Kościół i polityka - związek zdecydowanie niesakramentalny

Szymon Żyśko Szymon Żyśko
data05.09.2018 09:00

(fot. Grant Whitty on Unsplash)

Jako wierni oczekujemy od polityków i duchownych, że nie będą robili z ołtarza i ambony własnej mównicy i przyczółku jakiejkolwiek partii. Nie potrzebujemy być dzieleni tam, gdzie chcemy się jednoczyć. Dość mamy podziałów każdego dnia.

 

Szczerze mówiąc, straciłem już wiarę w to, że uda się przekonać polityków do tego, że Kościół nie jest dobrym miejscem do robienia polityki. Dotyczy to zarówno kościoła przez małe, jak i przez wielkie "K". Chciałbym przynajmniej, aby sympatycy robienia polityki z poziomu ambony mówili o tym otwarcie: "Tak, chcemy jej w kościołach". Najgorsze jest zasłanianie się Ewangelią i tym, że sprawy ludu Bożego są przecież sprawami samego Boga. Ostatnie wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy podczas mszy świętej w Gdańsku (błogosławieństwo było dopiero po nim) lub odznaczanie w jej trakcie polityków i urzędników (pierścień dla Jacka Kurskiego) są parodią celebracji liturgicznej i to za przyzwoleniem samego biskupa. Polityka wchodzi na całego do naszych parafii i wspólnot. Trudno się temu dziwić, gdy przykład idzie z samej góry - od niektórych hierarchów.

 

Romans, który zawsze kończy się tak samo

 

Namaszczanie polityków na duchowych przywódców narodu wcześniej czy później skończy się bolesnym wykorzystaniem i porzuceniem Kościoła. Jak pisał kiedyś Szymon Hołownia: "Kościół, który bierze ślub z jakąś partią, zostaje wdową po następnych wyborach". A list rozwodowy może dostać już przy pierwszej próbie sprzeciwu wobec aktualnie rządzących. Nie przyjmuję tłumaczenia, że urzędujący prezydent ma prawo - niektórzy twierdzą, że nawet obowiązek - przemawiać w kościele podczas ważnych dla narodu rocznic. Nie ma. Ci sami ludzie podnieśliby alarm, gdyby na ambonę wyszedł opozycyjny polityk lub jakikolwiek prezydent z innymi poglądami niż "nasze".

 

Rada KEP: sanktuaria nie mogą być miejscem manifestowania nienawiści względem grup politycznych>>

 

Uprawianie polityki na ambonie jest groźne, bo sama polityka nie opiera się na prawdzie, ale na wspólnych interesach, a te - jak wiemy - zmieniają się co 4-5 lat. Czasami nawet częściej. Polityka nigdy nie będzie miała należnego miejsca w Kościele, bo zwyczajnie żadne miejsce jej się nie należy. To profanum, nasze poglądy polityczne powinny zostawać w kruchcie, poza świętym miejscem. Jest tak od wieków, co Jezus przypomniał wiele razy, każąc oddać Cezarowi co cesarskie, przepędzając kupców ze świątyni i karcąc politykujących faryzeuszów. Wyciągnięto to zresztą przeciwko Niemu w akcie oskarżenia i za to skazano. Wprowadzając politykę do Kościoła, warto zadać sobie pytanie o to, z kim naprawdę trzymamy w Ewangelii.

 

Czytanie z księgi ustaw i ewangelia wg Prezesa Rady Ministrów

 

Dlaczego mieszanie porządku duchowego i politycznego jest groźne? Spójrzmy na to, jak wygląda życie przeciętnego Polaka. Rozpoczyna dzień od szybkiego przeglądu prasy; jadąc do pracy, słucha radiowych serwisów; jedząc obiad, spogląda w zmieniające się paski programów informacyjnych; wraca do domu i ogląda "Wiadomości", "Fakty", "Panoramę". Jeśli nie znajdzie nic ciekawszego, kończy dzień, przysypiając przed TVP Info lub Polsat News. Po całym tygodniu idzie poirytowany i przeładowany informacjami na mszę świętą, by z ambony usłyszeć o... polityce. Ewangelia ginie przykryta aktualnościami. W najlepszym wypadku jest traktowana jak legenda, w najgorszym staje się wstępem do wyrażenia politycznych sympatii celebransa. Jeśli wierny sam nie chwyci za Biblię i nie posiedzi nad Słowem Bożym, to raczej nie usłyszy go w swojej parafii.

 

Nie jesteśmy idealni, przychodzimy na mszę z własnymi problemami i wątpliwościami, nie zawsze chodzi tylko o Boga. Ale właśnie w tym jest piękno Ewangelii, że to uniwersalne przesłanie. Jeśli dobrze wybrzmi, to jesteśmy w stanie wyjść z konkretnymi odpowiedziami. Kiedyś przychodząc do kościoła, mogłeś skonfrontować swoje życie z tym, co mówi Bóg. Dziś w wielu świątyniach po szybkim przeczytaniu Ewangelii następuje narracja polityczna. Z góry narzucony jest przekaz, a po mszy jeszcze jakiś polityk wystąpi. Wierny wychodzi z kościoła i wie jeszcze mniej niż wiedział, wchodząc do niego. Powinno być odwrotnie. Msza uwalnia z obciążeń, a nie ich dodaje.

 

"Szkoda, że premier nie przeczytał dokument Episkopatu. Pozostał pielgrzymem PiS">>

 

Sama msza nie jest mniej wartościowa przez takie polityczne manifestacje. Na nasze szczęście jej wartość jest zależna od ofiary Jezusa, a nie od naszego zaangażowania. Ale trzeba powiedzieć, że jest to jednak okradanie wiernych z duchowego pokarmu. Bo już to, na ile wyjdziemy z niej nasyceni i czym, zależy nie tylko od łaski z zewnątrz, ale też od nas samych. Msza nie może być scenografią dla naszej pobożności, ale jej źródłem.

 

Koń trojański wjechał przez zakrystię

 

Niektórzy księża uwielbiają straszyć "duchem tego świata" i piętnują wiernych, którzy rzekomo wprowadzają go do Kościoła. W tym samym czasie uchylają mu oni jednak drzwi zakrystii i wprowadzają w postaci polityki na ambonie. Uśmiecham się za każdym razem, gdy słyszę o zagrożeniu na jakie narażają nas podobno charyzmatycy: teatralność, magiczne myślenie. A jak nazwać gesty i symbole czynione przez polityków pod publikę w kościołach? Kiedy stały się one elementem liturgii? Czy odznaczenie Jacka Kurskiego było mistycznymi zaślubinami? Z mocy jakiego autorytetu "nauczał" prezydent? Wolałbym widzieć mniej świec z logiem "Solidarności" na ołtarzach, mniej księży w ornatach z orłem zamiast krzyża i mniej sztandarów różnych organizacji, a więcej skupienia na liturgii, która wyraża jednocześnie Boga i wspólnotę. Pełnione przez nas funkcje i uzyskane godności do kościoła nie wchodzą. Żadna z nich nie może się mierzyć z godnością dziecka Bożego.

 

Do kościołów politycy wprowadzili już patriotyzm, a bokiem wszedł też nacjonalizm. Wprowadzili pamięć o poległych, a na ołtarzu zamiast niej mamy rozpamiętywanie. Wartości też łatwiej im bronić przy okazji wprowadzania nowej ustawy niż w życiu codziennym. A co wynoszą z każdej niedzieli? Niewiele, jak pokazują polityczne "standardy" stosowane w debacie publicznej. Wszystkiego mamy w nadmiarze, brakuje nam tylko jednego - zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

 

Ze wszystkiego możemy zrobić logo: być w "Solidarności", ale nie być solidarnymi; mówić "Kocham Polskę", ale nie kochać Polaków. Wiara nie lubi takich pustych sloganów, ale domaga się świadectwa. I nie raz na cztery lata.

 

Nie potrzebujemy podziałów tam, gdzie chcemy się jednoczyć

 

Wysłuchałem wystąpienia pana prezydenta Andrzeja Dudy. Nie mówił o tym, jak poruszyło go Słowo Boże, nie było świadectwa, nie było odniesienia do liturgii, w której przed chwilą uczestniczył. Były gorące polityczne deklaracje. Było uderzenie w przeciwników, więc trudno mówić o zawiązaniu wspólnoty, jeśli zebranych łączy jedynie niechęć do oponentów. Była wreszcie pochwała dla walki zbrojnej i duża wątpliwość, czy aby na pewno "pokojowe przejęcie władzy" Polakom się opłaciło. To duży kontrast, bo chwilę wcześniej pan prezydent powoływał się na bł. Jerzego Popiełuszkę i św. Jana Pawła II - współczesnych orędowników pokoju.

 

"Premier, prezydent, minister, poseł, sprzedawca wycieczek, akwizytor śmiejżelków. Morawiecki, Komorowski, ludowiec czy kukizowiec, nie ma znaczenia (...) polityk to zawsze sprzedawca. I w kościele nie głosi kerygmatu, a przemawia do elektoratu. Głosi nie Zmartwychwstałego, a swoją partię, jej ideologię i siebie. A ja idąc na Eucharystię, idę do Jezusa, nie do salonu sprzedaży, na partyjny event, na państwowe akademie" - napisał kilka tygodni temu Szymon Hołownia, komentując wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego na Jasnej Górze. Wciąż aktualne i to chyba najsmutniejsze. Kościół staje się prywatnym folwarkiem pewnej grupy duchownych i polityków.

 

"Jak długo będą szabrować Kościół?" Najważniejsi watykaniści odpowiadają na zachowanie hierarchów»

 

Nie ingeruję w wystąpienia pana prezydenta podczas różnych gal, na Westerplatte, na rozpoczęciu roku szkolnego. Nawet jeśli wtedy mówiłby moim zdaniem głupoty, ma do tego prawo, demokratyczne prawo. Ale oczekuję jako wierny, że nie będzie robił z ołtarza i ambony własnej mównicy i przyczółku jakiejkolwiek partii. Na zbijanie kapitału politycznego ma dość okazji każdego dnia, pełniąc swoją służbę publiczną. Nie potrzebujemy być dzieleni tam, gdzie chcemy się jednoczyć. Dość mamy podziałów każdego dnia.

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl. Autor książki "Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga www.nothingbox.pl