Czy można modlić się na smartfonie?

Karol Wilczyński Karol Wilczyński
data19.09.2017 09:00

(fot. shutterstock.com)

"To desakralizuje modlitwę" - powiedział o modlitwie za pomocą smartfona kard. Sarah. Czy modlitwa na telefonie lub tablecie jest ważna? Czy Kościół powinien zakazać korzystania z technologii w trakcie liturgii?

 

Podczas kolokwium zorganizowanego w 10. rocznicę powstania dokumentu Summorum Pontificum, kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (potocznie: watykański minister ds. liturgii) wygłosił przemówienie na temat ciszy oraz prymatu Boga w świętej liturgii.

 

Co tak naprawdę powiedział kard. Sarah?

 

Choć uwagę mediów przykuła jego opinia na temat używania smartfonów i tabletów w czasie Mszy św., liturgii godzin oraz codziennej modlitwy, to większa część przemówienia dotyczyła tego, że musimy poświęcić więcej uwagi na "kultywowanie ciszy w naszych sercach" i na to, by ustawiać Boga w centrum Mszy świętej oraz codziennej modlitwy.

 

To właśnie w tym kontekście należy odczytywać uwagi kardynała na temat wykorzystania tabletów i telefonów w czasie modlitwy. "Być może jest to bardzo praktyczne i wygodne, by modlić się brewiarzem na smartfonie lub tablecie, czy innym urządzeniu elektronicznym" - powiedział kardynał - "ale nie jest to godne: to desakralizuje modlitwę".

 

Technologia niszczy, nie tylko modlitwę

 

Ma rację kardynał Sarah łącząc brak ciszy w naszym życiu z wpływem technologii. Brak ciszy i skupienia zaś wpływa bardzo negatywnie na to, jak modlimy się i pracujemy, jak budujemy relacje, śpimy i po prostu funkcjonujemy. Fizyczna i duchowa natura człowieka jest tak zbudowana, że nadmiar informacji niszczy możliwość skupienia, wywołuje stres, przeszkadza w rzetelnym wykonywaniu obowiązków. Co więcej, nadmierne korzystanie z Facebooka czy innych mediów społecznościowych uzależnia nas od dopływu dopaminy - hormonu nagrody - na co wskazują liczne badania.


>> Nie bądź tabletowym rodzicem

 

Kiedy technologia zaczyna zatruwać...

 

Nie ma wątpliwości, że korzystając ze smartfonu wyrabiamy sobie wiele nawyków. Niektórzy badacze twierdzą, że mamy z nimi wręcz cielesną relację (taką jak z partnerami).

 

Podobnie z mediami społecznościowymi - przestajemy być ich użytkownikami, a stajemy się uzależnionymi od stałego dopływu dopaminy konsumentami. Technologia zaczyna zatruwać, gdy staje się pokarmem, a przestaje być narzędziem.

 

Wróćmy jednak do modlitwy. Nie ma wątpliwości, że niewolnicy technologii nie będą w stanie się skupić, szczególnie gdy będą odmawiać brewiarz... na smartfonie. Ich mózg będzie cały czas myślał o powiadomieniu o wiadomości od znajomego (na którą przecież od razu trzeba odpowiedzieć) lub o kolejnym lajku na Instagramie. Nie poruszy go żadne Słowo ani uczucie, które otrzyma w czasie modlitwy, bo jest nieustannie rozproszony.

 

Pokazuje to jedna z moich ulubionych historii rodem z egipskiej pustyni: abba Teofil (wówczas arcybiskup Aleksandrii) przyszedł kiedyś do pustelni w Sketis; zeszli się bracia i poprosili abbę Pambo: "Powiedz słowo arcybiskupowi, żeby się zbudował". Starzec odrzekł: "Jeżeli nie zbuduje się moim milczeniem, to nie zbuduje się i słowem".

 

Innymi słowy, jeśli jesteśmy rozproszeni, nie jesteśmy w stanie się skupić - będąc w niewoli nieustannego myślenia o kolejnym zastrzyku dopaminy - to nie dotrze do nas żadne słowo, ani żadna cisza.

 

…a kiedy przynosi nam zbawienie

 

W tym sensie słowa kard. Saraha są kontrowersyjne - jeśli nie zbuduje nas modlitwa na smartfonie, to nie zbuduje nas też ta, którą odmówimy za pomocą drukowanej książki.

 

Technologia nie będzie nam przeszkadzać w kontakcie z Bogiem, o ile tylko będziemy korzystać z nich jak z użytecznych narzędzi, a nie jak przedmiotów nieustannej, niezdrowej konsumpcji.

 

Boga mamy szukać nieustannie, choć jesteśmy zanurzeni w naszych ciałach i w świecie. Jezus stał się ciałem w najbardziej przyziemnym z sensów, w jakich możemy rozumieć to słowo. Dlatego szukając ciszy, skupienia, dobrej atmosfery do modlitwy, nie możemy uciekać od ciała, ale kształtować je dla naszych celów.

 

Choć zgadzam się, że optymalnymi warunkami do modlitwy jest pusty, cichy pokój lub świątynia, świeca, Pismo Święte w pięknym wydaniu, to przecież - jak pisze Małgorzata Wałejko - nasza modlitwa jest o wiele częściej "nieuczesana", uboga. Niewiele osób stać na to, by modlić się w tak ekskluzywnych warunkach wykonując obowiązki dnia codziennego. Dostęp do narzędzi, jakim są "katolickie" aplikacje w tym przypadku jedynie pomaga.

 

Sednem modlitwy jest to, co mamy w sercu, a nie to, czy odpowiednio przygotowaliśmy warunki zewnętrzne. Brewiarz na smartfonie może być sto razy lepiej przeżyty niż ten odmówiony na książce w skórzanym wydaniu.

 

To samo dotyczy zresztą treści naszej modlitwy. Bardzo prosta modlitwa celnika czy Dobrego Łotra przyniosła im zbawienie. "Jakżeż często proste i monotonne seplenienie dzieci sprawia, że rodzice ulegają ich prośbom" - napisał św. Jan Klimak.

 

Smartfony, jeśli tylko pozwalają, by nasza modlitwa była prostsza, przynoszą nam zbawienie. Dlatego nie skupiajmy się zbytnio na formie, ale na sercu.

 

 

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Wraz z żoną prowadzi bloga islamistablog.pl