Rekolekcje ze znanym charyzmatykiem i co dalej?

Magdalena Jóźwik Magdalena Jóźwik
data26.07.2018 09:00

(fot. Alfonso Scarpa on Unsplash)

Co jeśli po takich rekolekcjach, spotkaniach nawróci się tłum? Jeśli organizatorzy zaprosili charyzmatyka do głoszenia z powodu przekonania o swojej słabości ewangelizacyjnej, to czy będą w stanie poprowadzić nawróconych dalej? Czy organizatorzy mają plan na kolejne lata prowadzenia w wierze tłumu nawróconych?

 

Miesiące wakacyjne sprzyjają organizacji rekolekcji czy spotkań ewangelizacyjnych w plenerze, na ulicach, rynkach miast. Najczęściej na tego typu wydarzenia zapraszani zostają "znani charyzmatycy". W tekście nie zostaną przywołane żadne konkretne osoby, nie będzie też oceny prawdziwości ich działania, ale wrzucając w wyszukiwarkę hasło "znany charyzmatyk", na pewno kilka nazwisk polskich, i nie tylko, się pokaże. Obserwując to zjawisko, można zadać sobie pytanie: Dlaczego? Dlaczego zapraszani są właśnie ci najbardziej rozpoznawalni? Dla krótkiego doprecyzowania na potrzeby tego tekstu: znany charyzmatyk to ktoś, kto modli się, głosi, a zazwyczaj jego działalność poparta jest różnymi niestandardowymi dla przeciętnego wierzącego zjawiskami (uzdrowieniami, proroctwami, darem języków itp.). Do tego staje się popularny dzięki pośrednictwu Internetu i doświadczeń tych, którzy byli już na spotkaniu z nim.

 

Zatem kluczowe staje się pytanie, dlaczego zapraszani są znani charyzmatycy? Może zapraszający (duszpasterze, grupy wiernych) czują się niewystarczająco przygotowani? przekonywujący? w ewangelizacji i dlatego proszą o pomoc tych, których uważają za specjalistów. Może też obowiązuje zasada: prorok we własnym kraju nie przekona opornych, a taki charyzmatyk z innego miasta może lepiej sobie poradzi i dzięki jego działalności nawrócą się tłumy.

 

Niewątpliwie głoszeniu Ewangelii przez Jezusa, jak później i przez Apostołów, towarzyszyły znaki, cuda, niezwykłe zjawiska. Są one nieodłącznym elementem ewangelizacji, gdyż objawiają moc samego Boga, która ma potwierdzać (zgodnie z Ewangelią) prawdziwość głoszonej nauki. Oczywisty jest też fakt, że "znani charyzmatycy" mają też pewną ekspresję wypowiedzi, pełną emocji, a prócz tego mnóstwo przykładów, historii działania Bożego, co już na najbardziej pierwotnym poziomie psychologicznych oddziaływań sprawia, iż chętniej się ich słucha. Nie ma w tym niczego złego, nie trzeba doszukiwać się od razu manipulacji. Bóg wykorzystuje możliwie wiele różnych kanałów, by dotrzeć do człowieka.

 

Tylko w tym kontekście pojawia się i drugie pytanie: Co dalej? Co jeśli po takich rekolekcjach, spotkaniach nawróci się tłum? Jeśli organizatorzy zaprosili charyzmatyka do głoszenia z powodu przekonania o swojej słabości ewangelizacyjnej, to czy będą w stanie poprowadzić nawróconych dalej? Ewangelizacja jest początkiem drogi, nie bez powodu Kościół już w pierwszych wiekach rozpoznał konieczność dalszego prowadzenia człowieka, stąd stopniowe wydłużanie czasu okresu przygotowania do chrztu oraz katechezy po nim. Czy organizatorzy mają plan na kolejne lata prowadzenia w wierze tłumu nawróconych?

 

Niezależnie od powodów zapraszania znanych charyzmatyków istotne, naglące jest zastanowienie się przez organizatorów, dlaczego to robią i co chcą zrobić później. Tego domaga się odpowiedzialność za potencjalnie nawróconych ludzi, którzy zapewne nieraz z przeżytym doświadczeniem zostają sami. Bez wspólnoty, bez dalszego prowadzenia i niestety z czasem może się ono okazać jakimś miłym wspomnieniem, które niewiele zmieniło w ich życiu. Co gorsza, może też doprowadzić do pewnej odporności na ekspresyjne głoszenie i znaki, w myśl zasady: znam to, to już było.

 

I jeszcze, często w rekolekcjach ze znanymi charyzmatykami uczestniczą osoby żyjące wiarą w sposób świadomy, zaangażowane w grupy parafialne, a czasem nawet i całe wspólnoty. Tu znowu wraca pytanie: Dlaczego? Może jest to czasem podszyta nieuświadomionym sentymentalizmem chęć powrotu do początku swojej drogi z Jezusem, tego, jak wtedy łatwiej było "czuć", "widzieć", "słyszeć", a dziś… to nie takie proste. Pamięć o tym, co Bóg zdziałał, jak pociągnął i prowadził, to istotna sprawa w wierze. Izrael wspominał co roku wydarzenie wyjścia z Egiptu, by nie zapomnieć dzieł Boga. W wierze ta pamięć, co jakiś czas odświeżana, jest wsparciem w trudniejszych okresach. Ale i tu pojawia się niebezpieczeństwo, czy przypadkiem nie dochodzi do zatrzymania się w rozwoju życia z Bogiem? Za najlepszy okres uważany jest ten, w którym się czuło, doświadczało, widziało etc. i za wszelką cenę próbuje się do niego wrócić. A przecież to tylko pewien etap, święci mistycy przekonują, że trzeba iść dalej. Gdzieś, gdzie relacja bardziej niż niezwykłymi epizodami jest pewną stałością trwania w Bogu, na zewnątrz przejawiającą się nie tyle w znakach i cudach, co w codziennym, czasem heroicznym, kochaniu drugiego.

 

 

Magdalena Jóźwik - doktor teologii dogmatycznej, od ponad roku pracuje w Archidiecezjalnym Centrum Formacji Pastoralnej oraz współtworzy Szkołę Katechetów Parafialnych w Katowicach. Wcześniej przez 5 lat pracowała w sekretariacie II Synodu Archidiecezji Katowickiej