Modlitwa o uzdrowienie. A komu to potrzebne?

Krzysztof Sowiński Krzysztof Sowiński
data13.06.2018 09:00

(fot. Rosie Fraser/ unsplash.com)

Czy naprawdę tylko tyle nam pozostało, by mieć swoje wytłumaczenie na wszystko i zamykać się na Ewangelię, która przecież jest mocą Bożą ku zbawieniu wierzących (por. Rz 1,16)? To nie jest tylko teoretyczne przesłanie.

 

Obecnie dosyć często można spotkać się z zawartym w tytule nastawieniem do modlitwy o uzdrowienie. Modlitwa? Nie! Tylko i wyłącznie tabletki i inne leki są skuteczne (absolutnie nie neguję konieczności korzystania ze zdobyczy medycyny!). Wiara? Nie! Trzeba być racjonalnym, więc jak inaczej traktować Pismo Święte i zawarte w nim obietnice Boże, jak nie jakieś mrzonki dla "nieoświeconych", którzy potrzebują potwierdzeń tego, w co wierzą, w postaci rozmaitych "cudowności".

 

Czy naprawdę tylko tyle nam pozostało, by mieć swoje wytłumaczenie na wszystko i zamykać się na Ewangelię, która przecież jest mocą Bożą ku zbawieniu wierzących (por. Rz 1,16)? To nie jest tylko teoretyczne przesłanie, ale coś, co faktycznie ma wpływ na nasze życie i zmienia je w widoczny sposób. Przejawy tej mocy: znaki, cuda, charyzmaty, udzielane za sprawą Ducha Świętego mają służyć ku zbudowaniu Kościoła i przyprowadzeniu do niego tych, którzy bez ujrzenia tych znaków nie dadzą wiary Chrystusowi i Jego Ewangelii (por. J 4,48).

 

Uczeń czyniący większe rzeczy niż Mistrz

 

W swoim przesłaniu Jezus z Nazaretu nawoływał uczniów, aby wierzyli w Niego, tak jak wierzą w Ojca, a jeżeli sama Jego obecność im nie wystarcza, zachęcał do wiary z uwagi na dzieła, których On dokonuje. Czym są te dzieła? Znaki i cuda: uzdrowienia, wskrzeszenia oraz inne przejawy mocy Ducha takie jak proroctwa, odczytywanie w ludzkich sercach szczegółów na temat ich życia (por. J 4,18) czy też mądrość w dysputach, którą Chrystus pokazał choćby w rozmowie z uczniami faryzeuszów o podatkach płaconych cezarowi (por. Mt 22,17-22).

 

Ponieważ Jezus jest i Bogiem, i człowiekiem, więc może się w nas rodzić poczucie dystansu i małości: "gdzie nam do Niego?". Jednak Pan pozostawia szalenie ważną obietnicę, choć dość problematyczną dla tych, którzy nie akceptują ponadnaturalnego wymiaru królestwa Bożego: kto wierzy w Chrystusa, będzie dokonywał tych dzieł, które On czynił, a nawet większe uczyni, bo On poszedł już do Ojca, a wszystko, o co poprosimy w Jego Imię, On spełni (por. J 14,12-14). Nie ma tu mowy o innych wymogach aniżeli wiara. Nie własne zasługi, status czy wpływy zapewniają Jego działanie, lecz wiara. Wielką ma moc wytrwała modlitwa sprawiedliwego, a każdy wierzący przez zanurzenie w śmierci Chrystusa jest usprawiedliwiony w Jego krwi. Brawurowe ze strony naszego Pana, prawda? Obiecywać tak ogromne rzeczy dla każdego wierzącego!

 

Zapomniane znaki?

 

Kościół nigdy, wbrew różnym głosom, nie zapomniał o charyzmatach, uzdrowieniach, wskrzeszeniach i całej reszcie cudownych zdarzeń, których dokonywali święci - zarówno osoby konsekrowane, jak i świeckie. Od dnia zesłania Ducha Świętego Kościół głosi Dobrą Nowinę o zbawieniu, a Pan współdziała z Nim, potwierdzając głoszoną naukę tymi znakami. Św. Ireneusz w dziele ,,Przeciw herezjom" pisze, że nie da się zliczyć liczby charyzmatów, których uczniowie Chrystusa używają ku chwale Bożej i zawstydzeniu szatana. I nie mówił tu jedynie o kapłanach, ale o chrześcijanach w ogóle. Dla świętych, Piotra, Jana czy Pawła, funkcjonowanie w autorytecie Jezusa, który uczynił nas królewskim kapłaństwem i ludem proroczym, było całkowicie naturalne. Głosili Ewangelię w pełni odwagi, nawet pośród krwawych prześladowań, nakazując w imieniu Jezusa Chrystusa chorobom i złym duchom, aby odchodziły. A one pierzchały w popłochu przed autorytetem tego Imienia.

 

Znaki zawsze towarzyszyły głoszeniu Dobrej Nowiny. W tradycji Kościoła mamy wiele tego rodzaju świadectw. Św. Jacek Odrowąż, idąc na Wawel wygłosić kazanie, w imieniu Pana Jezusa uzdrowił niewidomych od urodzenia bliźniaków, których matka przybiegła do niego w desperacji, wierząc, że Bóg wysłucha tego świętego zakonnika. Św. Ojciec Pio powiedział do Pasquala Di Chiara, żeby wyrzucił laskę, z pomocą której chodził. Ten częściowo spełnił to polecenie: laskę odstawił, ale stał, opierając się o ścianę. Święty Kapucyn bez chwili zastanowienia zganił go za brak wiary, mówiąc, aby nie bał się chodzić, po czym ten poczuł ogień w swojej stopie i od tego momentu zaczął poruszać się bez bólu.

 

Anonimowi "cudotwórcy"

 

Pan Bóg nie tylko wielkich świętych i błogosławionych wybierał do czynienia znaków, ale również anonimowe osoby, zwykłych, często bardzo młodych "stażem" wierzących. O takiej anonimowej osobie pisze św. Augustyn w dziele ,"Państwo Boże". Kobiecie imieniem Innocentia, chorującej na raka piersi, przyśniło się, że w Wigilię Paschalną ma iść do kościoła i podejść z prośbą o uczynienie znaku krzyża na jej piersi do pierwszej, dopiero co ochrzczonej kobiety. Gdy nowo ochrzczona uczyniła to, o co ją Innocentia poprosiła, doszło do całkowitego uzdrowienia.

 

Kiedy św. Augustyn, jako biskup miejsca, w którym wydarzyła się ta historia, dowiedział się o tej sytuacji, oburzony wybrał się do Innocentii, pytając ją, dlaczego ten cud nie został szeroko nagłośniony, gdyż nawet jej najbliżsi znajomi nie wiedzieli o tym, co Pan Bóg uczynił, mimo że utrzymywała, iż nie kryła się z faktem doświadczenia Bożego Miłosierdzia w tak wspaniały sposób. Św. Augustyn doskonale wiedział, że Boże dzieła należy rozgłaszać tak, aby ci, którzy nie wierzą, dowiedzieli się, że Jezus żyje… i my powinniśmy iść za jego przykładem, opowiadając o tym, co sami każdego dnia otrzymujemy od Pana.

 

Jak dzieci!

 

Tego typu historie są także dzisiaj udziałem ludzi, którzy wierzą w obietnice zawarte w Bożym słowie i nie boją się wyznawać tego, co Chrystus uczynił dla ludzkości przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. Czy chociażby w ostatnim nakazie Chrystusa z Mk 16,15-18 trzeba doszukiwać się nazbyt głębokich interpretacji, czy raczej przyjąć go jak dzieci - takim, jakim jest? Wierzący mają iść i głosić Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Tym, którzy wierząc zaczną głosić Ewangelię, będą towarzyszyć bardzo konkretne znaki, m.in. na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie. Wyraźny jest tutaj brak długiej listy warunków do spełnienia - takich jak nadzwyczajne zasługi, dyplomy czy osiągnięcia, natomiast Jezus wymienia dwa: wiarę i chrzest.

 

W dzisiejszym świecie wiele jest osób w kraju i za granicą, które biorą ten ostatni nakaz Chrystusa na serio - od prezbiterów po świeckich, którzy żyją w świecie, spełniając obowiązki swojego stanu, jednocześnie głosząc Ewangelię tam, gdzie są postawieni: na ulicach, w biurowcach, stołówkach, galeriach handlowych i szkołach. Słyszałem już wiele wspaniałych historii, które stały się udziałem "zwykłych katolików" modlących się z wiarą, niejedną taką historię sam zobaczyłem i przeżyłem. Pan Bóg daje nam ogromnie pożyteczne narzędzia, które zwiększają skuteczność głoszenia Dobrej Nowiny, bo potwierdzają jej prawdziwość. On wie, że dziś świat tego potrzebuje. Pokazuje, że nie jesteśmy pozostawieni sami, a za każdym razem, kiedy głosimy Ewangelię, stają za nami aniołowie, święci i cała potęga Nieba, co potwierdzają znaki Bożego działania. To nie są tylko intelektualne teorie, lecz słowa Życia, a kiedy je głosimy, wszystko może się zdarzyć!

 

Jako Kościół stoimy przed wyborem: czy uwierzymy w to, że Bóg dla swojej chwały chce posługiwać się w niewysłowiony sposób nawet tymi, którzy byli totalnie nieświęci, bez znaczenia i wpływów, czy też w swoich sercach postawimy wiele wymogów, które mamy wypełnić, aby Jego moc przepływała przez nasze życie tam, gdzie jest niezbędna. To jest nasza wspólna odpowiedzialność, aby Dobrą Nowinę zanieść tam, gdzie serca usychają z braku Miłości, braku spotkania z Bogiem Żywym. W końcu "niespokojne jest serce człowieka, póki nie spocznie w Bogu!" (św. Augustyn).

 

Nasza prosta modlitwa o uzdrowienie, która następuje po głoszeniu kerygmatu, może być czymś, co na zawsze odmieni życie drugiej osoby. Warto zatem przezwyciężyć swoje ograniczenia - wymówki, uwierzyć Bożemu Słowu… i zacząć to robić. Nawet dla jednej osoby, która przez nasze głoszenie doświadczy spotkania z Bogiem, uzdrowienia i powrotu do Kościoła, będzie warto!
 

Krzysztof Sowiński - ewangelizator, lider młodzieżowy we wspólnocie Głos Pana, wokalista zespołu Redhead Hero. Pasjonat żywotów świętych i filmów z superbohaterami. Razem z żoną i córką celebruje życie w Skierniewicach