Polska sensacja nad Tybrem

Piotr Nowina-Konopka Piotr Nowina-Konopka
data08.06.2018 08:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Czy papież zmienił zdanie w sprawie Unii Europejskiej, w sprawie solidarności, w sprawie uchodźców, w sprawie wszystkich "mających pod górkę" - czy też między rozmówcami zaszło nieporozumienie? Pierwsza opcja oznaczałaby prawdziwą sensację obecnego pontyfikatu.

 

Mam za sobą asystowanie w roli ambasadora przy audiencjach watykańskich 2 kolejnych polskich prezydentów i 3 premierów, co daje mi jakieś wyobrażenie o klimacie i także zawartości prowadzonych tam rozmów z Papieżem i z Sekretarzem Stanu. Pierwsze odbywają się "w cztery oczy", co oczywiście nie oznacza, że nic nie wiadomo o ich przebiegu. Przy tych drugich obecny jest ambasador.

 

Z tym większym zdumieniem odczytałem relacje z briefingu, udzielonego dziennikarzom po audiencji udzielonej premierowi Morawieckiemu. Wygląda na sensację, ponieważ gołym okiem można zobaczyć rozbieżność między opowieścią premiera i tym, co papież Franciszek głosi od z górą 5 lat…

 

Premier wyznał, że z papieżem mówili na tematy europejskie "właściwie unisono, jednym głosem". Komunikat strony watykańskiej jest wstrzemięźliwy: "Pochylono się nad sytuacją europejską i międzynarodową, ze szczególnym odniesieniem do przyjmowania uchodźców i do wysiłku rządu polskiego na rzecz uchodźców z Ukrainy i na Bliskim Wschodzie." Tyle o Europie, koniec i kropka.

 

Tym ciekawsze jest więc owo "unisono", zwłaszcza dla tych, którzy byli obecni na ceremonii wręczenia Franciszkowi Nagrody Karola Wielkiego w maju 2016 i uważnie słuchali tamtego wystąpienia papieskiego, a na codzień śledzą wystąpienia papieskie i czytają udzielane przez niego wywiady. Nie będąc świadkiem rozmowy Morawiecki-Bergoglio, trudno oczywiście mieć jasność co do polskiej "wizji Europy", jaką premier przedstawił papieżowi.

 

Nie wiemy, czy rozmówcy wdali się w pogłębione rozważania o obecnych stosunkach polsko-unijnych. Jeśli bowiem władze naszego kraju miałyby podzielać stanowisko papieża tak, jak twierdzi premier - to skąd tak ostre napięcie na linii Warszawa-Bruksela, skąd ryzyko wytoczenia przeciw Polsce słynnego art. 7, skąd bolesne dla nas projekty budżetowe, skąd krytyczne unijne rozstrzygnięcia sądowe (wciąż uznawane za bezstronne i niezależne od władz wykonawczych)? Można mieć wrażenie rozejścia się dwóch rzeczywistości. Któraś z nich musi być wirtualna.

 

Oskarżenie Polski o łamanie unijnych reguł praworządności i zwłaszcza o brak unijnej solidarności nie jest w Watykanie tajemnicą. Czyżby papież nas z tego wszystkiego rozgrzeszył? Czy akceptuje fakt, że oczekujemy od Unii kontynuowania wsparcia budżetowego, ale nie godzimy się na przyjęcie przypisanych nam kilkudziesięciu uchodźców i likwidujemy niezależne sądownictwo? Bardzo dziwne! Może jednak nie było mowy o Unii, albo premier nie wspomniał o tych naszych kłopotach?

 

Czy da się znaną i wielokroć przez Franciszka wyjaśnianą formułę "wielościanu" przerobić na zachwyt dla premierowskiej wizji "Europy Ojczyzn"? Czy papieżowi zależy na Europie tak dalece różnorodnej, że akceptuje wszystkie narodowe egoizmy upoważniające do postawy "moja chata z kraja? Zacytowane w relacjach z premierowskiego briefingu zdanie "Papież sam mówił o Brukseli jako ważnym miejscu, wskazując na to, by starać się podkreślać wypracowywanie indywidualnych polityk krajów członkowskich" jest - bardzo przepraszam Pana Premiera - zbyt pokrętne, by wyciągnąć z niego tezę o "pełnej zgodności poglądów", jak nie przymierzając w starych i słusznie minionych czasach.

 

Można domyśleć się powtórki z manewru retorycznego, który miał już kilka razy miejsce nad Tybrem: Polska przyjęła ponad milion uchodźców z Ukrainy i pomaga na miejscu w krajach, skąd pochodzą uchodźcy. Ten manewr ma krótkie nogi: nie da się wszystkich przyjeżdżających do Polski na saksy Ukraińców przerobić na uchodźców! Nie mamy do czynienia z milionem uchodźców- przed wojną, głodem, terrorem, fanatyzmem. Ukraińcy nie płyną do nas przepełnionymi pontonami z Aleppo ani z Trypolisu. Oni jadą autobusem ze Lwowa czy Czerniowiec do Przemyśla lub Lublina, skąd udadzą się do polskich domów w roli tak potrzebnych nam opiekunów starców, pań do sprzątania, robotników budowlanych lub rolnych. Liczby rzeczywistych "uchodźców" zamykają się w kilku dziesiątkach osób, co precyzyjnie przypominała niedawno znająca się na rzeczy Janka Ochojska. Kwoty przeznaczone na pomoc "na miejscu" na Bliskim Wschodzie są wstydliwie niskie, nawet gdy dodać do nich słynną wyprawę specjalnej minister od uchodźców do Jordanii. Nikomu nie należy wciskać kitu - także w Watykanie. To wszystko nie jest skala pomocy, której wolno oczekiwać od kraju tak bogatego jak obecna Polska. Papież Bergoglio potrafi odróżniać kraje bogate od naprawdę biednych…

 

Ciekawe, czy w ramach opowieści o prowadzonej w Polsce polityce społecznej premier wspomniał w Pałacu Apostolskim o niepełnosprawnych, koczujących w Sejmie bez skutku przez prawie 6 tygodni. Jeśli tak, to może użył argumentu o "politycznym" podtekście ich pełnego bezradności rozpaczliwego protestu? W komunikacie watykańskim znalazł się passus o rozmowie na temat polityki rodzinnej i ochrony życia, ale o szczególnym przypadku żyjących niepełnosprawnych i ich rodzin nie ma ani słowa… Czy mając w oczach widoczny na każdym kroku stosunek Franciszka do chorych i niepełnosprawnych mamy rozumieć, że zabrakło czasu na ten wątek? Mamy jedynie zapewnienie premiera, że opowiedział papieżowi o "polskiej drodze" wychodzenia z komunizmu i postkomunizmu, że opowiadał "o naszych programach społecznych" i że "w zasadzie wszystkie te doświadczenia podobały się papieżowi".

 

"W zasadzie"? Zasada watykańskich rozmów jest taka, że prowadzone są zawsze z kurtuazją, nie przerywa się rozmówcy, nie zarzuca się mu mówienia nieprawdy, panuje klimat otwartości i serdeczności. Tylko wyjątkowo papież unika uśmiechu (tak było np. w udokumentowanej fotograficznie rozmowie z prezydentami Putinem i Trumpem). Warto jednak nie wyciągać z uśmiechniętej twarzy papieża czy sekretarza stanu zbyt daleko idących wniosków. Sądzę, że użytego w tweecie premiera zdania że papież Franciszek "postrzega Polskę jako filar budowy wartości Europy XXI wieku" szef rządu nie usłyszał od samego papieża, lecz że jest to własna premierowska interpretacja, do której oczywiście każdy ma prawo - byle nie popadać w śmieszność, która podważa wiarygodność relacji.

 

Pozostaje zatem zagadka: czy papież zmienił zdanie w sprawie Unii Europejskiej, w sprawie solidarności, w sprawie uchodźców, w sprawie wszystkich "mających pod górkę" - czy też między rozmówcami zaszło nieporozumienie? Pierwsza opcja oznaczałaby prawdziwą sensację obecnego pontyfikatu.

 

Być może rozwiązanie zagadki jest proste i wymaga jedynie skonfrontowania dwóch stwierdzeń. Pierwszego, że np. w kontekście wątku rosyjskiego i ukraińskiego "papież rozumie różnice" między historią Polski i historią Europy Zachodniej. Drugiego, że papież Bergoglio - podobnie jak niegdyś papież Wojtyła- rozumie inne podejścia, ale nie podziela takiego dualnego spojrzenia na nasz kontynent. Swoją drogą ciekawe, czy w czasach tak radykalnego skłócenia narodów i regionów świata premier znalazł w rozmowie z papieżem mocne argumenty potwierdzające naszą niezłomność i konsekwencję w kontynuowaniu procesu pojednania polsko-ukraińskiego, polsko-niemieckiego czy wreszcie polsko-żydowskiego, bazującego na niegdysiejszym wołaniu polskich biskupów "Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Cieszyłbym się, gdyby miał takie argumenty.

 

Piotr Nowina-Konopka - działacz katolicki, w latach 1980-1989 w opozycji demokratycznej, w latach 1991-2001 poseł, kilkukrotny minister, negocjator członkostwa RP w UE, przewodniczący Polskiej Fundacji im. Roberta Schumana, były ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej, obecnie na emeryturze