Między doktryną a dyscypliną

Jacek Siepsiak SJ Jacek Siepsiak SJ
data07.08.2018 09:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Rozumiem, że ktoś może nie lubić papieża Franciszka, może się sprzeciwiać jego nauczaniu, a zwłaszcza stylowi, w jaki przemawia do ludzi. Trudno też sobie wyobrazić, by jakiś papież nie miał wrogów, a szczególnie papież aktywny, realizujący konkretny program.

 

Rozumiem też, że polemiści antypapiescy mogą się kierować troską o dobro Kościoła. Nikt im tego nie chce odbierać. Ale jeżeli w swojej argumentacji posługują się nieprawdą, to trudno powstrzymać się przed wskazaniem na pewne, delikatnie mówiąc, nieścisłości. Tym bardziej że dotyczą one wielu ludzi i mogą być źródłem zasmucenia, zniechęcenia, a nawet utraty ufności wobec Kościoła czy Pana Boga.

 

Podstawowe zamieszanie, jakie wprowadzają polemiści antypapiescy, to mylenie dyscypliny z doktryną. Otwartą dyskusję na temat dyscypliny nazywają zamieszaniem doktrynalnym.

 

Doktryna może pokazywać, że coś jest możliwe, a jednocześnie dyscyplina może tego zakazywać.

 

Wiedzą o tym dobrze rodzice, wychowawcy, trenerzy… pozwalają na coś lub nie w zależności od warunków, wieku, dojrzałości. Dyscyplina się zmienia. A nawet, powinna się zmieniać. Chodzi o to, by ją dostosowywać do dobra osób, za które jesteśmy odpowiedzialni.

 

Trudniejsze schody zaczynają się, gdy odpowiadamy za życie całych społeczeństw, gdy chcemy "dyscyplinować" nie tylko życie jednostek, ale i wspólnot. Wyznaczamy reguły generalne (dla wszystkich), a jednocześnie musimy brać pod uwagę szczególne sytuacje. Mamy wtedy do czynienia z napięciem pomiędzy dobrem wspólnoty a dobrem jednostki.

 

Gorącym ostatnio przykładem jest Komunia dla żyjących w powtórnych związkach. Doktrynalnie ta droga została już przetarta przez poprzedników Franciszka, zwłaszcza przez Jana Pawła II. Ale papież Wojtyła ze względów dyscyplinarnych, a nie doktrynalnych, uznał, że w tym wypadku dobro całej wspólnoty Kościoła jest ważniejsze niż dobro tych par. Możemy sobie wyobrazić, że takie rozwiązanie dyscyplinarne miało na celu powstrzymanie fali rozwodów.

 

Czy przyniosło taki skutek? Nad tym można dyskutować. Lecz coraz powszechniej dostrzegamy, że wielu ludzi wierzących i dobrej woli odchodzi od czynnego uczestnictwa w życiu Kościoła właśnie ze względu na to, że wymaga się od nich wycięcia z życia rodzinnego współżycia seksualnego ojca i matki.

 

Papież Franciszek wzywa do przedyskutowania dyscypliny. Nie pyta o doktrynę. Nie chce jej zmieniać. Pyta o to, jak dostosować dyscyplinę, tak by dobro było większe i dla wspólnoty, i dla najbardziej zainteresowanych. Jednocześnie, zdając sobie sprawę z różnych kontekstów, chce, by te dyscypliny były dostosowane do potrzeb i możliwości Ludu Bożego. Tu nie chodzi o to, by było wiele doktryn, by po dwóch stronach Odry czy Wisły były różne doktryny. Chodzi o dostosowanie dyscypliny do różnych warunków, do tego, co w danym Kościele lokalnym będzie większym dobrem.

 

Podobnie jest z Komunią dla małżeństw katolicko-protestanckich. Doktryna na to pozwala. Dyscyplina wprowadza warunki. Dyskusja na temat tej dyscypliny doprowadziła do wniosku, że decyzje podjęte przez Episkopat Niemiec miałyby zbyt ogólny charakter i że trzeba uszanować opinie poszczególnych diecezji. Taka dyscyplina powinna być wypracowana na bardziej lokalnym szczeblu.

 

Podobne wnioski płyną z ostatniego dokumentu Episkopatu Polski na temat recepcji Amoris Laetitia. Rozwiązania dyscyplinarne zostały powierzone poszczególnym diecezjom. A nie jak obecnie twierdzą niektórzy antypapiescy polemiści w naszym kraju, że biskupi polscy uznali, że w Amoris Laetitia nie ma zgody na Komunię dla rozwodników żyjących w powtórnych związkach. Jak można w ten sposób odczytywać wspomniany dokument? Przecież on idzie po linii Franciszka, a nawet dalej, skoro to, co papież zaleca zrobić Kościołom lokalnym (czyli wypracowanie wytycznych do rozeznania), przenosi z ramion Episkopatu na barki biskupów diecezjalnych. Czyż to nie jest decentralizacja?!

 

Bałagan bywa szkodliwy. Ale to nie papież wprowadza zamieszanie. On wzywa tylko do otwartej dyskusji na temat dyscypliny kościelnej. Prawdziwy bałagan wprowadzają ci, którzy nie odróżniają doktryny Kościoła od jego dyscypliny i wrzucają wszystko do jednego worka "tradycyjnego nauczania".

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"