Szarzy, zwykli ludzie tworzą prawdziwe życie

s. Małgorzata Chmielewska
data08.02.2018 09:00

(fot. Danuta Węgiel)

Życie to nie event, wieczna imprezka bez konsekwencji, dla siebie i innych. Bez liczenia się z bólem innych. Bez zobowiązań. Jak mi się tutaj impreza nie spodoba, to przecież mam tyle innych do wyboru.

 
Prosiłam o pomoc znajomego Pana od Budów. Tego samego, co nam piękny dom w Zochcinie wybudował. Pojechaliśmy do starej chaty. Matka, starsza pani i syn dorosły, niepełnosprawny. Pan od Budów wyszedł w lekkim szoku. Na razie zreperuje piec, bo stojąca w pokoju koza nawet nie jest szczelnie podłączona do komina, więc nie mogę kupić węgla. Zaczadzieją. Z wiosną zaczniemy kleić co się da, bo nie za bardzo jest się czego czepić w sensie dosłownym. Wszystko z jakiś resztek i “na ślinę".
 
W domu dla chorych kwitnie życie kulturalne. Koncert mają i nawet do teatru pojechali. Oczywiście ci, co są w stanie chodzić. Na zaproszenie p. Mai Barełkowskiej  byli w “Teatrze Polskim" na  Ukraińskim Dekameronie. A przedtem koncert Warsaw Jazz Trio w jadalni. Niestety “u nas na wsi" takich rozkoszy nie ma. Oczywiście najpierw jest problem, żeby zebrać chętnych, bo nikomu się nie chce ruszyć, potem szukanie koszul, butów i wyjściowych innych części garderoby, a na końcu wszyscy zadowoleni.
 
Jestem w Medyni. Przejęłam dowodzenie. Wczoraj i dzisiaj lekki szok. Innego rodzaju. W przychodni nie ma kolejki, niezwykle życzliwa Pani Doktór, a w PCPR, gdzie składałyśmy z Marzeną papiery na grupę inwalidzką - szybko, uprzejmie i serdecznie. Cholera! Można? Można. Bo tak na prawdę komfort codzienności zależy od ludzi. Od nas samych, nie od polityków.
 
Artur pod opieką młodych w Nagorzycach bawi się świetnie. Nie wiem, co zastanę, jak wrócę, ale jak imprezują, to znaczy, że żyją. Na razie ćwiczenia z anatomii czyli rozbieranie lalek na części pierwsze i łączenie rąk z głową. To jego ulubione zajęcie. Potem do pustych kadłubów wrzuca drobiazgi. Bo generalnie uwielbia wszelkie pojemniki, do których można nawrzucać zapalniczki, połamane długopisy i spinacze. I kto by wpadł na taki pomysł? Mam nadzieję, że nie rozbierze pralki na drobne i nie powrzuca do butelek i lalczynych kadłubków.
 
Jedna z mam w Brwinowie ma nowotwór. Potrzebne pilnie badania, żeby zacząć równie pilne leczenie. Termin władza poprzez NFZ oferuje za kilka miesięcy. Trzeba prywatnie. Gdyby u nas nie była, co by zrobiła? Nie wiem i wolę nie dociekać. Wolę nie dociekać dlaczego ci, co dysponują naszą wspólną kasą wydają miliony na bzdety, a najsłabsi żyją za 604 lub mniej, na leczenie dzieci rodzice muszą żebrać, a WOŚP jest wrogiem państwowym zagrażającym bezpieczeństwu narodowemu. Choć może  odpowiedź znana jest od bardzo dawna. Od czasów Kaina i Abla. Tak tłumaczy to św.JPII:
 
<<Po zbrodni Bóg wkracza, aby pomścić zabitego. Kain, zapytany o los Abla, zamiast zawstydzić się przed Bogiem i prosić o przebaczenie, z zuchwałością omija pytanie: "Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego?" (Rdz 4, 9). "Nie wiem": Kain próbuje kłamstwem zakryć zbrodnię. Czyniono tak często w przeszłości i czyni się nadal, posługując się różnymi ideologiami dla usprawiedliwienia i zamaskowania najokropniejszych przestępstw przeciw osobie. "Czyż jestem stróżem brata mego?": Kain nie chce myśleć o bracie i odrzuca odpowiedzialność, którą każdy człowiek ponosi za bliźniego. Mimo woli przychodzą tu na myśl współczesne tendencje, prowadzące do uwolnienia człowieka od odpowiedzialności za bliźnich, wyrażające się między innymi zanikiem solidarności z najsłabszymi członkami społeczeństwa, jak starcy, chorzy, imigranci i dzieci oraz obojętnością często występującą w relacjach między narodami, nawet wówczas, gdy w grę wchodzą wartości fundamentalne, takie jak życie, wolność i pokój>>. /EV 8/
 
Życie to nie event, wieczna imprezka bez konsekwencji, dla siebie i innych. Bez liczenia się z bólem innych. Bez zobowiązań. Jak mi się tutaj impreza nie spodoba, to przecież mam tyle innych do wyboru: kolejną dziewczynę, czy chłopaka, żonę lub męża, kolejną wspólnotę, kolejnych przyjaciół. Kolejne wartości, polityczną partię czy nawet religię.  Na koniec zostaje się z pustymi rękoma i pustym sercem, bo okazuje się że to, co jedynie się liczy i nas buduje i wyzwala to miłość. Nie miłostka. A to wymaga cierpliwego trwania i budowania. Cóż. Robota głupiego? Pewnie. Dlatego tak mało chętnych. Nie ma nic wielkiego w codzienności prania, sprzątania, podawania leków, trwania z chorymi, ubogimi, rzetelnej pracy kasjerki, lekarza,  księdza, urzędniczki czy polityka. W codziennej modlitwie i dotrzymaniu danego słowa, nawet jeśli to jest obiecane dziecku wyjście na basen. W geście podania chleba czy uśmiechu do smutnego. Nuuuda! Nie ma nic wielkiego w codziennej pracy nad sobą. Szarzy, zwykli ludzie budują lub rujnują pokój. Szarzy, zwykli ludzie tworzą prawdziwe życie. Nie wydarzenie. Tego nam, zwykłym szarym ludziom nikt nie może odebrać. Apostołowie toć byli zwykli, szarzy ludzie. I było ich dwunastu. No to koleżanki i koledzy - Szaraki, robimy dalej. Szare dobro! W ubiegłym roku przyjęliśmy do naszych domów 1085 osób bezdomnych. My, zwykli szarzy ludzie dzięki setkom innych zwykłych, szarych ludzi. 
 
Nad-obowiązkowo
 
A to szare życie własnie. Tym razem list mieszkanek domu dla matek w Brwinowie.
 
 
 
 

***

 

Chcesz wesprzeć działalność siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Wspólnoty Chleb Życia? Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie: chlebzycia.org
 
Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: siostramalgorzata.chlebzycia.org