Listopadowa wzniosła utopia

Zygmunt Kwiatkowski SJ Zygmunt Kwiatkowski SJ
data13.11.2018 09:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.jezuici.pl)

Bardzo łatwo taką konkluzję uznać za wzniosłą utopię, z którą może do twarzy papieżowi, z racji pełnionej przez niego funkcji, ale obcą dla sytuacji zwyczajnych ludzi. 

 

Intencja powszechna na listopad: 
Aby język serca i dialogu przeważał zawsze nad językiem broni. 


Tak brzmi szlachetne życzenie papieża wyrażone w ramach intencji modlitwy zaproponowanej na listopad, co nie robi pewnie na nas większego wrażenia, bo jego szlachetne zachęty docierają do nas codziennie, chociażby w formie echa z Mszy świętych celebrowanych w Domu św. Marty.

 

Jeśli jednak chcielibyśmy choć trochę pogłębić sens tego wezwania, powinniśmy zwrócić uwagę na słowa klucze: dialog, język dialogu, język oręża, serce.

 

Pierwsza refleksja jest taka: decydującą sprawą dla życia społecznego i w ogóle dla kultury jest język. Od razu przychodzi na myśl znany tekst z Księgi Rodzaju mówiący o budowaniu wieży Babel i pomieszaniu języków, co uniemożliwiło doprowadzenie do szczęśliwego końca tego projektu.

 

Przypomina się też tekst z Dziejów Apostolskich o Zesłaniu Ducha Świętego, kiedy to każdy z jego uczestników mówił innym językiem, dzięki czemu wszyscy, którzy przybyli, aby zobaczyć to dziwne zjawisko, rozumieli słyszane słowa.

 

Papież odróżnia "język serca i dialogu" od "języka broni". Nie trzeba wcale skomplikowanych analiz, by to zrozumieć i z łatwością odnieść do dobrze znanej nam rzeczywistości dialogu, która dotyczy zarówno forum prywatnego, jak i tego szerszego, publicznego.

 

Oglądaj wideo z przesłaniem papieża:

 

 

Użycie terminu "język serca" nie jest jednak jednoznaczne. Przeciwstawiając zaś mu "język broni", rozumiemy, że ten pierwszy stoi w opozycji do pokoju i przyjaznej wymiany myśli. Samo bowiem użycie słowa "serce" niczego jeszcze nie przesądza. Serce może być przecież również źródłem zachowań nagannych, źródłem kłamstwa i okrucieństwa.

 

Podobnie jeśli chodzi o użycie terminu "dialog". Uczy nas przecież doświadczenie, że nawet dialog, który ma swojego moderatora, bardzo łatwo może się zamienić w wulgarną pyskówkę albo paralelne i zupełnie ze sobą nieskorelowane agresywne i jednostronne dyskursy, chętnie grające na emocjach, aby powiększyć siłę destrukcji.

 

Dużo niszczycielskiej agresji można spotkać również w mniejszych gremiach, włącznie z tymi koleżeńskimi i rodzinnymi, które są chyba najlepszym wykładnikiem ogólnego poziomu kultury danego społeczeństwa, jego wrażliwości moralnej, stopnia społecznego skonfliktowania i skuteczności mediacji.

 

Mówiąc o kulturze komunikacji społecznej i o społecznym dialogu, bardzo ważne są takie zjawiska jak fiksacja i uzależnienie od określonych źródeł informacji, co wiąże się zawsze ze szkodą dla samodzielnej refleksji i niezależności własnej postawy.

 

Istotny jest również poziom stosowania propagandy w przekazie medialnym, zabiegów z zakresu inżynierii społecznej, manipulacji i podsycania wrogości w celu radykalizowania poglądów i postaw.

 

Prawdziwy wylew nieokiełznanej wrogości i pogardy dla swojego adwersarza, co popularnie określa się mianem hejtu, manifestują bardzo często, żeby nie powiedzieć nagminnie, internetowe fora społecznościowe, co zmusiło odpowiedzialnych za nie do zastosowania cenzury i głęboko ingerującej moderacji.

 

Ponadto, z racji znaczenia komunikacji odbywającej się drogą internetową, wzrosło niepomiernie zagrożenie nieuczciwych działań ze strony zorganizowanych grup posługujących się profesjonalnymi agentami, nazywanymi potocznie trollami. Reprezentują oni interesy swoich potentatów, udając szeregowych uczestników debaty.

 

Oprócz usiłowania zdyskredytowania konkretnych osób, prowadzą świadomie zaplanowaną dezinformację, pogłębiają społeczne podziały i zaogniają istniejące konflikty, aby w ten sposób lepiej móc kontrolować procesy społeczne i polityczne.

 

Stan permanentnie trwających konfliktów i nieustanne podsycanie wrogości wpływa negatywnie na psychiczne i moralne zdrowie społeczeństwa. Powiększa obszary oraz intensywność przeżywanych stresów. Wywołuje zmęczenie i zwiększa podatność na depresje, a w związku z tym również na stosowanie środków, włącznie z tymi niebezpiecznymi dla życia, żeby się podnieść z tej depresji.

 

Taki stan rzeczy psuje dobre obyczaje, niszczy solidarność społeczną, promuje niechęć, nieufność, klikowość i powstawanie układów mafijnych troszczących się tylko o własne dobro, a nie o dobro wspólne.

 

W oczywisty sposób wpływa to również na zdeformowaną wizję tego, kim jest człowiek i jaki jest sens życia, proponując egoizm jako najpewniejszy sposób na sukces życiowy, mający dzisiaj największą siłę przebicia.  

 

Rozmywa się również klarowność tego, co jest dobre, a co złe, relatywizuje się prawdę, a szeroko lansowana tolerancja przyjmuje postać obawy przed samodzielnością w dziedzinie wyrażania osobistych sądów i reakcji, zdając się w tej sytuacji całkowicie na procedury i związaną z ich przestrzeganiem poprawność kulturową.

 

Obawa przed osobistym zaangażowaniem bardzo często rodzi postawę bierności wobec zła, co fałszywie nieraz jest odbierane jako przejaw neutralności i zaufania do zinstytucjonalizowanych służb społecznych. W rzeczywistości natomiast bierność wobec zła jest formą przyzwolenia na nie, a więc i ułatwianiem mu jego dalszej ekspansji.

 

Wezwanie papieskie dotyka zatem istotnej sprawy. Chodzi w nim o obronę i o promocję podstawowych wartości, które stanowią fundament budowy porozumienia społecznego. Wzywa bowiem do szacunku i odpowiedzialności za słowa, zarówno te, które się samemu wypowiada, jak i te, które wypowiadają inne osoby.

 

Wzywa do czuwania nad tym, aby słowa nie były orężem wojennym, nie służyły niszczeniu przeciwnika, brutalnie nie dezawuowały jego poglądów, nie tępiły i nie poniżały, ale pomagały wydobyć dobro tkwiące w jego duszy, pomagając mu je rozwinąć, by móc razem budować wspólne dobro.

 

Bardzo łatwo taką konkluzję uznać za wzniosłą utopię, z którą może do twarzy papieżowi, z racji pełnionej przez niego funkcji, ale obcą dla sytuacji zwyczajnych ludzi. Jest jednak argument, którego nie da się zbyć tymi lub podobnymi zastrzeżeniami: jest nim wiara w Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię. Ona właśnie o tych wartościach mówi, a raczej poprawniej jest powiedzieć, że o tych wartościach świadczy i nas do podobnego świadectwa wzywa.

 

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii