Pro Life - miłość czy ideologia

Wojciech Żmudziński SJ Wojciech Żmudziński SJ
data16.08.2018 08:00

(fot. By Silar [CC BY-SA 4.0], from Wikimedia Commons)

Tym panom nie chodzi o ochronę życia człowieka od jego poczęcia do naturalnej śmierci, lecz o walkę ideologiczną. To przykre, bo wielu uważa ich za głos ortodoksyjnych katolików.

 

Potrzebowałem tygodnia, by ochłonąć po lekturze prasowych komentarzy kilku dziennikarzy gorąco wspierających ruchy broniące ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci człowieka.

 

Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Niby są za życiem, a jednak chcą, aby Kościół pozwalał zabijać w majestacie prawa. Upominają się o ochronę poczętych dzieci, ale nie widzą potrzeby troszczenia się o kobiety w ciąży uciekające z terenów ogarniętych wojną i głodem.

 

Wiele z nich, z dzieciątkiem pod sercem, ginie w odmętach Morza Śródziemnego. Wydaje się, że zaangażowanie tych dziennikarzy w ruchy "Pro Life" jest bardzo instrumentalne. Jest dla nich jedynie okazją, by wspierać ideologię głoszoną przez określoną grupę konserwatystów.

 

Wilki w owczej skórze >>

 

Kara śmierci jest według nich potrzebna, a muzułmańskie kobiety w stanie błogosławionym, które płacą przemytnikom, by przewieźli je do Europy i by mogły urodzić tu swoje dziecko, są same sobie winne i nie należy im pomagać.

 

Ruchy "Pro Life", które powstały w trosce o życie i są wyrazem nie tylko chrześcijańskiej miłości, ale także zwykłej ludzkiej solidarności, nie powinny godzić się, aby ich szczytny cel popularyzowany był w mediach przez takich dziennikarzy jak Tomasz Terlikowski, Łukasz Warzecha, Krzysztof Bosak, Tomasz Rowiński. Tym panom nie chodzi o ochronę życia człowieka od jego poczęcia do naturalnej śmierci, lecz o walkę ideologiczną. To przykre, bo wielu uważa ich za głos ortodoksyjnych katolików.

 

W swoich wypowiedziach redaktor Terlikowski uważa zabijanie przestępców nie tylko za dopuszczalne, ale również za sprawiedliwe. Mówi o "pewnych określonych okolicznościach", w których można zabijać w majestacie prawa, a postawę papieża głoszącego w duchu Ewangelii, że żadne okoliczności nie usprawiedliwiają kary śmierci, nazywa fałszywym miłosierdziem (wywiad dla "Super Expressu" z 8 sierpnia 2018).

 

Czas uderzyć pięścią w stół >>

 

Krzysztof Bosak komentuje na Twitterze, że karanie śmiercią jest fundamentalną kwestią moralną Kościoła katolickiego i papież nie może tego zmienić. Na Facebooku Tomasz Rowiński alarmuje, że papież uruchamia procesy gnilne w Kościele. Za tak zdecydowanie antypapieskie wypowiedzi mogliby w średniowieczu stanąć przed sądem, który skazywał wówczas na śmierć. O ironio!

 

Mam nadzieję, że panowie redaktorzy, bez obawy, że trafią dzisiaj na stos, spojrzą krytycznie na brak konsekwencji w ich własnych wypowiedziach. Niech jeszcze raz przemyślą, czy są za życiem, czy tylko chcą bronić życia w niektórych wypadkach? Chcą być głosem Kościoła czy rzecznikami ideologii służącej umacnianiu jasno określonych, choć dla mnie niezrozumiałych, poglądów politycznych? Zachęcam panów dziennikarzy występujących przeciwko prawu do życia, by przeczytali raz jeszcze Ewangelię, zapoznali się ze zbrodniami świętego Pawła, a także sięgnęli po wybitne dzieła literatury światowej opowiadające historie zbrodniarzy nawracających się do Chrystusa.

 

W powieści "Narzeczeni" Aleksandra Manzoniego, ulubionej książce papieża Franciszka, jedna z charakterystycznych postaci, nazwana przez autora Bezimiennym, to zbrodniarz, wobec którego każdy sąd wydający wyroki śmierci miałby wystarczająco dużo dowodów, by pozbawić go życia. Sprawiedliwy sędzia nie miałby żadnych wątpliwości. Większość okolicznych mieszkańców życzyła mu śmierci. Natomiast kardynał Franciszek Boromeusz, postać bardzo pozytywna w powieści Manzoniego, rozmawia z nim jak z osobą godną szacunku i duszpasterskiej troski. To spotkanie zaważyło na nawróceniu się zbrodniarza.

 

Wiktor Hugo w powieści "Nędznicy" ukazuje historię galernika, który pod zmienionym nazwiskiem staje się błogosławieństwem dla mieszkańców i przykładem nienagannego życia. Poczytajcie jego losy. Przypomnijcie sobie chrześcijan przebaczających swoim oprawcom, od św. Szczepana począwszy po bohaterów powieści Sienkiewicza, Lagerkvista, Wisemana i wielu innych mistrzów prozy.

 

Póki życie trwa, Bóg czeka na człowieka. Weźcie to pod uwagę, panowie redaktorzy, i bądźcie rzeczywiście obrońcami życia człowieka od jego poczęcia po naturalną śmierć.

 

Wojciech Żmudziński SJ - dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika o wychowaniu i przywództwie "Być dla innych"