Biblia według Cejrowskiego

Wojciech Żmudziński SJ
data07.12.2017 08:00

(fot. shutterstock.com)

Nic dziwnego, że nie rozumie Ewangelii. Nic dziwnego, że nie rozumie papieża Franciszka. Nic dziwnego, że jego nauczanie uważa za groźne. Stworzył sobie swoją religię, dla której nawet Ewangelia jest zagrożeniem.

 

Wojciech Cejrowski deklaruje się jako człowiek religijny i wszystko co robi ma dla niego religijny cel. Wierzy w politycznego władcę świata, nieprzejednanego króla, który przepędzając grzeszników okazuje światu miłosierdzie i z którym lepiej nie polemizować, chyba że ktoś nie chce być zbawionym.

 

Takie odniosłem wrażenie śledząc jego ostatnie wypowiedzi i tak zrozumiałem jego teologię.

 

Redaktor Telewizji Republika, Stefan Czerniecki, rozmawiał z Cejrowskim w programie "Studnia". Tematem była wiara w Boga, którego słynny podróżnik określa jako rzymskokatolickiego i starotestamentowego. Przyznaje, że Ewangelii, i w ogóle całego Nowego Testamentu, nie rozumie. Przyznanie się do niepojmowania czegoś może być wyrazem pokory i tak chciałem jego słowa rozumieć, ale przyciśnięty kolejnymi pytaniami stwierdził, że trudno jest rozumieć bełkot, nawet, gdy czyta się go wielokrotnie i z przypisami. Teksty Nowego Testamentu męczą go, a mimo to, nadal je czyta.

 

Zapytany o to, co powiedziałby Jezusowi, gdyby spotkał Go twarzą w twarz, odpowiada, że umarłby z przerażenia. Nie odnajduje się w Kościele, uszył sobie wiarę z szamańskich opowieści i talizmanów, które miałyby chronić go przed złem. Rozmawiając z redaktorem Czernieckim wyjmuje spod koszuli medaliki, krzyżyki i różne brzęczące gadżety. Nosząc je, czuje się bezpieczny i prawowierny, w przeciwieństwie do papieża Franciszka, który swoimi brudnymi butami i umywaniem nóg byle komu sprzeniewierza się doktrynie Kościoła.

 

O Boże, pomyślałem sobie, jak mało wiem jeszcze o ludziach. Zawsze ceniłem sobie kreatywność, ale tego co usłyszałem z ust Cejrowskiego nie da się wymyślić. To musi być jakaś "wiedza wlana", niepojęty mistycyzm. Szczególnie zadziwił mnie, gdy opowiadał o mszach odprawianych przez amerykańskich księży. Są według niego tak rozkojarzeni podczas konsekracji, że nie wypowiadają świętych słów "wprost w kielich". Kto wie, czy nie chybiają i czy msza jest ważna - stwierdził.

 

Nielegalnie wybrany papież Franciszek - to nie moja opinia, lecz Cejrowskiego - brata się z grzesznikami, a przecież gdy bliźni grzeszą, nie powinniśmy podawać im ręki. I tu jak do refrenu powraca do swoich słynnych wątków o pederastach. Nic dziwnego, że nie rozumie Ewangelii, czyli pełnych miłości słów Chrystusa skierowanych do grzeszników. Nic dziwnego, że nie rozumie papieża Franciszka. Nic dziwnego, że jego nauczanie uważa za groźne. Stworzył sobie swoją religię, dla której nawet Ewangelia jest zagrożeniem.

 

Rozmawiający z celebrytą Cejrowskim redaktor Czarniecki także wykazuje się religijną kreatywnością zarzucając protestantom, że uważają Maryję jedynie za człowieka. Czy ktoś nie powinien zająć się fenomenem tego rodzaju poetyckiej pomysłowości, jaka rodzi się ostatnio w łonie Kościoła katolickiego. To byłoby bardzo ciekawe studium.

 

Wydaje się, że Wojciech Cejrowski nie wiedział co mówi, gdy w 2013 roku, tuż przed wyborem papieża Franciszka, zadeklarował w wywiadzie dla "Do Rzeczy": "Mnie, jako katolikowi, żyłoby się w Polsce lepiej, gdyby katolicyzm był oficjalną religią RP". Jaki katolicyzm miał wtedy na myśli? Czy za obecnego papieża powtórzyłby to samo? A może żyłoby mu się lepiej jedynie wtedy, gdyby jego autorska religia została wprowadzona jako obowiązująca wszystkich? Jego książki czytano by jak Biblię. Stawiano by mu pomniki, a dzieci uczyłyby się w szkołach jak egzorcyzmowaną solą bronić się przed Owsiakiem.

 

 

Wojciech Żmudziński SJ - dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika o wychowaniu i przywództwie "Być dla innych"