Finansowanie Kościoła - temat, który wróci

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
data31.07.2018 09:00

(fot. shutterstock.com)

Do 2012 r. było poniżej 100 mln zł. Później sumy zaczęły rosnąć. W 2013 r. - 118 mln, w 2014 r. - 133 mln, w 2015 r. - 128 mln, a w 2016 r. - 145 mln zł. W zeszłym roku (jak ogłosiły media) padł rekord - 159 mln zł. Co to za liczby? Wydatki z budżetu państwa na tzw. Fundusz Kościelny.

 

Jeszcze sześć lat temu poważnie dyskutowano o jego likwidacji. Dzisiaj kwestia przycichła. Podobnie jak cała tocząca się na początku drugiej dekady XXI wieku debata na temat sposobów finansowania działalności Kościoła katolickiego w Polsce. Rząd poinformował w zeszłym roku, że "nie planuje podjęcia działań zmierzających do zmiany funkcjonowania Funduszu Kościelnego". Nie ma też z jego strony sygnałów, że planuje kontynuować prace podjęte przez poprzedników nad nowym modelem finansowania Kościoła i związków wyznaniowych w naszym kraju. Można by pomyśleć, że nie ma problemu i wszystko zostaje po staremu. Może jednak warto zastanowić się, jak długo jeszcze uda się zachować status quo w tej niebagatelnej i zarazem wrażliwej sprawie?

 

Trzeba pamiętać, że zaledwie kilka lat temu ówczesny rząd podjął prace nad założeniami do nowelizacji ustaw mających nie tylko doprowadzić do likwidacji Funduszu Kościelnego, ale radykalnie zmienić sposób pozyskiwania środków na działalność Kościoła w Polsce. Przygotowany w roku 2011 przez Katolicką Agencję Informacyjną raport o finansowaniu Kościołów w różnych państwach zwracał uwagę, że Kościół w Polsce otrzymuje ze strony państwa znacznie mniejszą pomoc niż w przeciętnym kraju europejskim. "W wielu krajach państwo wypłaca duchownym wynagrodzenia, w innych fiskus ściąga podatki na rzecz Kościołów. U nas Kościół utrzymuje się głównie z dobrowolnych ofiar, które gdzie indziej stanowią zazwyczaj margines jego budżetu" - informowała KAI. Wkrótce potem, w analizie poświęconej wyłącznie sytuacji w naszym kraju, uściślała, że finansowanie Kościoła w Polsce opiera się na dobrowolnych ofiarach wiernych aż w około 80 proc. Nic dziwnego, że gdy na początku bieżącego roku opublikowane zostały dane pokazujące zauważalny spadek liczby wiernych uczestniczących w Mszach świętych, nawet świeckie media doszły do wniosku, że przekłada się to na wielkość składanych na potrzeby Kościoła datków, a w konsekwencji na jego sytuację finansową.

 

Rok temu prof. Jacek Patyk z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu, autor książki "Opodatkowanie Kościoła katolickiego i osób duchownych" w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" pytany, czy polski system finansowania związków wyznaniowych można porównać do innych europejskich rozwiązań, udzielił zaskakującej odpowiedzi: "Nasz system jest bodaj najciekawszy spośród wszystkich europejskich rozwiązań - ze względu na jego niedoskonałość". Nie znaczy to, że sposoby zastosowane w innych krajach naszego kontynentu są idealne. Np. papież Benedykt XVI nie krył, że jest przeciwnikiem podatku kościelnego, stosowanego w Niemczech. Jednym z problemów, które rodzi takie rozwiązanie, jest deklarowanie przez niektórych wystąpienia z Kościoła, aby nie płacić Kirchensteuer.

 

W Polsce rozważano kilka lat temu zastosowanie rozwiązań podobnych to tych, które mają miejsce w Hiszpanii i we Włoszech. Przypominają one znany w Polsce mechanizm jednego procenta. Podatnik sam może decydować o odpisie jakiejś części podatku na rzecz danego Kościoła. Pomiędzy ówczesnym rządem a Kościołem katolickim w Polsce toczyły się negocjacje, co do wysokości odpisu. Rząd proponował zaledwie 0,3 procenta, Kościół oczekiwał 1 procenta. Jak podawały media, miało dojść do zbliżenia stanowisk na poziomie 0,5 proc. Ostatecznie jednak do żadnych zmian nie doszło.

 

Wzrost wydatków budżetu na Fundusz Kościelny MSWiA wyjaśnia faktem, że są one uzależnione między innymi od kwoty minimalnego wynagrodzenia, które systematycznie rośnie. "W związku z tym rośnie także wysokość składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne duchownych" - wyjaśnia ministerstwo. Właśnie opłacenie składek części katolickich księży (m. in. czynnych misjonarzy) oraz osób zakonnych, a także duchownych innych wyznań, stanowi zasadniczy cel, na który idą pieniądze z Funduszu, tkwiącego korzeniami głęboko w PRL-u. Na konserwację i remonty obiektów sakralnych i kościelnych o wartości zabytkowej w ubiegłym roku przeznaczono niespełna 10 proc. całej sumy.

 

Trudno powiedzieć, jak długo jeszcze będzie funkcjonował w sposób wystarczający dotychczasowy sposób finansowania Kościoła katolickiego w Polsce. Wcześniej czy później temat do szerokiej debaty powróci, a zmiany okażą się niezbędne. Trzeba jednak mieć świadomość, że powtarzające się co rok informacje o "rekordach" wysokości sum przeznaczanych z budżetu "na Kościół" budują wokół tej kwestii niekorzystną atmosferę. I nie ma znaczenia, że ten wzrost to jedynie konsekwencja szeregu obiektywnych okoliczności.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI