Fenomenalny tekst papieża. Aż chce się być świętym

Szymon Żyśko Szymon Żyśko
data12.04.2018 09:00

(fot. freevideophotoagency / Shutterstock.com)

Franciszek wyłożył całe zagadnienie wyczerpująco, ale też w sposób bliski sercu. W ośmiu punktach zamknął całą esencję tego, jak dobrze żyć. Wszyscy raz jeszcze zapragnęliśmy świętości.

 

Na każdy kolejny dokument papieża Franciszka czekam z niecierpliwością. Papież jest po prostu fenomenalny w swoim języku i porównaniach, jego słowa docierają nie tylko w głąb samej wspólnoty Kościoła, ale też daleko poza nią. Na adhortację "Gaudete et exsultate" czekałem szczególnie, bo temat był mi wyjątkowo bliski. W tym samym czasie mierzyłem się ze świętością bohaterów mojej książki i z moim buntem przeciwko świętości, której nie rozumiałem, nie doceniałem i nie potrafiłem zapragnąć. Ojciec Święty wyłożył całe zagadnienie wyczerpująco, ale też w sposób bliski sercu. Wszyscy raz jeszcze zapragnęliśmy świętości.

 

Przywrócić poczucie wspólnoty

 

Tym, co najbardziej uderza mnie w papieskiej adhortacji, jest wielokrotne podkreślenie osiągania świętości we wspólnocie i przez nią. Bynajmniej papież nie czyni z nas utopijnej organizacji, która mogłaby się cieszyć własną świętością rozumianą jako idealność bez skazy. Wręcz przeciwnie, zauważa wszystkie nasze słabości i z czułością wskazuje drogę uzdrowienia. Zaznacza, że Bóg objawia się w naszych relacjach i przychodzi przez drugiego człowieka. "W historii zbawienia Pan zbawił lud. Nie istnieje pełna tożsamość bez przynależności do ludu. Z tego względu nikt nie zbawia się sam, jako wyizolowana jednostka, ale Bóg przyciąga nas, biorąc pod uwagę złożoną sieć relacji międzyludzkich, które się nawiązują" (p. 6). Bóg także jest istotą głęboko relacyjną, od samego początku istnieje w relacji Trójcy Świętej. Zostaliśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo, więc mamy w sercach głęboko zapisane pragnienie wspólnoty. I jest to pragnienie wszystkich ludzi, bo każdy z nas został uczyniony przez Niego. "Ale także poza Kościołem katolickim, w bardzo różnych środowiskach, Duch wzbudza "znaki swojej obecności, które pomagają samym uczniom Chrystusa" (p. 9). Kościół jest tam, gdzie działa Chrystus.

 

Świetość do bólu powszednia

 

Kolejną mocną intuicją papieża jest przywrócenie świętości jako drogi w życiu codziennym. Franciszek zdejmuje ją z ołtarzy, oddziela od kanonizacji oraz beatyfikacji i mówi "jest dla każdego z nas" (p. 10 i 11). Świętość staje się możliwa, a nie uprzywilejowana. Bo za nic ma zaszczyty, bogactwa i status urodzenia. Nie polega na oddawaniu czci, ale na zbawieniu. Święty jest zbawiony, po śmierci zostaje włączony do życia wiecznego w Bogu. Droga do niej nie jest łatwa, bo każdy musi zmierzyć się ze swoimi przeszkodami i zranieniami, ale jest jednocześnie prosta, bo nie wymaga od nas niczego skomplikowanego. Ewangeliczne życie prowadzi do świętości.

"Lubię dostrzegać świętość w cierpliwym ludzie Bożym: w rodzicach, którzy z wielką miłością pomagają dorastać swoim dzieciom, w mężczyznach i kobietach pracujących, by zarobić na chleb, w osobach chorych, w starszych zakonnicach, które nadal się uśmiechają. W tej wytrwałości, aby iść naprzód, dzień po dniu, widzę świętość Kościoła walczącego. Jest to często "świętość z sąsiedztwa", świętość osób, które żyją blisko nas i są odblaskiem obecności Boga albo, by użyć innego wyrażenia, są "klasą średnią świętości" (p. 7).

 

I właśnie ta "świętość z sąsiedztwa" jest najwspanialsza. Im trudniej dostrzec nam w bliźnim przyszłego świętego, tym większe prawdopodobieństwo, że jego życie skrywa prawdziwe perły. Nieoczywiści bohaterowie są najlepsi, bo uczą pokory w myśleniu o własnej świętości, a jednoczenie dają nadzieję, że okoliczności naszego życia przy Bogu są naprawdę banalne i nieznaczące.

 

Naiwny Bóg?

 

Świat, w którym żyjemy, bardzo często zarzuca Bogu infantylność. Jednak niezwykle często zarzut ten pada też z ust ludzi zatroskanych o Kościół, którzy miłość do Boga postrzegają wyłącznie jako obronę doktryny. Poruszanie się wyłącznie w kategoriach dogmatów jest niebezpiecznie, bo Bóg zawsze jest przynajmniej o krok przed nami w rozumieniu złożoności tego świata. Często to, co wydaje nam się z pozoru naginaniem prawa, jest tak naprawdę jego pełnym zrozumieniem. Kościół na całej swojej drodze dojrzewa. Bóg natomiast mówi do nas językiem czułości, wrażliwości, życzliwości i zaufania. Językiem, który ma w sobie wszystko to, co tak często nazywamy powierzchownie naiwnością. Bóg jest naiwny? Świętość jest codziennym zbliżaniem się do tej Boskiej wrażliwości. Walczy się o nią najprostszymi metodami.

"Ta świętość, do której wzywa cię Pan, będzie wzrastała przez małe gesty. Na przykład: pewna kobieta idzie na targ, by zrobić zakupy, spotyka sąsiadkę, zaczyna z nią rozmawiać i dochodzi do krytyki. Wówczas ta kobieta mówi w swoim wnętrzu: «Nie, nie będę o nikim mówić źle». To jest krok ku świętości" (p. 16).

 

Do świętości zbliża mnie każda chwila mojego dnia i odpowiedź, jaką daję ludziom. Pisząc ten komentarz, też próbuję się do niej zbliżyć. Czytając go i komentując, wy też staracie się to zrobić. Zbyt często wszyscy zapominamy, że przecież wirtualny świat jest tak samo prawdziwy. W świecie stworzonym przez Boga obowiązują te same zasady. Nawet jeśli przez nasze ręce uległ on potężnej modyfikacji. Czy prowadzimy się wzajemnie do Boga?

"Również chrześcijanie mogą stać się częścią sieci przemocy słownej, tworzonej za pośrednictwem internetu i na różnych forach lub przestrzeniach wirtualnej wymiany opinii. Nawet w mediach katolickich może dojść do przekroczenia granic, tolerowania obmowy i oszczerstwa, i wydaje się, że szacunek dla reputacji innych osób nie jest ujęty w jakiekolwiek normy etyczne. W ten sposób powstaje niebezpieczny dualizm, ponieważ w tych przestrzeniach padają słowa, które nigdy nie byłyby tolerowane w życiu publicznym, i usiłuje się w nich zrekompensować własne niezadowolenie, z wściekłością realizując chęć zemsty. Znamienne, że czasami, chcąc bronić innych przykazań, całkowicie pomijane jest ósme: "Nie mów fałszywego świadectwa" i bezlitośnie niszczony jest wizerunek bliźnich. To pokazuje, że język pozbawiony wszelkiej kontroli staje się "przestrzenią zła" i "sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia" (por. Jk 3, 6)" (p. 115).

 

Nie zbawi nas ani doktryna, ani pewność siebie

 

Na co dzień bardzo często doświadczam tego, że obrona racji przybiera postać krwawej wojny na słowa, w której przeciwnikom odmawia się wielu praw i dopuszcza do potężnego podziału. Szczególnie w sprawach angażujących wiarę. Z jednej strony jest to wyraz pewnej gorliwości. Jeśli coś uważamy za prawdę, to chcielibyśmy jej bronić za wszelką cenę, nie dopuszczamy dyskusji. Jednak dopóki tu żyjemy, mamy jedynie swoje racje, a prawda jest tylko u Boga. Rację mogę mieć ja i jednocześnie rację masz ty. W prawdę Jezusa nie można się uzbroić przeciwko komukolwiek. Papież podkreśla, że doktryna nie jest najważniejsza:

"Przyjrzymy się dwóm formom doktrynalnej lub dyscyplinarnej pewności siebie, które powodują "narcystyczny i autorytarny elitaryzm, gdzie zamiast ewangelizowania pojawia się analiza i krytyka innych, a zamiast ułatwiania dostępu do łaski - traci się energię na kontrole. W żadnym z tych przypadków nie ma prawdziwego zainteresowania ani Jezusem Chrystusem, ani też innymi ludźmi" (p. 36).

 

Franciszek nazywa to wprost powrotem gnostycyzmu i pelagianizmu. Dla świętości groźne jest tak samo przywiązanie do doktryny, które "wyobraża sobie umysł bez wcielenia, niezdolny do dotknięcia cierpiącego ciała Chrystusa w innych" (p. 37), jak i przesadne poleganie na własnej woli, która choć ważna, jest drugorzędna, bo wyprzedza ją łaska Boga, który umiłował nas wcześniej, nie przez nasze zasługi (p. 48 i 49). Świętość osiągamy nie ze względu na nas samych, ale ze względu na Boga, który jest Święty sam z siebie i się tym z nami dzieli. "W całej historii Kościoła bardzo jasno ukazano, że miarą doskonałości osób jest stopień ich miłości, a nie ilość zgromadzonych danych czy wiedzy" (p. 37).

 

Kościół lokalny tak samo ważny i cenny

 

Cała adhortacja jest tak bogata, że nie sposób w jednym komentarzu odnieść się do wszystkich papieskich intuicji i spostrzeżeń. Każdy kolejny punkt niesie nowe spojrzenie na świętość. Papież nie zapomina o tych, których głos z różnych względów nie jest słyszany, bo jest mało medialny. To nienarodzone dzieci, ofiary wszelkiej przemocy, współcześni niewolnicy, uchodźcy, prześladowani za wiarę NIE TYLKO w Chrystusa.

"Niełatwo jest budować ten ewangeliczny pokój, który nikogo nie wyklucza, ale włącza także tych, którzy są nieco dziwni, trudni i skomplikowani, tych, którzy wymagają uwagi, tych, którzy są inni, tych, którzy są bardzo obciążeni życiem, mają inne zainteresowania. Jest to trudne i wymaga wielkiej otwartości umysłu i serca, ponieważ nie jest to "budowanie zgody «przy biurku» lub kruchego pokoju jedynie dla uprzywilejowanej mniejszości" ani też "projekt przygotowany przez niewielu i adresowany do niewielu (…). Chodzi o to, by być budowniczymi pokoju, ponieważ budowanie pokoju jest sztuką wymagającą pogody ducha, kreatywności, wrażliwości i umiejętności" (p. 89).

 

Papież Franciszek wiele razy odwołuje się nie tylko do swoich poprzedników czy oficjalnych dokumentów, ale też do lokalnych episkopatów. To jest naprawdę piękne, bo podkreśla, że w rozeznawaniu drogi, którą podąża Kościół, uczestniczą wszyscy. To przeniesienie akcentu na wspólnotę, a nie na hierarchię. Papież przywraca nam wspólnotę w jej pierwotnym kształcie, służącym dzieleniu się łaską, która pochodzi bezpośrednio od Chrystusa.

 

Osiem konkretów Franciszka

 

Gdy siadałem do pisania "Po tej stronie nieba", myślałem, że świętość jest taką ostateczną nobilitacją w życiu człowieka. Że trzeba się dobrze postarać, przeprowadzić szereg wielkich akcji, zgromadzić wiele dokumentów potwierdzających moją idealność. Dziś już wiem, możesz zrobić tylko troszeczkę, za to z wielkim, szczodrym sercem - i to wystarczy. Młodzi bohaterowie, których spotkałem, swoim życiem i wyborami pokazali, że świętość jest przede wszystkim łaską. Bóg pochwala naszą wierność rzeczom małym, co często mylimy ze skrupulatyzmem. Rzeczy małe to rzeczy proste, bądźmy im wierni. Cudownie pokazuje to papieskie rozważanie o ośmiu błogosławieństwach. W tym jest potęga i droga do świętości:

Bycie ubogim w sercu to właśnie jest świętość. (p. 70)

Reagować z pokorną łagodnością - na tym polega świętość. (p.74)

Umiejętność płakania z innymi to jest świętość. (p. 76)

Głodne i spragnione poszukiwanie sprawiedliwości jest świętością. (p. 79)

Miłosierne postrzeganie i działanie jest świętością. (p. 82)

Zachowywanie serca w czystości od wszystkiego, co plami miłość, jest świętością. (p.  86)

Rozsiewanie pokoju wokół nas jest świętością. (p. 89)

Akceptowanie codziennie drogi Ewangelii, pomimo że przynosi nam ona problemy, to jest świętość. (p. 95)