Dał pan słowo na całe życie, a Kościół to zapamiętał

ks. Jacek WIOSNA Stryczek ks. Jacek WIOSNA Stryczek
data29.09.2017 09:00

(fot. Leszek Ogrodnik)

Przyjmuje mnie po kolędzie mężczyzna po pięćdziesiątce. Fajna atmosfera, zrobił herbatę i w pewnym momencie mówi: "Mam do Kościoła pretensje. Jestem teraz z drugą żoną, bardzo się kochamy, a Kościół zabrania nam przystępowania do komunii świętej".

 

Niedawno przeczytałem, że przeświadczenie o tym, że małżeństwo jest wielką wartością, dotyczy już tylko połowy młodych ludzi. W Polsce, w badanym roczniku, jest 50/50 tych, którzy biorą ślub, i tych, którzy mieszkają ze sobą i ślubu nie biorą, a nawet nie za bardzo chcą ten ślub wziąć. To, co jeszcze do niedawna wydawało się bezwzględną wartością, małżeństwo na całe życie, jak perła, którą wybiera się i płaci się za nią wszystkim, co się posiada, dla wielu przestało być czymś atrakcyjnym.

 

Wręcz, można powiedzieć, nie bierze się pod uwagę tego, aby cokolwiek wydać, by ją zdobyć.

 

Słowo na całe życie

 

Najpierw więc zadajmy pytanie: czym jest małżeństwo, czym jest ten sakrament, za który tak drogo się płaci? Kiedyś przyjmuje mnie po kolędzie mężczyzna taki już po pięćdziesiątce. Bardzo fajna atmosfera, siadamy, on zrobił mi herbatę i w pewnym momencie mówi: "Wie ksiądz co? Mam do Kościoła takie wielkie pretensje".

Czekam na ciąg dalszy, a on mówi: "Z moją poprzednią żoną w żaden sposób nie mogłem się dogadać. Jestem teraz z moją drugą żoną. Bardzo się kochamy, bardzo się nam dobrze układa, a Kościół zabrania nam przystępowania do komunii świętej".

Na co ja mówię: "Wie pan co? Ja myślę, że Kościół panu nic złego nie robi. Kościół po prostu tylko pamięta, że pan dał kiedyś słowo na całe życie".

 

Otóż na tym właśnie polega sakrament małżeństwa, że małżonkowie dają sobie nawzajem słowo na całe życie. Wyobraźmy sobie, że na fali tych wszystkich przemian trochę byśmy zmniejszyli wymagania i zmienili to. Ale czy można czymkolwiek podrobić związek, w który ludzie wchodzą ze świadomością, że nie ma odwrotu? Jeżeli coś jest tymczasowe, nie jest dogadane, to w naturalny sposób każdy zostawia sobie jeszcze trochę dla siebie, bo nie wiadomo, co się wydarzy. Nikt przecież nie będzie się w niepewne sprawy w 100% angażował.

 

Gdyby nie było sakramentu małżeństwa, gdyby nie było słowa na całe życie, myślę, że ludzie do końca by nie wiedzieli, czym jest doświadczenie małżeństwa i budowania związku. Myślę, że wielu nie wie i nigdy się nie dowie.

 

Kiedy zaczyna się miłość

 

Powiedzmy sobie szczerze, że kiedy ludzie stają na ślubnym kobiercu, to nikt nie robi tego po to, aby być nieszczęśliwym. Mówię często, że ludzie decydując się na ślub, tak naprawdę nastawiają się na to, że ta druga osoba ich uszczęśliwi. To jest jakiś rodzaj egoizmu. No bo przecież nikt tam nie staje, myśląc, że będzie z powodu tej osoby nieszczęśliwy. Rozumiem, że na ślubnym kobiercu jest wiele emocji i wiele uczuć, które sugerują, że to jest miłość. W praktyce jednak każdy chce, żeby było mu dobrze. Ja uważam, że to jest moment, w którym to absolutnie jeszcze nie jest miłość.

 

Miłość zaczyna się wtedy, kiedy okazuje się, że bycie z drugą osobą kosztuje, aż do takiego momentu, w którym jasno widać, że bycie razem kosztuje więcej, niż się otrzymuje. Cechą charakterystyczną tego doświadczenia jest to, że to, co było przedmiotem podziwu przed ślubem, teraz staje się największą wadą. Na przykład ona jest bardzo piękną, atrakcyjną kobietą, a potem okazuje się, że to straszenie dużo kosztuje. Albo on jest bardzo pracowitym człowiekiem, a nagle okazuje się, że tak jest pracowity, że nigdy go nie ma w domu.

 

Miłość tak naprawdę polega na tym, że nie sięgam po to, aby mi było dobrze, po to, co drugi zrobi, tylko ja sam potrafię dać trochę więcej. No więc powiedziałbym, że ten kryzys jest w tej chwili barierą, której wielu w ogóle nie jest w stanie przejść. Taka współczesna definicja ślubu brzmi: "będę z tobą tak długo, jak będzie mi dobrze". Myślę, że właśnie z tej perspektywy wielu mieszka ze sobą, ale nie planuje ślubu, bo po co? Z tej perspektywy wielu z łatwością rezygnuje z danego słowa, bo to za dużo, za trudno.

 

Czyż jednak każdy z nas nie ma takiego pragnienia, żeby drugi mnie pokochał nie za to, że jestem atrakcyjny, za to, co dla niego zrobiłem, tylko za to, jaki jestem, czasami obnażony ze wszystkich moich atutów, bardzo słaby i nieodporny na stresy? Jeżeli w tym momencie najbliższa osoba odchodzi, to musi być straszne rozczarowanie.

 

Szczerze powiedziawszy, przyglądając się temu przy tym tak gwałtownym, odmiennym podejściu do małżeństwa z perspektywy całego życia, na pewno widać jeden efekt: coraz więcej, bardzo dużo samotnych osób. Nie dziwię się temu. Jak ludzie się angażują, tak bardzo się na siebie otwierają i są w jednym czy drugim związku poranieni, to potem się boją wszystkich i nie chcą już nikogo wpuścić do swojego życia.

 

Niedopasowanie czy uzupełnianie się

 

Wiele razy słyszę, kiedy małżonkowie mówią z pretensją: "Nie jesteśmy dopasowani". Nie rozumiem tego. Nie ma dwóch takich samych osób. Myślę, że to sami ludzie decydują, czy są niedopasowani, czy się uzupełniają przez to, że są różni. To jest to samo. Prawda? Niedopasowanie czy uzupełnianie się.

 

Myślę, że wielu chciałoby, jak już przychodzi jakiś kryzys, aby stał się cud i najlepiej aby ten drugi się zmienił. Natomiast jest tylko jeden sposób na to, by małżeństwo mogło trwać całe życie. To nieustająca praca nad sobą w perspektywie tego, że ten drugi człowiek nieustannie się zmienia. Nie ma tak, że raz na zawsze już jest wszystko poukładane i wszystkie problemy są rozwiązane.

 

Więcej szczęścia

 

Czy warto kupować tę perłę? Nie wiem. Może Kościół będzie ostatnim obrońcą wiary w to, że można dać słowo na całe życie? Że to jest w ogóle lepsze, przyjemniejsze, daje więcej szczęścia, więcej radości, więcej pozytywnych doświadczeń i pozwala się bardziej człowiekowi rozwinąć?

Wierzymy w to. Oczywiście kupując taką perłę, trzeba wiedzieć, że jak się wszystko sprzedało, to ma się tylko i wyłącznie wyniki własnej pracy. Ciężkiej pracy nad sobą i nad drugą osobą, ale mimo wszystko myślę, że gwarantuje to dużo więcej szczęścia.
 

Ks. Jacek WIOSNA Stryczek - twórca programów społecznych: Szlachetnej Paczki i Akademii Przyszłości. Prezes Stowarzyszenia WIOSNA, publicysta biznesowy, autor książki "Pieniądze w świetle Ewangelii". PR-owiec i happener, wieloletni duszpasterz akademicki