Czy czytelników katolickich mediów stać na ten gest?

Anna Wilczyńska Anna Wilczyńska
data18.10.2018 09:00

(fot. Dương Hữu / unsplash.com)

Jest jeden gest solidarności, który możemy wykonać, a który, tak jak powiedział kardynał Nycz, będzie czynem kosztownym, wymagającym wyrzeczenia i codziennej uważności. Wystarczy, że przejrzymy sekcję komentarzy do tekstów o uchodźcach na Deonie i można odnieść wrażenie, że jest to gest dawno zapomniany.

 

Siostra Maria prosi, żeby nie podawać nazwy zgromadzenia ani miejsca zamieszkania. W ich domu generalnym mieszka 15 starszych sióstr, które większość swojego życia spędziły w krajach Afryki, Ameryki Południowej i w Rosji.

 

Nie chcą rozgłosu, hałasu, zamieszania. Ojciec, który widzi w ukryciu, odda im, gdy przyjdzie pora. W ich domu schronienie znalazły 3 kobiety oczekujące na rozpatrzenie decyzji o nadanie statusu uchodźcy.

 

Kobiety, które zamieszkały w ich domu, pochodzą z różnych krajów, kultur i wyznań, różnią się kolorem skóry i poglądami. Siostra Maria podkreśla, że dla stałych mieszkanek domu nie było to zaskoczeniem, bo lata pracy w krajach misyjnych przyzwyczaiły je do różnorodności obyczajów. Ponadto czując się pewnie w swojej wierze i życiowych wyborach, siostry nie noszą w sobie strachu przed prawosławiem czy islamem, których wyznawczynie zagościły w ich domu.

 

Podczas rozmowy w przyklasztornym ogrodzie siostry przyznały, że mimo oczywistych trudności i wyrzeczeń - doskwiera im podeszły wiek, zdrowie, czasem brak sił i czasu, a w związku z dodatkowymi wydatkami we wspólnej kasie ubyło środków - mają pewność, że podjęły dobrą decyzję. Przyjęły w gościnę człowieka, a zamieszkał z nimi Bóg.

 

Świetnie, ale nie każdy ma taką możliwość, miejsce, środki finansowe. Mamy rodziny, pracę i mieszkania na wynajem, w których nie zmieści się dodatkowe łóżko dla przybysza. Już nie mówiąc o tym, że widzieliśmy osoby szukające schronienia przed prześladowaniem czy wojną w telewizji lub internecie. Najlepiej wiemy, kim są i jacy są ci ludzie. Zaraz możemy o tym napisać w komentarzach pod tekstem.

 

Podczas odprawionej w zeszłym tygodniu w Warszawie modlitwy za uchodźców, którzy utonęli na morzu "Umrzeć z nadziei" kardynał Nycz powiedział: "Miłosierna miłość musi być konkretna. Nie wystarczy mówić kocham, musi być czyn, który kosztuje". Przecież wspieramy finansowo działania na rzecz prześladowanych chrześcijan. Czy to ma być ten kosztowny czyn? Jeśli to wszystko już robimy, a lepszych możliwości nie mamy, to co ma w nas zmienić obchodzony dziś w Polsce Dzień Solidarności z Uchodźcami? A kardynał Nycz sam przyjął uchodźców? Czy musimy kolejny raz pisać na Facebooku, jaki to głupi pomysł?

 

Jest jeden gest solidarności, który możemy wykonać, a który, tak jak powiedział kardynał Nycz, będzie czynem kosztownym, wymagającym wyrzeczenia i codziennej uważności. Wystarczy, że przejrzymy sekcję komentarzy do tekstów o uchodźcach na Deonie i można odnieść wrażenie, że jest to gest dawno zapomniany. Będzie on wymagał znacznie więcej niż zrobienie porządków w domu i oddanie starych ubrań dla ofiar prześladowań oraz więcej niż przesłanie pieniędzy na zbiórkę. Ten gest to powstrzymanie się od nienawistnych słów.

 

Już masz ochotę zjechać w dół strony i zostawić komentarz o tym, jak nie zamierzasz przyjmować żadnego uchodźcy, bo lepiej wiesz, jak świat jest urządzony? Już masz gotową odpowiedź? Kilka minut zajmie ci udowodnienie wszystkim, że Franciszek myli się co do uchodźców i że w twoim domu nie ma dla nich miejsca? Właśnie o to chodzi. O tym podczas zeszłotygodniowych modlitw za zmarłych na morzu mówił kardynał Nycz, kiedy wołał: "znieczuliliśmy nasze serca". Nie przeraża nas już nie tylko cierpienie innych, ale także pogardliwe słowa, jakie wygłaszamy pod ich adresem.

 

Może nas nie stać na solidarność na miarę misjonarek, które przyjęły przybyszów w domu zgromadzenia, może zwyczajnie nie mamy tyle miejsca i pieniędzy. Ale nie potrzebne nam przemeblowanie w szafie i kieszeni w poszukiwaniu rzeczy i środków, które możemy oddać. Zróbmy przemeblowanie w sercu, które pozwoli pozbyć się goryczy, którą nosimy w sobie, a którą wylewamy na Facebooku, w dyskusjach pod tekstami o pomocy humanitarnej, na spotkaniach. Jeśli nasza solidarność nie ma możliwości wyrazić się inaczej, niech się wyrazi w uważności na to, co na co dzień mówimy i piszemy.

 

Tekst się kończy. Zbliża się sekcja komentarzy. Jest coraz bliżej. Jeszcze tylko kilka linijek. "Módlmy się o to, żeby się rozgrzały nasze serca i były bardziej wrażliwe na te problemy" - mówił podczas zeszłotygodniowej modlitwy za uchodźców kardynał Nycz. Stać cię dziś na ten kosztowny czyn?

 

 

Anna Wilczyńska - arabistka, autorka bloga islamistablog.pl. Współpracuje z Centrum Pomocy Prawnej im. Haliny Nieć w Krakowie, które świadczy pomoc prawną cudzoziemcom w Polsce.