To jest nowy rodzaj przestępstwa

s. Małgorzata Chmielewska
data25.04.2017 09:28

(fot. Danuta Węgiel)

Pewien radny z Krakowa oburza się na Zupę na Plantach. Że nędze ludzką widać i krajobraz psuje. Ano, zgoda, psuje. Bo ludzkie cierpienie psuje nam błogostan egoizmu i spokojnej konsumpcji.

 

Jeden z naszych otworzył oddział Jankowic "pod chmurką". Dokładnie na przystanku autobusowym, niezbyt zresztą odległym. Wyszedł z domu i zamieszkał tam właśnie. Żadne prośby nie pomagają. Ekipa dostarcza mu jedzenie i picie, dostał koc. W końcu jest wolność, mrozów nie ma, choć zimno paskudne. Cóż zrobić?

 

Pani Basia musi dojeżdżać na naświetlania przez 9 tygodni. Pani jest z Krakowa, ale w Krakowie miejsca dla niej nie ma. Zresztą, z różnych powodów nie powinna tam być. Mieszkała w Zochcinie. Tutaj mamy do kieleckiej onkologii ponad 50 km. Przerzuciliśmy więc panią Basię do Warszawy, bo tam będzie bliżej do szpitala. Niezgodnie z przepisami i nowymi standardami wypracowanymi w pocie czoła przez armię tych, którym los ludzi bezdomnych leży na sercu takim ciężarem, że za chwilę trzeba będzie zamknąć domy, bo produkcja przepisów kogo i jak można do schroniska przyjąć idzie pełną parą. Nie można już używać nazwy "dom dla ludzi bezdomnych". Obowiązuje nazwa "schronisko". Słowa mają znaczenie i skutki. Nasi mieszkańcy zostaną więc klientami schroniska, a nie mieszkańcami domu. Czy czujecie różnicę? Dla nich samych? Dla nas? No i każdy bezdomny ma się u nas stawić z decyzją administracyjną o skierowaniu do schroniska. Ciekawe czy nasz Kazio z przystanku taką decyzję na przystanek otrzyma.

 

A w przypadku pani Basi, to bez takiej decyzji administracyjnej przewieźć jej do innego naszego domu, żeby ratować życie też nie wolno. Nie wolno takich pań Baś przyjmować pod dach bez papierka. Najpierw papierek na Zochcin, potem na Warszawę, a jak skończy naświetlania to znów na Zochcin. Czy to ja jestem świrem? I my wszyscy, którzy po prostu podajemy rękę tym, którzy toną?

 

Na razie pracujemy na "nielegalu" i czekamy na dalsze instrukcje miłosiernych urzędników i ewentualne konsekwencje. Tylko czy panie Basie to przeżyją? To już jest problem pań Baś, nie urzędników.

 

Szybkimi krokami zbliżamy się do ideału. Społeczeństwo czyste, każdy ma swoją klatkę, wychylić się nie wolno, upaść też, ani chorym być i biednym. Pomagać też nie wolno bliźniemu jak się uważa za stosowne i… skuteczne. Państwo nie lubi ekstrawagancji i biurokracją zabija wszelkie relacje tworząc systemy, na które zresztą nie ma pieniędzy. I nigdy nie będzie ich miało dość na ubogich, starych, porąbanych, innych, odstających, pogubionych. Poza tym to nie tylko kwestia kasy. To kwestia bycia razem.

 

Już pewien radny z Krakowa oburza się na Zupę na Plantach. Że nędze ludzką widać i krajobraz psuje. Ano, zgoda, psuje. Bo ludzkie cierpienie psuje nam błogostan egoizmu i spokojnej konsumpcji. Panu radnemu przypominam, że po jego najdłuższym życiu nie będzie piękny, oj nie. I ktoś się nad tym niepięknym ciałem pochyli/oby!/ i w chorobie ulży i potem pochowa. Albo/ nie daj Boże/ jego brat czy nawet dziecko, choć nikomu tego nie życzę, znajdzie się któregoś dnia wśród głodnych ludzi czekających na Plantach na ciepły posiłek. Bezdomnym człowiek może stać się w ciągu krótkiego czasu, z dnia na dzień. Choroba, nieszczęście, nałóg…

 

Piękno wieczne to piękno duszy. I tu może się okazać, że jego własna w stosunku do bezdomnego wyciągającego rękę po talerz plantowej zupy to siermiężna sukmana wobec królewskiej szaty. Dziewczyny i chłopaki z Zupy na Plantach. Czym więcej dobra robicie, tym bardziej będziecie dostawać w d… To znak, że tak trzeba trzymać. Jesteście kochane… świry.

 

Nowe rodzaj przestępstwa zaczyna na dobre funkcjonować w społeczeństwach konsumpcyjnych, obojętnych na los bliźniego leżącego obok nas. To przestępstwo solidarności.

 

Ponieważ mamy zamiar tkwić w sferze przestępczości i to zorganizowanej, to budowy i rozbudowy trwają. Od wtorku wielki remont Jankowic. Zanim powstanie nowy budynek trzeba odnowić stary. Setki mieszkańców się przewinęły, chałupa stara i lifting konieczny.

 

Nad-obowiązkowo

 

Dzisiaj odbierałem Panią Basię z autobusu. Wracała od lekarza w Krakowie. Oprócz licznych chorób ostatnio dostała dodatkowe obciążenie w postaci raka. Podczas jazdy samochodem rozmawialiśmy o możliwych rozwiązaniach. Rak u Pani Basi reaguje na naświetlania, muszą one się odbywać co 2 dni. Póki co do wtorku mamy spokój. Na czas Świąt. Pani Basia powiedziała, że była z siebie dumna. Kiedy usłyszała o raku nawet nie pomyślała aby się napić.
 

Druga świetna wiadomość: budują się domy w Krakowie, w Zochcinie i w przyszłości w Jankowicach. Dzisiaj była ekipa, która zakłada oczyszczalnie ścieków przy nowym domu w Zochcinie. Ekipa popiła i proponowała naszemu Fazie napić się z nimi aby lepiej się pracowało. Faza odmówił, a uzależnień mu nie brakuje. Szczęście w nieszczęściu, że trafiło na Fazę, inny mieszkaniec u nas w tej samej sytuacji mógłby się złamać. Faza na tyle dojrzał od powrotu do nas po odwyku, że oparł się pokusie. A budowlańcy nie pomyślą nigdy, że mogą zniszczyć komuś życie takimi propozycjami. Zacytuję Fazę: "Ja k..a wiem czego chcę od życia i dokąd zmierzam". /Tomasz/

 

* * *

 

Chcesz wesprzeć działalność siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Wspólnoty Chleb Życia? Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie: chlebzycia.org
 

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: siostramalgorzata.chlebzycia.org