Joga taka zła?

Wojciech Werhun SJ Wojciech Werhun SJ
data18.05.2017 09:00

(fot. shutterstock.com)

W ostatnich tygodniach facebook mnie zarzucał świadectwami i komentarzami na temat jogi. Główny przekaz świadectw jest bardzo radykalny: zwykłe wykonywanie ćwiczeń jogi otwiera człowieka na diabła, bez względu na jego wolę i intencje. Zdecydowałem się przyjrzeć tematowi z bliska.

 

Zaznaczam na wstępie, że nie mam wyrobionego zdania. Po prostu szukam jakiejś racjonalnej odpowiedzi i chcę rozmontować bezpodstawne, rodzące niepotrzebnie demoniczny strach argumenty. Czy praktykujący i modlący się katolik nie może ćwiczyć jogi? Czy na prawdę trzeba się jogi bać?


Kryteria Kościoła


Pierwszą, i bardzo jednoznaczną, wskazówkę na temat "wpuszczania zła do swojego życia" daje sam Pan Jezus w Piśmie Świętym. W najstarszej z Ewangelii czytamy: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym (Mk 7, 14-23). Cały fragment jest na tyle jasny, że nie trzeba go komentować. Zło nie wchodzi do człowieka z zewnątrz tylko z serca człowieka. Tę prawdę doprecyzowuje później tradycja Kościoła i mówi, że chodzi o jasną intencję, dobrowolną zgodę i pełną świadomość. W sposób zdecydowany, ze świadomością istoty zła, czynię konkretne zło, którego chcę. W przypadku jogi, ktoś wpuszczałby przy pomocy jogi diabła do swojego życia, jeżeli z jasną intencją, świadomością i wolą by ją praktykował. Tylko że jest tu jeszcze jedno przedzałożenie, które również musi być spełnione: joga musi byc zła. Bo jeżeli nie jest złym, grzesznym czynem, to ćwiczący ją nie grzeszy i, tym samym, nie wpuszcza do swojego życia żadnego diabła.  Zatem czy joga jest zła?


Przyczyna czy korelacja?


Oba wspomniane wyżej świadectwa twierdzą, że zdecydowanie tak. Jest to sprawa delikatna, bo świadectwa są czyimś doświadczeniem, którego nie powinno się oceniać. Natomiast jeżeli świadectwa są publikowane w ramach polemiki i używane jako argument w dyskusji, to, wydaje mi się, same znoszą z siebie przywilej nietykalności. Argumentacja w obu świadectwach jest podobna. Obie osoby przeżyły radykalne oddalenie od Boga, którego jedną z wielu składowych była joga, i to oddalenie zakończyło się dramatycznymi konsekwencjami, również duchowymi. To jest prawda, takie jest ich doświadczenie. Natomiast, żeby je dobrze ocenić, trzeba wziąc pod uwagę jedną prostą rzecz: co jest przyczyną a co konsekwencjami? Ten punkt świetnie przedstawia jeden z moich ulubionych filozofów współczesnych, Jakub Pruś. Polecam zapoznać się z filmikiem, bo to chyba najcenniejsza rzecz w tym artykule - uczyć się logicznie myśleć. Biorąc pod uwage wskazówki z Pisma Świętego i tradycji Kościoła, jak również różnicę pomiędzy korelacją a przyczynowością, sprawa wydaje się dużo jaśniejsza.


Wszystko zaczęło się od decyzji. O. Verlinde, na przykład, mówi wprost, że porzucił chrześcijaństwo i szukał duchowości gdzie indziej. Od tego się zaczęło. Była więc to dobrowolna, świadoma decyzja z intencją odrzucenia Boga Ojca i Jezusa. Potem do tego dochodziły rózne praktyki, fizyczne, duchowe, okultystyczne, itd. I te wszystkie praktyki przez lata służyły rozwijaniu i pogłębianiu decyzji, którą ten człowiek podjął. Pan Maciej rozpoczął swoją drogę od narkotyków, do których potem dochodziły kolejne praktyki, z podobnym skutkiem. Obie historie, chociaż różne, rozpoczęły się od świadomego wyboru zła, które wchodzi od wewnątrz, przez wybór. Ich doświadczenie jest prawdziwe, jesteśmy za ich świadectwa wdzięczni i chwalimy Boga, że spojrzał na nich z miłością i dał im nowe życie. To są wielkie rzeczy. Ale czemu winna jest joga, która się zaplątała gdzieś po drodze? Rozumiem rytuały okultystyczne, narkotyki, wchodzenie w filozofię i wiarę hinduistyczną. Te wszystkie rzeczy faktycznie są złem, łamią konkretne przykazania Boga. To jest zło, które pogłębia wybór zła. Ale ćwiczenia, rozciąganie się, oddychanie? Dieta?  Przyczyna czy korelacja?


Niestety branie obu świadectw jako argument, że joga otwiera na jakąkolwiek formę zła jest błędem metodologicznym. Joga była elementem ich historii, to prawda, ale nie da się stwierdzić czy była powodem wpływu zła, bo było tam mnóstwo akcji cięższego kalibru. W ten sam sposób można posądzić o zło wszystko inne co o. Verlinde i pan Maciej robili w tamtym czasie: co jedli, gdzie chodzili, że jeździli na rowerze, jakim językiem mówili itd. W mojej ocenie tu bramą dla złego ducha była świadoma i dobrowolna decyzja by odrzucić Boga i otwierać się na jakieś inne coś z zaświatów. Reszta to tylko dodatki bądź konsekwencje.


Hinduizm - wierzymy czy nie wierzymy?


Obaj panowie argumentują, że czakry istnieją. Czakry, wg teologii hinduistycznej, to punkty energetyczne w ciele, które są zamknięte i które należy wyzwalać, by osiągnąć oświecenie i rozpłynąć się w boskości. Co więcej, obaj używają terminologii hinduistycznej na opisywanie doświadczeń duchowych. To jest dla mnie trochę dziwne. Jeżeli ten system religijny jest nieprawdziwy, to powinniśmy go odrzucić wraz ze wszystkimi pojęciami i konceptami. Dlaczego obaj mówią, że czakry istnieją ale reinkarnacja już nie istnieje? Mimo że są ze sobą mocno powiązane? Dlaczego można uwolnić źródła energetyczne, ale karman'u nie ma i samsary nie ma? Z jednej strony argumentują, że nie ma jogi bez otwierania czakramów, z drugiej strony robią to samo wyznając, że jest otwieranie czakramów bez ich konsekwencji w postaci samsary, karmanu, reinkarnacji itd. Skąd ta granica? Do otworzenia czakramów hinduizm mówi prawdę, a od momentu uwolnienia energii hinduizm już nie mówi prawdy? O. Joseph i Pan z Gościa Niedzielnego popełniają błąd metodologiczny, który mocno przekreśla ich argumentację. Z tej błędnej argumentacji są dwa wyjścia.


1) Uznajemy że czakramy i uwalnianie energii istnieje, i w takim razie bierzemy pod uwagę cały system religijny hinduizmu. Wtedy mamy problem pod tytułem "dlaczego Bóg stworzył czakramy?" To jest poważny problem, bo pokazuje że hinduizm mówi prawdę i jest prawdziwą religią, a więc może trzeba się szykować na reinkarnację...?

 

2) Przyjmujemy, jako Chrześcijanie, że reinkarnacja, samsara, karman, energie, czakramy, itd., to są mity i wierzenia nieprawdziwe, i je odrzucamy. To jest tylko język i zbiór pojęć, którym ludzie innej kultury nazywali doświadczenia podobne do tych, które przeżywamy my i nasi mistycy. Więc różnica jest tylko językowa, co pociąga za sobą różnicę wyznaniową. Tu ciekawostką są badania przeprowadzone na medytujących z różnych tradycji religijnych, które wykazały że przy praktykach chrześcijańskich, buddyjskich i hinduskich zachodzą takie same zmiany w mózgu. A jak kto te zmiany i doświadczenia będzie nazywał to już inna sprawa.

 

Wnioski?


Nie miałem zamiaru rozstrzygać, czy joga jest zła czy dobra. Jestem natomiast przekonany, że takie świadectwa nie są w stanie pomóc nam w tym rozstrzygnięciu. Potrzeba nam świadectwa praktykującego katolika, który praktykuje jogę dwa-trzy razy w tygodniu od kilku lat.  Na pewno po moim rozeznaniu w sprawie nie podchodziłbym do jogi ze strachem. W tym momencie wydaje mi się, że tu nie trzeba szukać dowodów na to, że joga jest zła, tylko odwrotnie. Wymaga silnego dowodu twierdzenie, że joga otwiera na zło. Moim zdaniem, czakry (w rozumieniu hinduistycznym) nie istnieją. Bóg nie stworzył w człowieku żadnych subtelnych punktów energetycznych, które trzeba by uwalniać. To jest tylko język teologiczny, którego używają na wschodzie, żeby nazwać zwykłe doświadczenia duchowe lub fizyczne. Co do praktyki, na ten moment nie uważam żeby miała ona destrukcyjny wpływ na wierzącego chrześcijanina. Jeżeli jesteś praktykującym katolikiem, przyda Ci się móc porozmawiać z kierownikiem duchowym o swoim praktykowaniu jogi. Warto też żebyś np. na zajęciach fitnessu, gdzie występują elementy jogi, uważał na język instruktorów i świadomie odrzucał duchowe mity i elementy z religii wschodnich. I przede wszystkim, żebyś trzymał się mocno Chrystusa, żył Sakramentami i dbał o osobistą modlitwę. Jeżeli natomiast czujesz się niepewnie w wierze i nie dbasz o relację z Bogiem to bądź ostrożny. Bo może się okazać, że wciągniesz się w różne proponowane przez instruktorów treści i Twoja historia może się potoczyć podobnie, jak w powyższych świadectwach.

 


Wojciech Werhun - jezuita, autor książek poświęconych duchowości, studiuje teologię w Rzymie.