Ratunek od korpo-pań w obcasach

s. Małgorzata Chmielewska
data15.10.2017 09:00

(fot. Danuta Węgiel)

W weekend do domu dla chorych zapowiedziała się inna grupa wolontariuszy, tym razem z korporacji. Przyjechały panie na obcasach. Renia w pierwszej chwili-załamka, że laleczki i tylko kłopot będzie, a pożytku żadnego. Załamka trwała krótko.

 

Odwiedziła nas Przyjaciółka. Z Kanady, po drodze zabierając z Hiszpanii córkę. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Pani Halina ma lat 100 i 7 miesięcy. Od ponad 10 lat przyjeżdża spędzić chwil kilka z nami. Przy okazji mamy lekcję historii, bo los sprawił, że z mężem uczestniczyli w wielu ważnych wydarzeniach. Ostatnie stulecie nie oszczędzało pokoleń Polaków.

 

Udało się skompletować wszystko-od ścierek do naczyń po obrazy, meble, popielniczki, drzewka, trawkę i mopy oraz setki innych, niezbędnych do życia rzeczy i otworzyć nowy dom w Zochcinie, zwany  pałacem. Nikt z nas jeszcze rok temu nie marzył,  że w naszej republice biedaków stanie wielki murowany dom z łazienkami jak z Mariotta, meblami  nie z najniższej półki lub uzbieranymi z darów i jadalnią, w której wreszcie wszyscy mogą usiąść razem, a nie na zmiany lub trzymając talerz na kolanach.

 

No i wreszcie w niedzielę była imprezka, której dobry przebieg uratowała grupa wolontariuszy z Warszawy. Spadli dość nagle w liczbie 11 sztuk. Młodzi owi wyglądali na posiadających tęgie głowy, ale ręce lewe dwie. Nic bardziej mylnego! Najpierw, dla rozgrzewki nagorzycka kuchnia wysprzątana tak doskonale, że nawet ja, pedant paskudny, zdębiałam, a potem - w Zochcinie- trawa wystrzyżona na wojskowo, kaplica nie myta tak od dnia otwarcia i generalnie uratowali nasz wizerunek przed licznymi gośćmi przybyłymi na przecięcie wstęgi. Bo obywatele republiki to obecnie ludzie starsi i schorowani, a jak kto jeszcze człapie, to roboty ma dość. Nasi dwaj księża: Sławek i Antoni mszę św. odprawili w intencji sponsorów i wykonawców, bo jak wiadomo żeby coś zbudować trzeba mieć za co i kim, więc wdzięczność "sie należy" i Panu Bogu też, że spotkaliśmy tych dobrych ludzi na swojej drodze.

 

Renia została w Warszawie, bo akurat w ten weekend do domu dla chorych zapowiedziała się inna grupa wolontariuszy, tym razem z korporacji. Przyjechały panie na obcasach, z dziećmi, sznur niezłych samochodów, Renia w pierwszej chwili-załamka, że laleczki i tylko kłopot będzie, a pożytku żadnego. Załamka trwała krótko, a reniowa szczęka opadała z upływem czasu coraz bardziej. Pokoje wymalowane, posprzątane, uśmiechnięci wszyscy, szpilki i dzieci w całości. Nasi chorzy takiego powera nabrali, że następnego dnia kilku jeszcze chodzących i mających ręce zażądało farby i pomalowali jeszcze jeden pokój.

 

I jak tu nie chwalić dzisiejszej młodzieży!!!!

 

A że ostatnio po głowie chodzi mi, nie, nie… tylko myśl- o wdzięczności, a właściwie jej deficycie/także z mojej strony/, to pisząc te słowa z wdzięcznością myślę o każdym, kto przez 28 lat przyłożył rękę do budowania przestrzeni dla ludzi bezdomnych, dla których w świecie miejsca brak. I niech wśród wyliczanek nie zabraknie tych, którzy robiąc nam w poprzek lub krytykując uczą nas cierpliwości, przebaczania i zaczynania od nowa. To też cenny dar.

 

Zupy z miast licznych, rozpętane przez Błażeja i Piotrka wpadają do babci Gosi przygrzać nóżki. Oni także są wspaniali i im się chce. Dotykając cierpienia wszelakiego zaczynają widzieć świat inaczej, w tym  bezsens niektórych struktur i systemów, które dzielnie jako społeczeństwo tworzymy, utrudniając słabszym powrót do godnego życia. Jest nadzieja, że się nie zniechęcą i pociągną cerowanie świata. Aż do końca świata.

 

A niedawno było św.Franciszka, patrona domu w Nagorzycach. Sierściuchy z tej okazji dostały mięsko, a my zjedliśmy ciacho. Nawet myszom pozwalam szaleć i nie zakładam w pokoju pułapki. Spokojnie, mamy takie, które łapią żywe myszki, potem myszki wynosi się na dwór i często, zanim Tomek - główny myszołap, zdąży wrócić do domu, myszka już wpada z powrotem do ciepłego korytarza prawie skacząc po głowie śpiącego Garfielda. Kocur myszami gardzi i traktuje jak powietrze.

 

Nad-obowiązkowo

 

Być wdzięcznym oznacza rozpoznanie miłości Boga we wszystkim, co nam dał - a on przecież dał nam wszystko. / Thomas Merton

 

Jezu, Ty nam przypominasz, że Duch tchnie, kędy chce.

Jest obecny w sercach i gestach
tych wszystkich, którzy walczą z nędzą,
złem na naszej ziemi,
niesprawiedliwością, która niesie śmierć.
Jakie by nie były ich przekonania i religia
wzbudzają życie tam, gdzie zasiano śmierć.
Są z nami.
Ty widzisz także, Jezu, twojego Ducha w działaniu
we wszystkich tych ludziach o jasnym sercu,
spojrzeniu współczującym,
wyciągniętych rękach.
Oni budują Królestwo
i rozciągają Zbawienie na cały Wszechświat.
Realizują pragnienie Mojżesza:
uczynić z całego Ludu Bożego lud proroków.
Oni są z nami. / s. Marthe Lamothe-Kanada

 

* * *

 

Chcesz wesprzeć działalność siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Wspólnoty Chleb Życia? Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie: chlebzycia.org
 

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: siostramalgorzata.chlebzycia.org