Ewangelia zawsze stoi w poprzek tego świata

s. Małgorzata Chmielewska
data09.07.2018 09:00

(fot. Danuta Węgiel)

I niech się komu nie wydaje, że "kiedyś było lepiej" Nigdy nie było. Jak mówiła Matka Teresa: "Bóg nie chce, żebyśmy odnosili sukcesy. On wzywa nas, żebyśmy byli wierni".

 

Przyjeżdżają i odjeżdżają. Najpierw jazda bez trzymanki z przedstawicielami wolnego, wędrownego ludu Romów, co to zmierzali z Opola do Nagorzyc. Znaleźliśmy ich w końcu z Inżynierem, nie tam, gdzie się umawialiśmy i nie o tej godzinie, w liczbie większej niż przewidziano, ale u nas zawsze można się posunąć i materace też są. Potem były zakupy w dwóch turach. Kupowanie nastolatkom to zawsze przeżycie ekstremalne. Wszystkie buty z półek były mierzone, a na koniec zostały 3 pary do wyboru no i klops. Co wybrać? Podobnie z każdą częścią garderoby.

 

Przeżyłam dzięki pomocy Pipi, a potem z chłopakami problem odwrotny: ma być szybko! Nieważne czy rozmiar pasuje i jak się w tym wygląda, byle szybciutko. Po trzech dniach ekipa wraz z mamą była ubrana, wyposażona w telefony i wyfrunęła do domu, bo sobie przypomniały dzieciaki, że jadą na kolonie ze szkoły nie w sierpniu, ale jutro. Tym razem nie ryzykowaliśmy i Marcycha z Pipi wsadziły osobiście do pociągu na właściwe miejsca. Następnym razem będzie pewnie łatwiej, bo przynajmniej telefony mają sprawne i załadowane.

 

Czekamy z chłopcami  w kolejce w salonie sieci komórkowej. Wchodzi starszy pan o lasce. Oprócz moich dwóch Romów siedzi jeszcze jeden młodzieniec, o czysto słowiańskich rysach. Zagadka: kto zerwał się ustąpić miejsca temu panu?

 

Wyjechali nasi niepełnosprawni Przyjaciele z grupą młodych z naszych domów. Kanapek na drogę miało być 80, ale Alosza ukradł jedną bułkę i chodził biedny z godzinę szukając miejsca, gdzie by mógł spokojnie zjeść, w tajemnicy przed Felkiem. Obaj psi panowie bowiem nie bardzo się lubią, a w kwestii jedzenia to już wcale.


I hrabia Lu też pojechał. Lekko go wykiwałam. Wsiadłam razem, oczywiście, bo mnie pilnował, ale zaraz biegiem wysiadłam. Podobno ma się dobrze. Zdążyli już być na basenie. Program mają szeroki i cieszę się, że choć raz do roku mogą zobaczyć wielki świat w postaci hotelu z basenem, Tatr, Kasprowego i kilku innych atrakcji, a matki odetchnąć. A ja usiłuję pamiętać, że synka nie ma i nie muszę sprawdzać, gdzie jest, co robi, czy zjadł i wziął leki. To Miki z Tomkiem mają na głowie przez kilka dni. Sami chcieli.

 

Jako, że u babci Gosi zawsze coś na ząb jest (dzięki dzielnym Pipi i siostrze Kasi) oraz lato - to wpadają liczni Przyjaciele. Dobrze, bo jedyne bogactwo jakie mamy tu, na wsi, to piękno przyrody. Jest się czym dzielić. I nawet "bieda-spa" jest w Nagorzycach. Dzieciaki szaleją, jak im Artur pozwoli. A ja, stara, wiem, że jestem potrzebna. Do czyszczenia wody w basenie!

 

Rok szkolny w przedszkolu uroczyście zakończony, choć "studenci" przychodzą jeszcze w lipcu, ale już na luzie. Gdzieś w maju przedszkolakom kupiliśmy komputer z dużym ekranem dotykowym. Jak zwykle, lepiej potrafią go obsługiwać paluszkami niż dorośli. Czy oni teraz się już z tym rodzą?

 

Walka o leczenie naszych najciężej chorych trwa. Na wołowej skórze by nie spisał ile trzeba sprytu, zabiegów i hm….znajomości z dobrymi ludźmi, żeby pomóc i umieścić w odpowiedniej placówce. Pan lat ok. 30. Na wózku, z odleżyną, której nabawił się w ZOL-u czy w DPS-ie, już nie wiem, bo był w obu. Rana zakażona. Wymaga bardzo specjalistycznej pomocy chirurgicznej. Zakażenie udało się opanować w szpitalu zakaźnym, do którego trafił, dzięki uporowi naszej Pani Doktor, po kilku odmowach przyjęcia do innych. Jeszcze trochę, a by nie przeżył. Wraca do nas i dalej walka o chirurgię. Czeka na mieszkanie socjalne, ma swoje plany i marzenia. O powrocie do tamtych zakładów nie chce słyszeć.

 

Karuzela pracowników, zwłaszcza socjalnych, bo cóż... pensje ci u nas nie wygórowane, a nagród też jakoś nie ma, choć  by się i należały.  Ci, którzy są, to ludzie z pasją, ale samą pasją żyć się nie da. Robota z ludźmi w trudnych sytuacjach i trudnymi, nieco inna niż papierki w biurze. Dlatego dziękuję wiernemu Zespołowi. Wytrwajcie! Nagrodą niech będzie świadomość, ile osób udało się uratować lub chociaż ulżyć ich niedoli. Może niesprawiedliwość polega na tym, że ci, którzy ustalają "systemy" dla bezsystemowców mają duuuużo więcej niż ci, którzy usiłują ratować owych bezsystemowców przed systemami. Ile wydać trzeba będzie w samej Warszawie pieniędzy na przygotowanie decyzji administracyjnych tylko dla mieszkańców naszych domów? To nie wina Miasta, tylko ustawy. I po co?  Czekam na podsumowanie kosztów - materialnych i społecznych tego szaleństwa. Chyba się nie doczekam, bo niektórym to bardzo odpowiada. Pieniądze przecież rosną na drzewach, a ludzie bezdomni to statystyka i kłopot, a nie żywy człowiek.

 

W tej sytuacji, jak zwykle pozostaje miłość bliźniego lub - wersja dla niewierzących - braterstwo, do którego zresztą odwołał się francuski sąd wydając wyrok uniewinniający człowieka, który wbrew prawu pomógł głodnym i zmarzniętym nielegalnym imigrantom przy włoskiej granicy. Wyrok pierwszej instancji był skazujący na wysoką grzywnę.

 

I niech się komu nie wydaje, że "kiedyś było lepiej". Nigdy nie było, bo Ewangelia zawsze stoi w poprzek tego świata.

 

Nad-obowiązkowo:

 

Lista pozornie nieudanych zamierzeń naprawy świata przez świętych jest długa.

 

'Bóg nie chce, żebyśmy odnosili sukcesy. On wzywa nas, żebyśmy byli wierni". [Matka Teresa z Kalkuty]


 

Św.Benedykt z Nursji - najpierw żył jako pustelnik, potem zaproszono go, żeby został przełożonym jednego z klasztorów. Próba zaprowadzenia porządku w niezbyt pobożnym życiu zakonników skończyła się ich buntem i próbą otrucia Benedykta. Legenda mówi, że został cudownie ostrzeżony przed wypiciem zatrutego napoju. W końcu założył swój klasztor na Monte Cassino i Zakon Benedyktynów. I tam zazdrosny sąsiad-kapłan próbował go otruć.

 

Św.Olaf - król i patron Norwegii próbował schrystianizować swój naród, co skończyło się buntem i koniecznością ucieczki. Po powrocie do kraju został zamordowany.

 

Św. Franciszek z Asyżu umierał w poczuciu kompletnego zawodu, jako, że bracia, którzy przyłączyli się do niego szybko odeszli od surowości i głębi jego reguły zakonnej.

 

Św. Celestyn, pustelnik, wbrew swojej woli wybrany papieżem w wieku 80 lat był oszukiwany przez swoich współpracowników i wreszcie zmuszony do rezygnacji, a następnie zamknięty w więzieniu przez następcę. “Niczego nie pragnąłem oprócz celi i celę mi dano" powiedział o tym fakcie z ironią

 

Bł. Karol de Foucould zamieszkał samotnie wśród  Tuaregów jako brat wszystkich ludzi, modląc się za muzułmanów.  Został zastrzelony przez muzułmanina nie nawróciwszy praktycznie nikogo. Po jego śmierci powstały zgromadzenia zakonne i stowarzyszenia sięgające do jego idei życia w ukryciu wśród ludzi, jak Jezus w Nazarecie.

 

Św.Jan Bosko, opiekun chłopców żyjących na ulicy i wykorzystywanych przez pracodawców  postrzegany był nie tylko przez tychże, ale także przez wielu księży jako wariat. Próbowano go umieścić w zakładzie dla psychicznie chorych, a także zabić. Dziś Salezjanie pomagają tysiącom dzieci na całym świecie.

 

Bł. Abp Oskar Romero - zamordowany przez szwadrony śmierci za walkę o sprawiedliwość społeczną w Salwadorze. “Człowiek nie może kochać siebie samego tak bardzo, by nie angażować się w rzeczy niebezpieczne, gdy do tego wzywa go historia."

 

Martin Luther King - pastor Kościoła Babtystów. Laureat Nobla. Walczył z segregacją rasową i o prawa Afroamerykanów metodą walki bez przemocy i nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie udało mu się zlikwidować slumsów w Chicago. Zamordowany przez białych. Po jego śmierci proces zanikania segregacji rasowej trwał i cel został osiągnięty.

 

*  *  *

 

Chcesz wesprzeć działalność siostry Małgorzaty Chmielewskiej i Wspólnoty Chleb Życia? Wszystkie potrzebne informacje znajdziesz na stronie: chlebzycia.org
 

Tekst pierwotnie ukazał się na blogu: siostramalgorzata.chlebzycia.org