Dlaczego osoby konsekrowane nie zgłaszają wykorzystywania seksualnego?

America Magazine James Martin SJ
data08.08.2018 09:00

James Martin SJ

Dlaczego księża katoliccy i klerycy mają opór przed zgłaszaniem biskupom, księżom czy innym przełożonym przypadków wykorzystywania seksualnego lub innego nadużycia?

 

To pytanie pojawia się za każdym razem, gdy podnosi się zarzuty względem Theodore’a McCarricka, byłego arcybiskupa Waszyngtonu, który został przez papieża Franciszka usunięty z kolegium kardynalskiego. McCarrick jest oskarżony o poważne naruszenia oraz o wykorzystywanie seksualne kleryków i młodych księży.

 

Na podstawie mojego własnego doświadczenia i wielu rozmów prowadzonych przez lata z księżmi i członkami zgromadzeń zakonnych spróbuję podać sześć powiązanych ze sobą powodów ich oporu.

 

Pierwszym powodem jest strach o to, by nie zostać uznanym przez innych księży w diecezji czy członków zakonu za "narzekającego" lub "stwarzającego problemy". Czasem zwykłe zgłoszenie zaniepokojenia o konkretne działania ważnej osoby (biskupa, rektora seminarium, przełożonego zakonu, nauczyciela lub starszego księdza) wystarczy, by zgłaszającego to nadużycie inni członkowie tej samej instytucji zaczęli krytykować lub nawet atakować za "dryfowanie po niebezpiecznym gruncie".

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

Podstawowym problemem jest pragnienie uniknięcia skandalu w jakiejś instytucji, do której wiele osób jest przywiązanych i z której są dumni (to problem nie tylko Kościoła katolickiego, ale także innych organizacji religijnych i świeckich, które doświadczyły oskarżeń o molestowanie, na przykład w Penn State [Pennsylvania State University, dop.red]).

 

Jakakolwiek sprawa związana z nadużyciem lub wykorzystaniem, szczególnie jeśli mówi się o niej publicznie, pogarsza reputację Kościoła, diecezji, seminarium lub zakonu, a przy tym zmniejsza pozytywne nastawienie osób i ich poczucie przynależności do danej instytucji.

 

Istnieje jednak pewne pragnienie, by chronić reputację instytucji, do której się należy. Refleksja związana z owym pragnieniem może być w danej osobie pogłębiona do wszelkich możliwych granic, jeśli reprezentuje ona tę organizację na zewnątrz. Osoby posiadające taki autorytet są czasem szczególnie odporne na przyjmowanie złych wieści o instytucji, którą reprezentują.

 

Istnieje także mniej skomplikowany powód zniechęcający osoby mogące zgłosić nadużycie lub wykorzystanie: rozumieją one swoje zgłoszenie jako dodatkową ilość pracy dla odpowiedzialnych, do tego pracy najtrudniejszego rodzaju. Jeśli przy tym dana sytuacja jest przestępstwem, oznacza to również obowiązek zgłoszenia sprawy władzom cywilnym. Jeśli natomiast jest to jakieś niewłaściwe zachowanie (bez znamion przestępstwa), to wciąż oznacza wiele zadań do podjęcia, włączając w to konfrontowanie się z osobą wykorzystującą i prawdopodobnie odsunięcie jej od bieżącej służby. Powyższe może sprawić, że w umysłach tych, którzy są lub byli wykorzystywani, zrodzi się nieśmiała myśl: "Oni nie będą chcieli tego słuchać".

 

Po drugie: istnieje obawa przed usłyszeniem, by nie traktować tego tak poważnie. Zwłaszcza jeśli wykorzystywanie trwa już od wielu lat i jest powszechnie znane, jak to było w przypadku Theodore’a McCarricka i innych, kiedy wykorzystywani lub przełożeni, którzy wiedzieli o tym, mogli to bagatelizować i uważać za coś, co się po prostu dzieje. Ofiara też może usłyszeć: "Trzymaj się od niego z daleka" lub "Daj sobie z tym spokój".

 

Po trzecie: istnieje obawa, że osoba zgłaszająca wykorzystanie zostanie odprawiona z kwitkiem. Wiele lat temu, jako młody jezuita, zgłosiłem, że byłem dotykany (on robił to już wcześniej innym). Jeden z moich przełożonych powiedział: "Nie słyszałem o tym od nikogo innego". Powiedziałem mu: "Słyszysz to ode mnie". Ksiądz, o którym była mowa, nie był odsunięty od aktywnej posługi przez wiele następnych lat.

 

Po czwarte: istnieje lęk przez wrogością ze strony osób, z którymi pracujesz, lub w niektórych przypadkach, z którymi żyjesz. Zrozumienie tego faktu jest szczególnie ważne, jeśli chce się dobrze odczytać katolicki świat diecezjalnego kleru oraz zgromadzeń zakonnych. W przeciwieństwie do przypadków wykorzystywania osób w miejscu pracy, m.in. tych zgłoszonych poprzez ruch społeczny #MeToo, księża i zakonnicy mogą nie tylko pracować, ale także żyć i mieszkać na co dzień z osobami, które chcą oskarżyć (w przypadku klasztorów bywa i tak, że to osoba, z którą żyjesz całe życie; mnisi ślubują stabilność miejsca). Czasami ofiary wykorzystywania lub nadużyć pracują i żyją razem z przełożonymi kościelnymi odpowiedzialnymi za podjęcie jakiejkolwiek akcji - w seminarium, kurii lub wspólnocie zakonnej.

 

Życie pod jednym dachem ze swoim prześladowcą lub łamanie chleba z osobą, z której wykorzystywaniem chcesz się skonfrontować, może być potwornie stresujące. Stąd osoba wykorzystywana może powiedzieć sobie: "Nie warto".

 

Po piąte: istnieje strach przed źle pojmowaną sympatią w stosunku do prześladowcy. Można usłyszeć takie komentarze: "On zrobił tyle dobrego. Dlaczego skupiasz się tylko na tej jednej rzeczy?" albo: "To stało się lata temu. On jest teraz starym człowiekiem i nie wyrządza nikomu zła. Dlaczego mu to robisz?". Wielu sprawców lub prześladowców to narcyzy z umiejętnością odwrócenia uwagi od nadużyć, których dokonali, a zwracania uwagi na to, jak trudne może być ich życie, kiedy będą musieli zmagać się z rozprawami sądowymi lub z usunięciem ich z posługi. Innymi słowy: "Biedny ksiądz…".

 

Po szóste: istnieje obawa przed reakcją ze strony innych osób, które w przeszłości nie zgłosiły wykorzystania. Inni księża, klerycy lub osoby zakonne, które były prześladowane, a które dotychczas o tym nie mówiły, mogą czuć intensywne emocjonalne wzburzenie, które może się nieraz przerodzić w agresję w stosunku do osoby zgłaszającej nadużycie (jak mówią psychologowie, taki rodzaj gniewu jest najczęściej wyrażany na zewnątrz, a nie do wewnątrz). Oznacza to, że jeśli inni księża lub klerycy albo zakonnicy byli wykorzystywani, ten, który to zgłasza lub w ogóle o tym mówi, podnosi niekomfortowe skutki związane z niezgłaszaniem nadużyć przez innych.

 

Podsumowując, teraz łatwiej nam zrozumieć, dlaczego niektórzy klerycy, księża lub członkowie zgromadzeń zakonnych mogą być niechętni, by mówić o nadużyciach względem nich lub nawet wykorzystywaniu ich przez przełożonych diecezjalnych lub zakonnych albo innych odpowiedzialnych kleryków. Najczęściej powody te, jak widzimy, oparte są na lęku - lęku wewnątrz instytucji i lęku wewnątrz osoby.

 

Cieszę się, że dziś wielu z miłości do Kościoła zaczyna przezwyciężać ten lęk. Jak przypomina Pismo Święte, doskonała miłość usuwa lęk.

 

 

James Martin SJ - autor i dziennikarz America Magazine. Konsultant Sekretariatu ds. Komunikacji w Watykanie. Autor książki "Jezuicki przewodnik po prawie wszystkim"Tekst pierwotnie ukazał się na łamach jezuickiego tygodnika America Magazine.