Za co dziękuję Smarzowskiemu?

Jacek Siepsiak SJ
data03.10.2018 09:00

Kadr z filmu "Kler"

Za obronę przed nagonką. Za powrót do podstawowych standardów w dążeniu do sprawiedliwości.

 

W swoim wielowymiarowym filmie "Kler" oprócz zdecydowanego opowiedzenia się po stronie ofiar i bicia na alarm wobec bezkarności pedofilów reżyser pokazuje też, jak nieuczciwe i groźne jest odchodzenie od starożytnej zasady domniemania niewinności przed wyrokiem sądowym. Jest to groźne zwłaszcza w połączeniu z nagonką, która pozwala odwrócić uwagę od prawdziwych pedofilów, gdy generalizując napiętnowuje się jedno środowisko (w tym wypadku kapłanów), by ukryć krzywdzicieli dzieci z innych środowisk.

 

Smarzowski wyraźnie jest przeciwny zamiataniu pod dywan afer pedofilskich w Kościele. I to widać w filmie. Ale też tak konstruuje intrygę, by widz (myślący widz) zobaczył, jak łatwo nim manipulować, by zobaczył, że "walenie tylko w jedną stronę" znacznie utrudnia zmierzenie się z rzeczywistym zagrożeniem. I za to mu bardzo dziękuję.

 

Przy okazji dziękuję mu za scenę z biciem braw, gdy okazuje się, że w gazetach nic nie ma. Razem z innymi scenami "gazetowymi" to ciekawy przekaz na temat wiarygodności mediów, a zwłaszcza ostrzeżenie przed ich wykorzystywaniem albo mocniej: przed ich wpływem na to, czym się zajmujemy lub lepiej: o czym nawet nie myślimy, a co powinniśmy brać pod uwagę.

 

Dużą satysfakcję sprawiło mi przyłapanie samego siebie na myśleniu, że oto mamy do czynienia z przykładowym pedofilem, bo lubi bawić się z dziećmi, bo nie ucieka od nich, bo jak Jezus bierze je w ramiona… A okazało się to, co się okazało…

Jestem za przepisami chroniącymi dzieci. Jednak czy nie wylewamy dziecka z kąpielą, gdy chroniąc dzieci, skazujemy je na osamotnienie wobec wyzwań dojrzewania?

 

Jako ksiądz dziękuję twórcom filmu za ludzkie podejście do kapłanów. Nie tylko za to, że ich nawet lubią, że dostrzegają trudne dzieciństwo, tęsknotę za ideałami (bywa, że topioną w alkoholu), ale też za to, że podkreślili absurdalność różnych zdań powtarzanych przez księży (zwłaszcza wobec cierpiących). Te wytarte, banalne słowa z jednej strony odrzucają od Kościoła, a z drugiej strony są echem jakichś ideałów, jednak drogich każdemu, księżom i świeckim. Nawet dziękuję za "wyśmianie" takich duszpasterskich chwytów pod publiczkę (np. podczas pielgrzymek).

 

Bardzo poważnie dziękuję za, jakże Franciszkową, krytykę klerykalizmu. Scena przesłuchania przez kurię biskupią ofiary kapłana pedofila jest oczywiście przejmująca, bo widzimy dramat człowieka wobec bezduszności urzędników. Ale sądzę, że warto również zauważyć, jak jest ona skomponowana. Między ofiarą a najwyższym sędzią (arcybiskupem) siedzą kurialiści patrzący na siebie nawzajem, a nie na ofiarę. To bizantyjski dwór kapłanów uwikłanych w różne intrygi, a jednocześnie ubezwłasnowolnionych. Całkowicie zależą od hierarchy. On decyduje i jest poza kontrolą. To też jest obraz sytuacji, w jakiej znaleźli się karierowicze, przed jakimi ostrzega obecny papież.

 

A najserdeczniej dziękuję za postać kapłana, który przestaje pić. Pije, gdy jest nieautentyczny, gdy nie wie, co wybrać, gdy udaje, że żyje tym, co głosi. Jest inteligentny, dobrze wykształcony. Jego kazania nie są banalne i mówi je nie tylko do innych, ale i do siebie. A jednak nie potrafi im sprostać. Są wyrzutem, który nie daje mu spokoju.

 

Dopiero stanięcie wobec wyboru: śmierć albo życie, sprawia, że zachowuje się jak mężczyzna i w efekcie… rzuca alkohol.

 

Tak na marginesie, to Smarzowski pokazuje, że "gadanie" księży o świętości życia wcale nie jest hipokryzją i że potrafią wobec tak ważnych wyborów (np. własna pozycja społeczna a życie dziecka i jakość życia ukochanej osoby) wziąć odpowiedzialność za życie, narażając, czy wręcz poświęcając, całe swoje dotychczasowe życie.

 

I o tym symbolicznie mówi ostatnia scena "Kleru". Ja podobnie jak bp Czaja widzę tam oko Opatrzności. Płonie ono gniewem. Ale jak mi się wydaje, w tym "Dość! Tak nie wolno!" jest nie tylko złość, która przerasta ludzkie siły. Być może to będzie nadinterpretacja, lecz według mnie Opatrzność na ten gniew reaguje ofiarą, ofiarą z samego siebie, która ma wstrząsnąć i zburzyć obłudną konstrukcję klerykalizmu.

 

Dziękuję, choć to dziękuję przychodzi mi z trudem, że tę ofiarę reprezentuje kapłan.

 

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe"