Budujemy Polskę czy wieżę Babel?

Wojciech Żmudziński SJ
data05.09.2017 09:00

Wojciech Żmudziński SJ

W Polsce katolicy naprawdę potrzebują pojednania ponad podziałami. Potrzebują tego od zaraz. Nie w formie symbolicznych gestów, spektakularnych marszów czy procesji na kolanach. Czy tak trudno usiąść przy stoliku i posłuchać się nawzajem?

 

Zacznijmy ze sobą rozmawiać! Uderzyłem pięścią w stół i wiele dobrego się zadziało. Nie ruszył na mnie pochód kodowców ani nie zjawił się prokurator. Zadzwoniło kilku redaktorów, ktoś polubił mnie na Facebooku, odezwali się dawni znajomi, pojawiły się nowe inicjatywy. Tylko kilka pobożnych pań nazwało mnie heretykiem, który nie lubi klęczeć przed Najświętszym Sakramentem. Natomiast mój znajomy - z czego szczególnie jestem dumny - umówił się na spotkanie ze swoim politycznym adwersarzem.

 

Są też tacy, którzy zupełnie mnie zignorowali, nie podjęli rzuconej przeze mnie rękawicy. Wolałbym, by wrzucili mnie za zdradę do cysterny jak Jeremiasza, obrzucili kamieniami jak cudzołożnicę, zakazali mówić, namalowali mi na plecach czerwoną gwiazdę czy cokolwiek innego. Ale niech wreszcie do nich dotrze, że w Polsce katolicy naprawdę potrzebują pojednania ponad podziałami. Potrzebują tego od zaraz. Nie w formie symbolicznych gestów, spektakularnych marszów czy procesji na kolanach. Czy tak trudno usiąść przy stoliku i posłuchać się nawzajem? Rzeczywistość, w którą jako chrześcijanie wierzymy, nie jest ani na lewo, ani na prawo. Jest ponad tym wszystkim, co określamy jako polityczne programy. Chrystus nigdy nie był na sztandarach niesionych przez tłumy, lecz tam, gdzie dwóch lub trzech spotykało się w Jego Imię. To, co dzieje się dzisiaj w naszej ojczyźnie, można porównać do budowania biblijnej wieży Babel, a nie wiernej Chrystusowi Polski.

 

Pokrótce przypomnę, że Bab-El znaczy "brama ku Bogu". Budujący ją przed tysiącami lat ludzie chcieli dosięgnąć Boga, wznosząc się jak najwyżej ku niebu. Chcieli wprząc Go w służbę własnym interesom. Zapragnęli być silni Jego mocą i odbierać Jego chwałę. Pycha uczyniła ich ślepymi i głuchymi na potrzeby drugiego człowieka. Tak naprawdę w micie o wieży Babel nie chodzi o wieżę, której szukają archeolodzy, lecz o tę wieżę, którą my sami budujemy w naszym życiu, fascynując się ideologiami i uprzedmiotawiając człowieka, mówiąc o Bogu, lecz Boga nie słuchając. Mówimy, że budujemy Polskę, a chodzi nam tylko o nasze, jedynie słuszne projekty i wyreżyserowane przez nas spektakularne wydarzenia. A przecież wiemy, że miłość jest najważniejsza, miłość wykuta z trudem i silniejsza od broni, a nie namalowana na pięknym, świętym obrazku. Jakże ważne słowa o miłości napisał ostatnio ks. biskup Jerzy Samiec, nazywając ją "orężem".

 

Wracając do mitu o wieży Babel, chcę jeszcze przywołać interpretację rabina Eliezera z VI wieku naszej ery. Opowiada on, że kiedyś ludzie rozpoczęli realizację bardzo śmiałego projektu, zaczęli budować potężny budynek, który miał dosięgnąć nieba. Na pewnym etapie budowy wieża była tak wysoka, że aby wnieść kamień na jej szczyt, robotnik musiał wspinać się przez cały rok. Ludzie tak ciężko pracowali, byli tak zajęci realizacją tego wielkiego przedsięwzięcia, że nikt nie płakał po człowieku, jeśli ten spadł z wierzchołka potężnej budowli. Większą tragedią był fakt, że kolejny kamień nie trafił na swoje miejsce. Wszyscy ludzie, pochłonięci wnoszeniem kamieni, zapomnieli języka w gębie.

 

Żydowski egzegeta nie mówi, że to Bóg pomieszał ludziom języki, ale że oni sami, opętani ideologią i zajęci ciężką pracą, nie mieli czasu, by ze sobą rozmawiać. Pracowali jeden obok drugiego, ale nie mieli chwili dla siebie nawzajem. Przestali się znać i rozumieć. Naturalne relacje między ludźmi przestały istnieć. Każdy wiedział lepiej, jak dokończyć wieżę. Byle wyżej niż inni i po mojemu, byle szybciej niż konkurenci, aby udowodnić światu, że ja i moi zwolennicy są najlepsi.

 

Jakże wiele takich wież Babel budujemy dzisiaj w Polsce. Jakże często partyjna ideologia, projekt, interes, dzieło ludzkich rąk są dla nas ważniejsze niż drugi człowiek, ten, z którym pracujemy, obok którego żyjemy. W dobie pluralizmu jedna wieża nie wystarcza. Ścigamy się więc w budowaniu swoich budowli, modlimy się, by Bóg nam pomógł, a w wolnej chwili organizujemy protesty przeciw innym budowlom.

 

Kończąc tę długą metaforę, powiem bardzo prosto. Różnijmy się w poglądach, nawet bardzo się różnijmy, ale rozmawiajmy ze sobą jak ludzie. Organizujmy debaty, ale nie obrażajmy jeden drugiego, nie sprzedawajmy kłamstwa pod płaszczykiem prawdy. Chętnie zaproszę na kawę kogoś, kto się zupełnie ze mną nie zgadza, by posłuchać i starać się zrozumieć. I zapłacę za tę kawę z uczciwie zarobionych pieniędzy. 

 

 

Wojciech Żmudziński SJ - dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika o wychowaniu i przywództwie "Być dla innych"