Ocieplenie klimatu konsekwencją grzechu pierworodnego?

Magdalena Jóźwik Magdalena Jóźwik
data05.12.2018 09:00

(fot. Episkopat News / flickr.com)

Czekanie na "nowe niebo i nową ziemię" nie może jednocześnie oznaczać braku zainteresowania i troski wobec tej ziemi, danej w tym czasie dla całej ludzkości.

 

W dniach od 3 do 14 grudnia w Katowicach organizowana jest kolejna Konferencja Organizacji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu. Na krótko przed nią abp Wiktor Skworc zwrócił się do wiernych archidiecezji katowickiej, by szczególnie wspierali to wydarzeniem modlitwą, a mieszkańców Katowic zachęcił do okazywania chrześcijańskiej gościnności. Dlaczego właściwie jako katowicki Kościół interesujemy się szczytem klimatycznym? Czy katolicy w Polsce powinni śledzić przebieg COP24, czy ma ono cokolwiek wspólnego z codziennością naszej wiary?

 

Jest przynajmniej kilka powodów, dla których wydarzenie, jakim jest szczyt klimatyczny, pozostaje w żywym zainteresowaniu Kościoła.

 

Po pierwsze od czasu Soboru Watykańskiego II Kościół na nowo zdefiniował swoją relację do świata, społeczności ludzkiej w wymiarze zarówno politycznym, jak i ekonomicznym. Uznając z jednej strony jej autonomię, ale też mając świadomość, że we wszystkie obszary ludzkiej działalności powinna zostać zaniesiona Ewangelia. To, czy stosunki społeczne zostaną zorganizowane zgodnie z wymogami Ewangelii, to już kwestia wyboru sumienia tych, którzy je układają, ale że obowiązkiem chrześcijan jest głoszenie Dobrej Nowiny, to druga strona tego medalu. Ewidentnie szczyt klimatyczny to wydarzenie poświęcone trosce o klimat, o to, jak nasza ludzka działalność wpływa na świat, środowisko, w którym żyjemy, jednak jednocześnie podstawą dla tych refleksji jest pytanie o to, na co my, ludzie XXI wieku, możemy sobie pozwolić w stosunku do świata, w którym żyjemy. A to pytanie staje się już kwestią bardziej teologiczną, bo przecież zmiany w środowisku naszego życia są efektem konkretnych działalności człowieka, ale też jego postawy, refleksji w sumieniu lub jej braku. Ostatecznie kluczowe staje się w tym miejscu pytanie o to, jak ma wyglądać nasze, ludzkie "czyńcie sobie ziemię poddaną".

 

Po drugie pontyfikat papieża Franciszka staje się dla katolików nieustannym przypominaniem, że patrzenie w przyszłość, czekanie na "nowe niebo i nową ziemię" nie może jednocześnie oznaczać braku zainteresowania i troski wobec tej ziemi, danej w tym czasie dla całej ludzkości. Już od homilii inaugurującej pontyfikat papież Franciszek, przywołując postać św. Józefa, zwraca uwagę na konieczność postawy opieki, służby wobec stworzenia, które Bóg powierzył człowiekowi, by nad nim panował, co znaczy troszczył się o nie. I właśnie teologia stworzenia, spojrzenie na świat jako na dzieło Boże, które ludzie dostali w zarządzanie, a nie dla wyzysku, jest jedną z tych prawd koniecznych do nieustannego przypominania. Ponieważ Boże dzieło stworzenia nie ogranicza się tylko do jakiejś dalekiej przeszłości, powszechnie kojarzonej z jakimś jednorazowym aktem, po czym wydaje się, jakby Bóg przestał być Stworzycielem, bo przecież wszystko już jest na świecie. Bóg jako Stwórca, choć możemy o tym zapominać, ciągle podtrzymuje wszystko w istnieniu, świat i my na nim jesteśmy tylko dlatego, że Bóg tego chce! Chrześcijanie przejmują się stworzeniem właśnie ze względu na tę świadomość - choć jako ludzie możemy dysponować dziełem Boga, to nie jesteśmy jego właścicielami.

 

Z tym, co powyżej, wiąże się kolejna kwestia, czyli pytanie, jak dalekowzroczny bądź krótkowzroczny jest człowiek XXI wieku? Kwestia klimatu to oczywiście sprawa przyspieszonego ocieplenia globalnego wynikającego z działalności człowieka. Ale z drugiej strony oprócz wzrostu temperatury na Ziemi, negatywnym skutkiem jest także coraz większe zanieczyszczenie środowiska. Chodzi więc o spojrzenie szerokie, geograficznie obejmujące jak najszerszy obszar, ale też o dalekowzroczność ku przyszłości kolejnych pokoleń. Inaczej mówiąc, na ile potrafimy popatrzeć na świat, ludzi na nim żyjących dalej niż tylko ograniczając się do swojej rodziny, znajomych, miasta, kraju? Przecież byśmy mogli cieszyć się różnymi produktami, które być może codziennie są w naszych sklepach, ktoś musi je produkować w warunkach niekoniecznie sprzyjających jego zdrowiu albo wdychać opary z fabryk. W skrajnych wypadkach od tego, w jakim miejscu na świecie dany człowiek żyje, jakim oddycha powietrzem, różnica w długości życia wynosi nawet kilkanaście lat! Zainteresowanie Kościoła kwestiami klimatu, ekologii jest w głównej mierze podyktowane elementarną miłością do drugiego, tego żyjącego dziś, może wiele kilometrów od nas, ale też tego, który dostanie od nas w "spadku" właśnie tak zepsuty albo tak zadbany świat - nasz wspólny dom. A o tym, jaki wpływ na zdrowie człowieka lub jego brak ma zanieczyszczenie środowiska, chyba nikomu nie trzeba przypominać.

 

I wreszcie, przypominając sobie opowiadanie o grzechu pierworodnym, można zauważyć tę przykrą prawidłowość, że w wyniku grzechu człowieka pierwotna harmonia świata stworzonego przez Boga zostaje zakłócona. Inaczej mówiąc, modląc się w sprawie szczytu klimatycznego tak naprawdę modlimy się o nawrócenie nas wszystkich od konsumpcji do umiaru, od chciwości do hojności, od wyzysku do miłości.

 

 

Magdalena Jóźwik - doktor teologii dogmatycznej, od ponad roku pracuje w Archidiecezjalnym Centrum Formacji Pastoralnej oraz współtworzy Szkołę Katechetów Parafialnych w Katowicach. Wcześniej przez 5 lat pracowała w sekretariacie II Synodu Archidiecezji Katowickiej