Uciszyć dominikanina

Jacek Siepsiak SJ Jacek Siepsiak SJ
data09.09.2017 09:00

(fot. youtube.com/maskacjusz)

Paweł Gużyński OP sobie poradzi. Jestem o to spokojny. Jego prowincjałowi nie mam zamiaru doradzać. Wie, co robić. Piszę, bo chcę pomóc obrońcom życia nienarodzonych (jak to się zwykło mówić). Ktoś ich napuszcza na dominikanina. Jeśli ulegną, skompromitują siebie i ruch "pro-life". Byłoby szkoda.

 

Podpisywanie się pod kłamstwem kompromituje. Księga Hioba (ST) opisuje m.in. sytuację, gdy przyjaciele Hioba chcieli bronić Boga, oskarżając kłamliwie swojego przyjaciela o grzech. Bóg się temu sprzeciwił i ostrzegł przed konsekwencjami takiej niegodziwości, choć zrobili to w trosce o dobre imię Boga.

 

Oskarżanie o. Pawła Gużyńskiego o popieranie aborcji to zwykłe kłamstwo. W swoich wypowiedziach podkreśla to, iż jest za ochroną życia ludzkiego od jego początku. Nie głosi niczego sprzecznego z oficjalną nauką Kościoła.

 

Dlaczego więc ktoś domaga się, by podpisywano się pod tekstem pełnym kłamstw, w imię rzekomej obrony nienarodzonych? Przecież to szkodzi tej sprawie!

 

Dlaczego?

 

Po pierwsze (to już wymieniony argument): Kłamstwo kompromituje. Na nim nie można zbudować niczego wiarygodnego.

 

Po drugie: Domaganie się uciszenia dominikanina powoduje, że środowiska "pro-life" będą kojarzone z tęsknotą za powrotem do sądów kapturowych i indeksów ksiąg oraz autorów zakazanych. O taką interpretację aż się prosi petycja o zakaz wypowiedzi dla o. Pawła oraz sugestie z listu jego współbrata (oficjalnie zaadresowanego do prowincjała, lecz upublicznionego na stronie "Gościa Niedzielnego"). W tym czasie, gdy Kościół zrywał z takimi metodami, w PRL-u one się umacniały. Czy naprawdę chcemy, by środowiska antyaborcyjne kojarzono z peerelowską mentalnością uciszania przez czynniki partyjne?

 

Rozumiem, że ktoś może mieć inne zdanie na temat taktyki działania niż o. Paweł. Jedni wolą wojnę, inni dyplomację. Rozumiem też, że nie każdy musi dostrzegać konieczność otwartej dyskusji i zmieniania mentalności tak, by bardziej restrykcyjne prawo nie powodowało rozrostu "podziemia aborcyjnego". Ale proszę, by jednak przede wszystkim zastanawiać się nad działaniami realnie (a nie tylko formalnie) obniżającymi liczbę aborcji. A to proponuje o. Paweł.

 

Nie chcę tu oceniać, czy jego propozycje mają duże szanse przy obecnych napięciach, czy też nie. (Dyskusja nad tym jest jak najbardziej uprawniona.) Ale nie można mu odmówić, że proponuje działania, które wg niego mają doprowadzić do takich efektów, jakie są oczekiwane przez broniących dzieci nienarodzonych i ich rodziny. Dlaczego więc proponuje się im, by wykluczyli o. Pawła z debaty? To bezsensu. Chyba że jest to jakaś prowokacja mająca na celu skompromitowanie ruchu "pro-life".

 

Rodzi się też inne podejrzenie. Ci, którym nie podoba się to, GDZIE o. Gużyński się wypowiada, postanowili znaleźć na niego "kija". Aby pomóc w znajdowaniu takowego, kreatywnie podeszli do zadania i wytworzyli sobie rzeczony kij, przypisując dominikaninowi idee, których nigdy nie sformułował.

 

Chyba lepiej nie dać się wciągnąć w taką gierkę i nie strzelać samobójów. W końcu chodzi o życie, o ludzkie życie.

 

Ten tekst pojawia się we wspomnienie św. Piotra Klawera, jezuity, który sam o sobie mówił, że jest niewolnikiem niewolników. Pracował  wśród niewolników oczekujących na sprzedaż i dalszy transport w porcie Kartagena (Kartagina) w obecnej Kolumbii. Jego prowincjał otrzymał wiele listów wzywających go do tego, by zakazał działalności przyszłemu świętemu.

 

Pisali nie tylko handlarze niewolników. Szanowne matrony ostentacyjnie opuszczały kościoły, w których Piotr gromadził swoich podopiecznych. Gorszono się tym, że zajmował się "czarnymi, o których właściwie nie wiadomo, czy w ogóle mają duszę".

 

Wśród tych przeciwności przeobraził się z nieśmiałego człowieka w wyrzut sumienia dla tamtego społeczeństwa i potrafił wręcz natarczywie domagać się pomocy i praw dla niewolników. Przygotował do chrztu i ochrzcił ponad 300 tys. niewolników.

 

Nic dziwnego, że właśnie teraz, 463 lata po jego śmierci, papież Franciszek "zagląda" do Kartageny. A tylu chciało Piotra uciszyć.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"