wyroków wcale nie jest sprawiedliwością. Jest, co najwyżej, próbą wyrównywania rachunków. 

 
Dyskusja o napięciu między Bożym miłosierdziem a Jego sprawiedliwością jest obecna w Kościele od samego początku. Patrząc na historię świata, ludzie wierzący - w zależności od kontekstu historycznego raz podkreślali jedną lub drugą cechę Boga. Często tę, która w obecnej sytuacji pomagała im poradzić sobie z sytuacją, w której obecnie się znaleźli. Łatwo wyciągnąć sprawiedliwość Boga wtedy, kiedy trzeba  poradzić sobie z przeciwnikami. Jeszcze łatwiej mówić o Bożym Miłosierdziu, kiedy patrzymy na swoje słabości. W ten sposób Bóg staje się jeszcze jednym argumentem ‘za’ lub ‘przeciw’ człowiekowi. Co gorsza, wychodząc z takiego myślenia, można dojść do wniosku, że te dwie cechy Boga są ze sobą sprzeczne. 
 
Franciszek ogłaszając Rok Miłosierdzia, a teraz systematycznie głosząc katechezy na temat miłosierdzia pokazuje, przypomina, że Kościół w swoim nauczaniu nie przeciwstawia tych dwóch cech. W Bogu nie ma żadnej sprzeczności. 
 
Problem zaczyna się wtedy, kiedy na Boga przykładamy nasze - ludzkie miary. Z jednej strony to zabieg usprawiedliwiony, bo tak naprawdę nie mamy innych. Jesteśmy ludźmi, a to nie jest wada, a to determinuje nas do ludzkiego myślenia. Jednak nie możemy nigdy zapominać, że kiedy mówimy o Bogu i używamy ludzkiego języka, to ten język jest bardzo ograniczony. 
 
W naszym ludzkim świecie potrzebujemy sprawiedliwości rozumianej jako postawy dążącej do wyrównywania krzywd, karania za przestępstwa, odwoływania się do ludzkich sądów. Jednak trzeba mieć świadomość, o tym mówi Franciszek, że takie działanie nie pokonuje zła w świecie. Wymierzenie wyroku opartego na ludzkim prawie i sprawiedliwości sprawia tylko to, że powstrzymujemy zło. Powstrzymywanie zła, próba niwelowania jego skutków poprzez wydawanie wyroków wcale nie jest sprawiedliwością. Jest, co najwyżej, próbą wyrównywania rachunków. 
 
Franciszek przypomina po raz kolejny bardzo podstawową sprawę. Dla chrześcijanina, ale także dla każdego człowieka otwartego na chrześcijański model myślenia i działania, sposobem działania ma być Ewangelia. Pomijając to, w jaki sposób działa Jezus, trzeba się ciągle wracać do Kazania na Górze, które jest nazywane "sercem Ewangelii". Ono uczy nas o tym, że jedynym możliwym podejściem do wyrządzanego nam zła - jest czynienie dobra.  Tak, to jest wbrew naszym ludzkim, naturalnym zachowaniom. Jednak po to idziemy za Panem Jezusem byśmy od Niego uczyli się, że "miłosierdzie Boga urzeczywistnia prawdziwą sprawiedliwość". Człowiek, który odpowiada dobrem na zło nie tylko jest miłosierny wobec drugiego, ale jest także sprawiedliwy, bo w ten sposób daje szansę swojemu przeciwnikowi na doświadczenie miłosierdzia samego Boga. A to właśnie powinno byś motywem naszego działania - spotkanie grzesznika z Bogiem. 
 
Proszę nie traktujcie tego tekstu jako kolejnego wymądrzania się, jako tekstu napisanego przy "zielonym stoliku". Dla mnie także słuchanie tego, co Jezus zawarł w "sercu Ewangelii" jest trudne i ja także, jak większość z nas wolałbym działać opierając się tylko na sprawiedliwości. Nie mogę jednak przemilczeć (w swoim działaniu i tym co głoszę) tego właśnie, że Bóg, kiedy jest sprawiedliwy to jest także miłosierny. I tego, że to zawsze jest inna sprawiedliwość od tej, na którą mnie - człowieka stać.  
 
Zapewne spór, o którym wspomniałem na początku będzie trwał także po Jubileuszowym Roku, jednak po to właśnie dostajemy taki czas, byśmy na modlitwie, przed Bogiem próbowali siebie i nasze naturalne odruchy przekraczać, a nie za wszelką cenę próbowali Boga "wcisnąć" w nasze - ludzkie, bardzo subiektywnie, nierzadko egoistycznie rozumiane - pojęcia. 
 
Grzegorz Kramer SJ - duszpasterz powołań Prowincji Polski Południowej TJ, współtwórca projektu Banita, prowadzi autorskiego bloga.