Rządzący w Polsce przyczyniają się do budowy murów

Tomasz Krzyżak Tomasz Krzyżak
data09.09.2018 09:00

(fot. Adam Kurylo / Shutterstock.com)

Trudno nie zgodzić się z tym, że Polska - kraj, od którego rozpoczęło się burzenie muru - dziś ten mur buduje. I tak jak kiedyś do budowy muru przyczyniali się rządzący, tak jest i dziś. Czym bowiem jest brak zgody na korytarze humanitarne, jeśli nie wznoszeniem muru podziałów?

 

"Z solidarności rodzi się zdolność do otwarcia na innych. (…) W świecie, który dobrze znał dramat murów i podziałów, bardzo wyraźnie widziano znaczenie pracy na rzecz Europy zjednoczonej i otwartej oraz wspólną wolę starania się o usunięcie tej nienaturalnej bariery, która dzieliła kontynent od Bałtyku po Adriatyk. Jakże wiele trudu położono, aby obalić ten mur! A mimo to zatracono dziś pamięć tego trudu. Stracono też świadomość dramatu rozdzielonych rodzin, biedy i nędzy, jaki spowodował ten podział. Tam gdzie pokolenia pragnęły zobaczyć upadek narzuconej wrogości, obecnie mowa jest o tym, jak nie wpuścić »zagrożeń« naszych czasów: począwszy od długiej kolumny kobiet, mężczyzn i dzieci, uciekających od wojny i biedy, proszących jedynie o możliwość przyszłości dla siebie i dla swoich bliskich".

 

Te słowa papieża Franciszka z przemówienia do przywódców państw UE, które wygłosił w Watykanie 24 marca 2017 roku w przededniu uroczystości 60. rocznicy podpisania Traktatów Rzymskich kołatały mi się po głowie, gdy przed kilkoma dniami jechałem do Gdańska, by uczestniczyć w debacie z kard. Reinhardem Marxem. Szef niemieckiego episkopatu i jeden z dziewięciu członków Rady Kardynałów, którzy doradzają papieżowi w zarządzaniu Kościołem i pracują nad reformą Kurii Rzymskiej, przyjechał do Gdańska na zaproszenie tamtejszego metropolity oraz prezydenta, by w przeddzień 38. rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych mówić o solidarności. Jakimś cudem do wspólnej debaty zaproszono także mnie.

 

6 wskazówek papieża Franciszka na temat uchodźców >>

 

Podczas swojego wykładu oraz późniejszej dyskusji kard. Marx - jakby wyczuwając panujące w Polsce nastroje - unikał mówienia o uchodźcach, o tych co uciekają "od wojny i biedy", ale temat wisiał w powietrzu. W pewnym momencie kardynał powiedział, że chrześcijanie nie mogą odwracać głowy od problemów migracyjnych z jakimi borykają się państwa Europy Południowej - Włochy, Hiszpania czy Grecja.  - To skandal, że w XXI wieku co roku na Morzu Śródziemnym tonie dwa tysiące ludzi, uchodźców. Wszyscy ponosimy za to odpowiedzialność i musimy coś z tym zrobić - mówił wyraźnie poruszony i otrzymał gromkie brawa.

 

"Wszyscy ponosimy za to odpowiedzialność i musimy coś z tym zrobić" - słowa te w zestawieniu z cytowanym na wstępie papieżem zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Trudno nie zgodzić się z tym, że Polska (choć ani Franciszek, ani kardynał Marx nie wymieniają nazwy naszej ojczyzny) - kraj, od którego rozpoczęło się burzenie muru - dziś ten mur buduje. I tak jak kiedyś do budowy muru przyczyniali się rządzący, tak jest i dziś. Czym bowiem jest brak zgody na korytarze humanitarne, jeśli nie wznoszeniem muru podziałów? Jak - jeśli nie brakiem solidarności -  nazwać walkę o rezygnację z mechanizmu relokacji uchodźców i brak konkretnego planu rozwiązania kryzysu migracyjnego lecz pozostawienie problemu Włochom czy Grekom?

 

Działania rządu w tej kwestii są elementem polityki międzynarodowej. Lecz skoro domagamy się od innych solidarności w kwestiach bezpieczeństwa, to w innych sprawach również solidarność okazać powinniśmy. Nie trzeba tu specjalnej inteligencji, by to zrozumieć. Jako kontrargument podaje się dane, że przecież uchodźcom pomagamy - na miejscu konfliktów. Bo to pomoc znacznie bardziej efektywna. To prawda. Ale jedna forma pomocy nie wyklucza przecież drugiej. Nie sposób jednak nie zauważyć, że okazując solidarność jednym w istocie samotnie pozostawiamy innych. Tych, którzy żyją razem z nami we wspólnym europejskim domu, którego wprawdzie nie dzieli już mur materialny lecz mur niechęci i obojętności. Niestety, coraz częściej boję się, że zostaniemy sami. Że wsadzą nas kiedyś do "ostatniego wagonu" i "z otwartymi ustami i zaprogramowanymi oklaskami" będziemy podziwiać  "fajerwerki świata należącego do innych" (Franciszek, "Evangelii gaudium", nr 234). Lub staniemy się "folklorystycznym muzeum lokalnych pustelników, skazanych na powtarzanie wciąż tego samego, niezdolnych do reagowania na to, co odrębne, oraz do podziwiania piękna, jakie Bóg roztacza poza ich granicami" (tamże).

 

Czy uchodźcy zniszczą naszą cywilizację? >>

 

Kiedy pisałem te słowa UNHCR - Agencja ONZ ds. Uchodźców - opublikowała raport, z którego wynika, że w Morzu Śródziemnym ginie dziś jeszcze więcej osób, niż trzy lata temu, gdy świat ujrzał wstrząsające zdjęcia Alana Kurdiego, małego chłopca z Syrii, którego ciało fale wyrzuciły na plażę w Turcji. Tylko w tym roku podczas próby przedostania się do Europy drogą morską życie straciło 1600 osób.

 

Jak długo jeszcze, mając usta pełne frazesów będziemy odwracali swoje oczy?

 

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, publicystą "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem".