Język dialogu nie musi kończyć się obrazą ani odrazą

Zygmunt Kwiatkowski SJ Zygmunt Kwiatkowski SJ
data04.12.2018 09:00

(fot. shutterstock.com)

Dialog z przedstawicielami innej kultury nie musi być przykry i oschły i nie musi kończyć się obraźliwymi myślami.

 

Papieska intencja ewangelizacyjna na grudzień:

 

Aby osoby zaangażowane w posługę przekazu wiary potrafiły znaleźć język właściwy dla dzisiejszych czasów, w dialogu z kulturami.

 

Chodzi jak zwykle w intencjach papieskich, o bardzo ogólne sformułowanie,  ale jednocześnie jest ono bardzo inspirujące. Daje szerokie pole manewru dla tego, kto chce się w nie zaangażować. Niewątpliwie chodzi o sferę spraw, które są niezwykle aktualne w czasach kulturowego pluralizmu i kontrowersji które w związku z tym powstają.

 

Papieskie wezwanie odnosi się do "Osób zaangażowanych w posługę przekazu wiary". O kogo więc chodzi? Nie jest to wyraźnie sprecyzowane. O misjonarzy, o duszpasterzy, czy katechetów ?. Niewątpliwie dotyczy to również teologii i mediów.

 

Prawidłowa odpowiedź będzie jednak chyba taka, że dotyczy to wszystkich wierzących, bo wiara nie jest przecież tylko kwestią formalną, ale zasadza sie na świadectwie osobistej znajomości i osobistej więzi z Chrystusem, we wspólnocie Kościoła, w konkretnym kulturowym usytuowaniu.

 

Jesteśmy Mistycznym Ciałem Chrystusa i jak o tym mówi św Paweł - różnymi fragmentami tego samego organizmu, stąd troszczymy sie zarówno o to co nas bezpośrednio dotyczy, ale bliskie nam są również wszystkie inne odcinki działalności Kościoła. Wspieramy się wzajemnie, zależnie od naszych możliwości, kierując się rozeznaniem duchowym .

 

Im więcej jest rzeczywistej solidarności miedzy poszczególnymi członkami Mistycznego Ciała, tym lepiej ono funkcjonuje i większe są tego owoce.

 

Druga część hasła mówi o konieczności "znalezienia języka właściwego dla dzisiejszych czasów, w dialogu z kulturami". Słysząc ten postulat, bezwiednie kierujemy naszą uwagę szczególnie ku internetowi i wielkim publikatorom.

 

Mówiąc jednak o dialogu i to w dodatku pomiędzy różnymi kulturami, musimy przyznać, że sam aspekt techniczny nie jest najważniejszy, bo nawet jeśli są instrumenty do poprowadzenia tego dialogu, to i tak podstawową sprawą jest zawsze jego żywy podmiot, czyli człowiek i wspólnota do której należy, oraz kultura z którą się on identyfikuje.

 

Tutaj tkwi istota problemu, ponieważ "właściwy język", w odniesieniu do dialogu w ogóle, a w szczególności w odniesieniu do dialogu pomiędzy osobami reprezentującymi różne kultury, to wbrew pozorom,  nie wiedza (historia, kultura, tradycja) i nie profesjonalność techniczna, ale mówiąc językiem Ewangelii -  MIŁOŚĆ.

 

Jasne, że tak ogólne hasło nie może mieć szczegółowych odniesień, ponieważ są one bardzo różne i bardzo zindywidualizowane. Aluzji do konkretnego życia w tym wypadku jest tak wiele, jak szerokie jest rozumienie terminu życie.

 

Z tego powodu, chyba lepiej jest poslużyć się jakimiś przykladami, aniżeli suchym teoretyzowaniem. Przykłady nie tylko potrafia wyjaśnić problem o który chodzi, ale czasem potrafią również skutecznie zmotywować człowieka do działania a o to przecież chodzi papieżowi.

 

Pierwszy przykład który chciałbym przytoczyć, to swego rodzaju podsumowanie mojego pobytu na Bliskim Wschodzie przez przeszlo 30 lat. Chodzi o stwierdzenie, które szokuje wielu : "przez te 30 lat mojego pobytu w Syrii ani razu nie spotkal mnie przypadek agresji, nie tylko fizycznej, ale nawet werbalnej".

 

Owszem, czasem były dyskusje zabarwione emocjami, na przykład o cenę do zapłacenia, ale w skrajnym przypadku kończyła się ona rezygnacją z nabycia jakiegoś towaru, jeżeli oczywiście sprzedawca mnie pojednawczo nie przawołał do siebie, aby dobić ze mną targu z obopólnym zadowoleniem, że udało się nam wymóc na partnerze ustępstwo.

 

Inną rzecz którą bardzo dobrze pamiętam, to szczególnie na początku mojego pobytu w Syrii, kiedy strasznie kaleczyłem jeszcze język arabski, moi rozmówcy zawsze dodawali mi otuchy, życzliwie mnie zachęcając do mówienia. Nawet jeśli niewiele rozumieli, to i tak dawali mi do zrozumienia, że mogę być z siebie dumny, bo coraz lepiej mi wychodzi komunikacja.  

 

Tak było też między innymi z moim pierwszym publicznym kazaniem. Znacznie więcej potu kosztowało mnie jego kilkuminutowe wygłoszenie, aniżeli wszystkie te godziny ktore spędziłem nad jego przygotowaniem, a kiedy przeżywałem tryumf sukcesu, ktorego wszyscy mi gratulowali najpierw  jeszcze w kościele, a potem w ogródku, pijąc wspólnie herbatę, nagle wyjaśniło się, że nic nie zrozumieli z tego co mówiłem, ale i tak kazanie było wyjątkowe, strasznie się im podobało.

 

Dodam jeszcze jedno wspomnienie. Jest to drobny szczegół, ale poprzez swoją obrazowość bardzo wymowny.  Stojąc na przystanku autobusowym w Damaszku, w upalne popoludnie, niespodziewanie  zostałem obdarowany małym jaśminowym bukietem przez jednego korpulentnego pana w galabiji, zupełnie mi nieznanego, który zatrzymał się z żoną i gromadką potomstwa na tym samym przystanku. Zrobiło mu się pewnie tak bardzo żal samotnego cudzoziemca, że nie mógł się powstrzymać przed tym romantycznym gestem, nic mi przy tym nie mówiąc, ani nie czekając na moje podziękowania. Usmiech zastąpił słowa.

 

Dialog z przedstawicielami innej kultury nie musi być przykry i oschły i nie musi kończyć się obraźliwymi myślami.

 

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii