Biblijne proroctwo, które wypełnił Franciszek

Karol Wilczyński Karol Wilczyński
data11.10.2017 09:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Niektórzy podeszli do tych rewelacji ze sceptycyzmem. Jednak największy włoski dziennik wprost określił niezwykłe zdarzenie z udziałem papieża wypełnieniem ewangelicznego proroctwa. Jaka jest prawda? Czy Franciszek rzeczywiście zrobił to, co przepowiedziano niemal 2000 lat temu?


Znany włoski historyk, Alberto Melloni, zasugerował na łamach gazety "La Repubblica", że gest papieża Franciszka w ośrodku dla imigrantów w Bolonii był "proroczy". Ojciec Święty zgodził się, by kobieta oczekująca na decyzję o przyznaniu azylu założyła mu na rękę żółtą bransoletkę z numerem 390003 - taką samą, jak noszą wszyscy migranci mieszkający w ośrodku.


Melloni wskazał, że gest ten można odczytać jako wypełnienie proroctwa z Ewangelii św. Jana i przywołał słowa: "gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam" (J 21, 18). W szerszym kontekście mają one bardziej dramatyczny wymiar - Jezus mówi bowiem w tym samym zdaniu do św. Piotra, pierwszego papieża: "gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz".


Znawcy Biblii zazwyczaj interpretują "wyciągnięcie rąk" jako określenie przez Jezusa sposobu, w jaki umrze św. Piotr - jak wiadomo zmarł ukrzyżowany do góry nogami, najprawdopodobniej w czasie wielkiego prześladowania chrześcijan przez cesarza Nerona.


Tam, gdzie Kościół nie chce iść


Czy zgodnie ze słowami proroctwa Franciszek, a za nim Kościół, jest prowadzony tam, dokąd nie chce? Myślałem o tym, czytając papieskie przemówienia do migrantów oraz do społeczności akademickiej.

 

Powszechnie wiadomo, jakie jest stanowisko Ojca Świętego i Katolickiej Nauki Społecznej w kwestii przyjmowania przybyszów (por. Katechizm Kościoła Katolickiego, p. 1911). Franciszek nieprzerwanie i z wielką determinacją powtarza przesłanie nadziei na pokój oraz pojednanie, a także swój apel o przyjęcie przybyszów. "Niech miasto nie boi się dać pięciu chlebów i dwóch ryb: Opatrzność zadziała i wszyscy będą nasyceni" - mówił w ośrodku dla migrantów.


Dla mnóstwa osób to trudna mowa. Tak wielu zdaje sobie sprawę, jak wielkim wyzwaniem będzie proces integracji setek tysięcy osób, które przybyły do Europy w ciągu ostatnich dwóch lat. Niektórzy obawiają się nie samych uchodźców, ale są przeciwni ich przyjmowaniu, widząc powrót postaw rasistowskich i nacjonalistycznych, który jest reakcją na pojawienie się przybyszów.

 

Wbrew temu jednak papież idzie tam, gdzie prowadzą go słowa Jezusa, przytoczone zresztą w czasie przemówienia do migrantów: "idźcie precz ode Mnie, przeklęci, (…) bo byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie".


Franciszek jest świadom wagi problemu przyjmowania uchodźców. Mówiąc o prawie wszystkich ludzi do pokoju, wskazał, że Kościół nie może być neutralny, "ale opowiada się za pokojem". Pokojem również dla tych, dla których tak wielu nie widzi miejsca w Europie. 

 

Melloni zaznaczył, że słowa te są echem wypowiedzi kard. Giacomo Lercaro, arcybiskupa Bolonii, który powiedział: "Kościół nie może być neutralny w obliczu zła, z jakiejkolwiek strony by ono pochodziło: jego życiem nie jest bezstronność, lecz proroctwo". Słowa kard. Lercaro padły w znaczącym 1968 roku, gdy Stany Zjednoczone bezlitośnie bombardowały Wietnam. Zostały mocno skrytykowane, a jak przypomniał Melloni - kardynał zapłacił za tę wypowiedź utratą urzędu. Poszedł tam, gdzie nie chciał.
 

Kościół wierny Franciszkowi

 

W pierwszym tygodniu października odbył się Tydzień modlitwy za uchodźców, którzy zginęli w drodze do Europy. Modlitwę organizuje się co roku w odpowiedzi na apel Franciszka, który wezwał Polaków do modlitwy w intencji uchodźców podczas ŚDM.

 

Po co się modlić za uchodźców? Oczywiście, z jednej strony, by wstawiać się za tymi, którzy tragicznie zmarli, oraz poznać ich konkretne twarze i historie. Z drugiej jednak, jak podkreślił abp Ryś w czasie modlitwy w Krakowie, aby tą modlitwą niszczyć mur wrogości, który rozdziela ludzi.

 

Być może dla wielu jest to niezrozumiałe. W Ewangelii "można znaleźć tysiąc powodów, dla których powinniśmy z miłością podchodzić do tych, którzy próbują przedostać się do naszego świata i w nim zamieszkać - mówił w czasie modlitwy w Krakowie abp Ryś. - Do tych, którzy są bezdomni, bo zostawili swoje domy albo zostały one im zburzone albo zostawili coś, co dawno nie było domem: obóz uchodźców".

 

Jednak tak wielu z nas paraliżuje strach lub obojętność. A sparaliżowani nie jesteśmy w stanie spojrzeć na naszych bliźnich z miłosierdziem, które pozwala wczuć się w jego cierpienie i problemy. I dlatego potrzebna jest modlitwa. Sami z siebie możemy dać, jak mówi metaforycznie papież Franciszek, pięć chlebów i dwie ryby. Bez Jezusa to nie wystarczy.

 

Proroctwo, które wypełnia papież, pokazuje jednak, że nasze powołanie, by iść tam, gdzie niekoniecznie chcemy, nie przeminie. Tym razem pokazuje to cudzoziemiec, który stoi dziś u naszych drzwi. Cudzoziemiec, w którym jest Jezus Chrystus.

 

 

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Wraz z żoną prowadzi bloga islamistablog.pl