Podział na Kościół św. Jana Pawła II i Kościół Franciszka?

ks. Adam Błyszcz CR ks. Adam Błyszcz CR
data11.04.2018 09:00

(fot. galazka.deon.pl // Dennis Jarvis / flickr.com / CC BY 2.0)

Czym różni się nauczanie św. Jana Pawła II i Franciszka? Ten pierwszy w "Familiaris consortio" (rok publikacji 1981) dokonał rewolucyjnej zmiany.

 

Otóż ekskomunikowanych rozwodników, którzy zawarli ponowny związek małżeński, przywrócił do wspólnoty Kościoła. O tej ekskomunice mówił Kodeks Prawa Kanonicznego z 1917 roku, który obowiązywał do 1983. A zatem Jan Paweł II tę swoją decyzję ogłosił wbrew obowiązującej dyscyplinie Kościoła. Ba, poszedł dalej.

 

Pozwolił niektórym z nich, pod pewnymi warunkami, przyjmować Komunię świętą. Czy zmienił doktrynę Kościoła odnośnie do małżeństwa? Czy wskutek jego decyzji Kościół przestał głosić i opowiadać się za dwiema zasadami, które wydają się regulować etykę małżeńską: nierozerwalność małżeństwa oraz że każdy akt seksualny poza małżeństwem jest widziany jako materia grzechu ciężkiego? Nie.

 

Doktryna pozostała nienaruszona. Zmieniła się dyscyplina. A tę papież, biskup Rzymu, najwyższy zwierzchnik Kościoła, może zmienić. Przecież jesteśmy RZYMSKIMI katolikami. Nie pamiętamy tego albo pamiętać nie chcemy?! Jan Paweł II doskonale znał doktrynę Kościoła dotyczącą grzechu ciężkiego.

 

Wystarczy przeczytać jego adhortację "Reconciliatio et paenitentia" (O pojednaniu i pokucie) z 1984 roku, w której pisze: "wraz z całą Tradycją [podkr. moje] Kościoła nazywamy grzechem śmiertelnym ten akt, którym człowiek dobrowolnie i świadomie [podkr. moje] odrzuca Boga, Jego prawo…" (ReP 17). I wiemy, że ta Tradycja Kościoła uznaje, że w chwili, w której wolność lub/i świadomość podmiotu działającego jest/są ograniczone, mamy do czynienia również z ograniczoną odpowiedzialnością podmiotu moralnego. Mamy obowiązek mówić o obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego (a zatem również o zgorszeniu), ale to jeszcze nie oznacza, że podmiot moralny popełnił grzech ciężki. Aspekt subiektywny powinien zostać rozeznany. Jan Paweł II uznał, do czego jako wikariusz Jezusa miał pełne prawo, że od owego rozeznania należy odstąpić. Należy odstąpić ze względu na ów motyw zgorszenia, aby "nie wprowadzać wiernych w błąd co do nauki o nierozerwalności małżeństwa" ("Familiaris consortio", 84).


Ta decyzja wśród wielu teologów i biskupów wywoływała kontrowersje, gdyż na początku owego paragrafu 84 Jan Paweł II upominał duszpasterzy, że "dla miłości prawdy mają obowiązek właściwego rozeznania prawdy". Potem natomiast do każdej sytuacji polecił stosować tę samą normę. W związku z tym pytano, po co rozeznawać, skoro w ostatecznym rozrachunku dla dyscypliny (w grze jest dyscyplina, a nie doktryna) Kościoła nie ma to żadnego znaczenia.


Jeśli jest jakaś różnica między Franciszkiem a Janem Pawłem II, polega ona właśnie na tym, że według Franciszka warto dokonywać owego rozeznania. To nie jest tak, że Franciszek uznał, że osoby, które znajdują się w obiektywnej sytuacji grzechu ciężkiego, mogą jakby nigdy nic przystępować do Komunii świętej. Tak chyba należy interpretować ów kontrowersyjny przypis 351 z "Amoris Laetitia", w którym Franciszek sugeruje, że pomoc Kościoła osobom rozwiedzionym w ponownych związkach mogłaby polegać również na pomocy sakramentów.

 

Dlatego "kapłanom przypominam, że konfesjonał nie powinien być salą tortur, ale miejscem miłosierdzia Pana" (Adhort. apost. "Evangelii gaudium" [24 listopada 2013], 44: AAS 105 [2013], 1038). Zaznaczam również, że Eucharystia "nie jest nagrodą dla doskonałych, lecz szlachetnym lekarstwem i pokarmem dla słabych" (tamże, 47: 1039)". Franciszek tych ludzi traktuje tak jak Kościół traktuje każdego grzesznika; ma prawo skorzystać z sakramentu spowiedzi. Ot, i cała rewolucja Franciszkowa!


Oczywiście, należy się również zastanowić nad racjami takiej decyzji Franciszka.


Dyscyplina Kościoła stanowi o pewnej strategii duszpasterskiej. Ta strategia ma gwarantować ochronę depozytu wiary i rozwój Kościoła.


Pytanie jest następujące: czy strategia przyjęta przez Jana Pawła II i lokalne episkopaty przyniosła oczekiwane rezultaty?


Czy zmniejszyła się liczba rozwodów między ochrzczonymi, innymi słowy: czy wzrósł szacunek dla nierozerwalności małżeństwa? Czy nasi młodzi stali się bardziej otwarci na powołanie do małżeństwa? Statystyki są nieubłagane! Liczba rozwodów rośnie, rośnie także liczba tych, którzy zamiast małżeństwa wybierają konkubinat, mniej lub bardziej trwały. Przegrywamy. Od opublikowania "Familiaris consortio" upłynęło 37 lat.


Proszę mi wybaczyć, ale posłużę się pewną metaforą sportową. Kiedy jestem na meczu mojej ulubionej drużyny piłkarskiej, a ona do przerwy przegrywa, to od trenera oczekuję, że w drugiej połowie zostanie zmieniona taktyka, która da szansę na zwycięstwo. Oczywiście nie mamy żadnej pewności, że się powiedzie, ale dotychczasowa strategia nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Czy druga połowa też będzie trwała 37 lat? Nie wiem.


Wydaje się, że trzeba wspomnieć o jeszcze jednym powodzie zmiany dyscypliny. Zwraca na to uwagę Rocco Buttiglione w książce "Risposte amichevoli ai critici di Amoris Laetitia". Odsunięcie od Kościoła rozwiedzionych w ponownych związkach sprawia, że odsunięte zostają także ich dzieci. Ryzykujemy, że będzie nam brakowało przyszłej generacji wiernych. W 2010 roku po raz pierwszy od II wojny światowej Kościół katolicki w Niemczech zanotował, że więcej osób z niego odeszło niż do niego wstąpiło. W sytuacji Kościoła niemieckiego oznacza to znaczny odpływ pieniędzy.

 

Wiem, że to żaden argument teologiczny, ale w Kościele, który zabiega o utrzymanie swoich struktur (również tych biurokratycznych), jest to argument nie do pominięcia.


Moim skromnym zdaniem nie jesteśmy świadkami podziału na Kościół św. Jana Pawła II i Kościół Franciszka. Raczej asystujemy starciu między kremówkowym Kościołem Karola Wojtyły (bo z nauczania Jana Pawła II pozostały nam tylko kremówki) a medialnym Kościołem Jorge Bergoglio (gdyż nie czytamy jego dokumentów, czytamy to, co o nim pisze prasa światowa). Ot, takie filtry poznawcze.  

 

 

ks. Adam Błyszcz CR - kapłan w zakonie zmartwychwstańców. Od września mieszka i pracuje w Tivoli