Odzyskać krzyż dla wierzących

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
data13.05.2017 07:00

(fot. youtube.com)

Jeśli ktoś w Kościele w Polsce miał dotychczas jakiekolwiek wątpliwości, to po tych trzech wypowiedziach sprawa jest jasna. Krzyża, symboli religijnych i liturgii  nie wolno używać jako narzędzi w działaniach politycznych.

 

Zdjęcia członków Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR) maszerujących pod koniec kwietnia br. przez Warszawę za krzyżem przejdą do historii. Nie tylko dlatego, że marsz odbył się niemal natychmiast po opublikowaniu przez Konferencje Episkopatu Polski ważnego dokumentu, zatytułowanego "Chrześcijański kształt patriotyzmu" i w oczach niejednego obserwatora mógł wyglądać na swego rodzaju odpowiedź daną biskupom przez środowiska narodowe. Zdjęcia te przejdą do historii również dlatego, że to właśnie z nimi kojarzone będą bardzo stanowcze i ostre wypowiedzi polskich hierarchów w kwestii nadużywania krzyża i innych chrześcijańskich symboli religijnych.

 

W wystąpieniach kilku biskupów pojawiły się w tym kontekście tak mocne słowa, jak nadużycie, bluźnierstwo i profanacja. To sygnał, że zdecydowanie przekroczone zostały granice wykorzystania znaków wiary i Kościół poczuł się zmuszony do ich obrony. Głosy przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, Prymasa Polski i metropolity warszawskiego brzmią również jak bardzo poważne ostrzeżenie wobec tych, którzy w makiaweliczny sposób sięgają po kościelne dziedzictwo i próbują posługiwać się nim do osiągania własnych partykularnych celów. Przestroga zaadresowana jest również do ludzi Kościoła, którzy na tego rodzaju praktyki dają przyzwolenie, wprost lub choćby tylko przez milczenie i brak reakcji. Zwraca uwagę jednoznaczność słów wspomnianych trzech polskich arcybiskupów, nie pozostawiająca miejsca na poszerzające czy łagodzące interpretacje.

 

Abp Stanisław Gądecki 2 maja stwierdził bezpośrednio i przejrzyście, że "Używanie symboli chrześcijańskich, w tym krzyża, i podnoszenie przy tym haseł antychrześcijańskich, jest niedopuszczalne". Dodał, że szerzenie nienawiści w żaden sposób nie ma związku z patriotyzmem: "Podobnie jak i manipulowanie Kościołem czy jego liturgią dla swoich własnych celów partyjnych". Jeszcze dosadniej wyraził się metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Podczas Mszy św. w intencji Ojczyzny, odprawionej w Święto Narodowe 3 Maja i uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, nie zawahał się powiedzieć: "Nie zawsze użycie krzyża, czy próba schowania się za krzyżem Chrystusa, jest godna tego świętego znaku. Czasem wręcz bywa profanacją krzyża i nie ma nic wspólnego z patriotyzmem".

 

Wreszcie kilka dni później, w niedzielę, 7 maja, Prymas Polski abp Wojciech Polak, precyzyjnie wyjaśnił, że "Krzyż nie może być niesiony na czele takiej czy innej grupy - choćby sama miała poczucie, że jest wierząca czy do wiary się odwołuje - gdy podczas tego marszu czy pochodu padają słowa nienawiści, złości, agresji, podszyte chęcią poniżenia, zniszczenia czy zniesławienia innych". Stwierdził, że "prawdziwie bluźnierstwem jest wykorzystywanie go jako znaku walki z kimkolwiek czy przeciw komukolwiek". Znamienne, że abp Polak mówił to na Kalwarii Pakoskiej podczas odpustu z okazji święta znalezienia Krzyża świętego. Jeśli ktoś w Kościele w Polsce miał dotychczas jakiekolwiek wątpliwości, to po tych trzech wypowiedziach sprawa jest jasna. Krzyża, symboli religijnych i liturgii  nie wolno używać jako narzędzi w działaniach politycznych.

 

Watykański dziennik "L'Osservatore Romano" podsumowując niedawną wizytę papieża Franciszka w Egipcie zauważył, że konsekwentnie odrzuca on instrumentalne traktowanie religii. To niebezpieczeństwo, które czai się nieustannie, w każdych czasach i odnosi również do chrześcijaństwa. Próby instrumentalnego traktowania Kościoła oraz jego nauczania dla osiągania doraźnych celów politycznych i partyjnych, dla zdobycia lub utrzymania władzy, dla przyciągnięcia pod swoje sztandary i przekonania do swojej ideologii jak największej rzeszy zwolenników, nie są niczym nowym. Historia pokazuje, że kończą się one niedobrze zarówno dla tych, którzy je podejmują, jak i dla Kościoła.

 

W ferworze dyskusji wokół wspomnianych wyżej wypowiedzi polskich biskupów pojawiają się opinie przypominające, że sięganie po symbolikę religijną i kościelne nauczanie w kontekście politycznym było w pełni akceptowane, np. w roku 1980, gdy na bramie gdańskiej stoczni zawisł krzyż. To prawda. Krzyż na bramie stoczni nie budził i nie budzi kontrowersji. Dlaczego? Ponieważ był on wtedy znakiem jednoczącym. Dzisiaj coraz częściej podejmowane są próby manipulowania krzyżem, uczynienia z niego symbolu podziałów, a nawet wykluczania jednych przez drugich.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI