Spór w Sejmie. Tu nie chodzi tylko o pieniądze

s. Małgorzata Chmielewska
data11.05.2018 09:00

(fot. Danuta Węgiel)

Choć one są wyznacznikiem priorytetów nie tylko polityków, lecz także nas wszystkich. Bo polityków wybieramy my. Tu chodzi o wizję Polski. Dla kogo ma być domem, dla kogo przedsionkiem, w którym zza drzwi dostaje się jałmużnę.

 

Z jaką twarzą wyjdziemy, jako społeczeństwo,  po zakończeniu protestu ludzi niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie? Ufam, że z piękną. Na razie mamy nieco wykrzywioną, ale... odwaga i determinacja tych ludzi sprawia, że wielu zaczyna nas zauważać. I myśleć. Latami spychani na margines, bo pęd do dorabiania i nadrabiania straconych powojennych lat znieczulił ludzi na najsłabszych. Aż miarka się przebrała. Już kilka lat temu, a teraz ponownie. Można było zaciskać zęby, bo jako Państwo byliśmy biedni, jako społeczeństwo wolne budowaliśmy demokrację.

 

Tysiące rodziców i opiekunów zakasało rękawy. Zakładali stowarzyszenia, fundacje, tworzyli ośrodki, walczyli o lepszy los. Ci, którzy lepiej się urodzili lub mają więcej szczęścia i są sprawni fizycznie i intelektualnie - uciekali do przodu, nie oglądając się na resztę. Ten czas, który właśnie przyszedł: to moment decyzji jaki i dla kogo ma być nasz kraj. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, choć one są wyznacznikiem priorytetów nie tylko polityków, lecz także nas wszystkich. Bo polityków wybieramy my. Tu chodzi o wizję Polski. Dla kogo ma być domem, dla kogo przedsionkiem, w którym zza drzwi dostaje się jałmużnę.

“Zakończcie protest", tak niektórzy wołają do matek dzieci niepełnosprawnych. Jest to nieludzkie wołanie. Mają zakończyć i patrzeć na cierpienie tych, których kochają? Koniec z radami. Czas zacząć posuwać się na ławce życia i robić dla tych najsłabszych miejsce. Lepiej nic nie mówić o życiu, lecz pomagać tak, by innym, w tym i dzieciom niepełnosprawnym oraz ich rodzicom chciało się żyć. Nie spychać tych dzieci z ławki życia. Tego robić nie wolno - to zbrodnia. /ks.Jacek Krzemień/

 

Jakimś cudem udało się nam wyrwać na 5 dni do Rzymu. Dziękujemy za sponsoring i wszelką pomoc Dobrym Ludziom. Pojechała część ekipy, bo ktoś musi zawsze zostać. Ja robiłam za przewodnika, ale następną wyprawę poprowadzą młodsi. Kocham Rzym nie tylko za piękno, antyk i świętych, których kościoły i relikwie są wszędzie, lecz także za ten luz, a nawet za... śmieci. Choć czasem mogliby troszkę posprzątać. Za policjantów uśmiechających się życzliwie z radiowozu, kiedy przechodzimy na czerwonym świetle przed ich nosem i różnokolorowe tłumy stojące cierpliwie w kolejce do bazyliki św. Piotra. Do serca Kościoła. Artur czekał na mnie dzielnie pod opieką Pipi i ściągniętych do wsparcia innych moich dzieci. Bo dla hrabiego potrzeba licznego personelu. Dostał w nagrodę za rozłąkę dwie koszmarne figurki rzymskich żołnierzy z kiwającymi się na sprężynkach głowami. Były takie z papieżem, ale uznałam, że to już profanacja. Po dwóch dniach pokonał to wojsko rozmontowując i wpychając szczątki do butelek po wodzie. Na lotnisku modliłam się, żeby nie kazano mi otwierać tego prezentu, bobym się ze wstydu spaliła, takie to było brzydkie, ale synek kocha takie gadżety.

 

Tomaszek na pytanie, co mu się najbardziej podobało, odpowiedział: arcybiskup Krajewski i modlitwa przy grobie św. JPII. Bo dzielnie zerwaliśmy się 3 maja i dobiegliśmy na mszę o 7 rano, po polsku, w Bazylice. Cóż, na nic moje wysiłki przewodnickie. Przegrały z JPII i Arcybiskupem rzymskie bazyliki, Koloseum i Forum Romanum. Z Arcybiskupem jedliśmy kolację- była lazania przygotowana przez jednego z jego bezdomnych przyjaciół. Gość siedział długo w więzieniu i tam odkryto jego talenty kulinarne. Miał dobrze, bo gotował na wszystkich spotkaniach dyrektorów i innych szefów więziennictwa. Rzeczywiście było świetne. Tak to ducha wzmocniwszy wróciliśmy do polskiej i naszej rzeczywistości.

 

A tutaj- oprócz wydarzeń w Sejmie, szara codzienność, za którą z trudem nadążamy. Doszło koszenie trawy i prace w polu. To dobrze, bo towarzystwo ma zajęcie, choć coraz mniej osób jest w stanie to robić.  Zaczynamy  remont domku starszej pani w Medyni, a kontynuujemy Kraków. To znaczy Inżynier i chłopaki. Ledwo wczoraj Miki wyruszył zawieźć jedzenie jednej rodzinie, a już był drugi telefon. Na szczęście mieli jeszcze trochę ziemniaków, więc doczekali do rana i dzisiaj zawiozłam pełny serwis. Dwoje starszych ludzi, pan chory na raka. Mieszkają w lesie, daleko od komunikacji. Każdy wyjazd do lekarza to kasa na wynajęcie samochodu. Ona ma 500 zł z tytułu opieki nad mężem, a on malutką rencinę. Ot, dobrzy, dzielni ludzie, jakich tysiące. Kiedy pan jeszcze miał siły robił nam budy dla psów. Chciał coś z siebie dać.

 

Nad-obowiązkowo:

 

Wywiad w TVN>>

 

Oraz:

 

Jedna z ostatnich wpłat (zwiększona) stałego fundatora "O jeden uśmiech dalej" miała taki tytuł: stypendium dla Agnieszki oraz podarunek z okazji I Komunii od córki dla Agnieszki. Wiele jest takich wzruszających gestów.

 

Celem wyjaśnienia o co chodzi - Moja odpowiedź na komentarz pewnego internauty, który zarzuca protestującym w sejmie “publiczne odmawianie świadczeń". W rzeczywistości jest ono odmową przyjęcia "niby pomocy". Proszę zrozumieć, że nie wszyscy, a nawet mniejszość, jak przypuszczam, osób niepełnosprawnych potrzebuje pieluchomajtek. Wie Pan co? Mój głęboko niepełnosprawny intelektualnie syn sika do klozetu. Za to czasem chodzi do kina, lub uwielbia kupować sobie książeczki z obrazkami, takie dla dzieci. Ma 32 lata. To mu daje szczęście. Niestety, stać na nas na takie wybryki, jak mu to ktoś zasponsoruje. Jego obecny dochód to 740 zł renty i 153 zł pielęgnacyjnego. Potrzebuje leków, ma ukochanego psa, z którym śpi /pies musi być odrobaczany i odkleszczany, to kosztuje/ środki czystości, jedzenie, ubranie, pranie, naprawy zdemolowanego prze niego sprzętu-kiedy ma rzut demolki. Tak miewają autystycy. Jak potrzeba dentysty, to idziemy prywatnie, bo na dentystę z NFZ nie ma co liczyć. Jest, owszem, ale z lęku przed jego niepełnosprawnością usypiali go za każdym razem przed zabiegiem. Ile razy można to przeżyć bez skutków ubocznych, a i tak jest chory? I nie byłoby mnie stać na leczenie zębów, gdyby nie fakt, że miła pani doktor od niego nie bierze za wizytę. Sumy przez Pana podane są z sufitu./chodzi o wyliczenia Premiera Morawieckiego/ Kiedyś chciałam coś dla niego uzyskać z PCPR. Roześmiano mi się w twarz. Do tego dochodzi opłacenie opieki, jeśli chcę coś zrobić poza domem. Bo na chwilę nie może zostać sam. Ma padaczkę lekooporną. Wystarczy? Wspieramy dziesiątki rodzin z osobami niepełnosprawnymi. Na leki, dojazd do lekarza, jedzenie czy... przyjemności. Sic. Tym ludziom należą się oprócz nędznej michy, także przyjemności!!!!!! Cytuję list od pewnej pani: "Siostro. Co za ogromna radość. dziś dostałam decyzję o przyznaniu mi stypendium 200 zł i tu piszą, że mogę je przeznaczyć na płytę lub audiobook. Ja liczę każdą złotówkę i mam tylko na jedzenie i opłaty i już wiele lat nie kupowałam nic poza tym, co konieczne. Te 200 zł to cud! To dar z Nieba". To nasza stypendystka: chlebzycia.org/fundusz-stypendialny. Pojął Pan o co biega? Ta pani pampersów, na jej szczęście, nie potrzebuje. 500 zł, którego domagają się protestujący, jedni przeznaczą na pampersy, a inni może……na fryzjera, czy internet, żeby mieć kontakt ze światem i audiobook, jeszcze inni na rehabilitację lub odłożą na obóz rehabilitacyjny. Zamiast pensji, może pracodawcy zaczną wypłacać w naturze? Dalej-oburzenie, że zrozpaczona kobieta mówi o eutanazji. To pokazuje bezsilność i dramat sytuacji, w jakiej jest ona i jej syn. To w rzeczywistości wołanie o pomoc. To wstyd dla społeczeństwa silnych, że taki krzyk się rozległ. Zresztą nie pierwszy. Wszyscy powinniśmy, my, zdrowi, na czele z władzą, upaść na kolana przed tymi matkami i prosić o wybaczenie, że w ogóle muszą tak drastycznie błagać o rzeczy elementarne. 

 

a tu - zdanie na ten temat osoby najbardziej wiarygodnej - Janki Ochojskiej, która jest dotknięta niepełnosprawnością.

 

*  *  *

 

Chcesz wesprzeć działalność siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Wspólnoty Chleb Życia? Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie: chlebzycia.org
 
Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: siostramalgorzata.chlebzycia.org