Jezus nie jest nagrodą za wzorowe życie. O pogrzebie prof. Dębskiego

Edyta Drozdowska Edyta Drozdowska
data11.01.2019 09:00

(fot. Jarl Schmidt / Unsplash // facebook.com Dębski Clinic)

Nie gorszy mnie prawo człowieka do pogrzebu, mam za to kłopot z pikietami, protestami i kolejnym wrzaskiem nad czyimś grobem. Wpadamy w pułapki myślenia, które ma niewiele wspólnego z Ewangelią.

 

Piątek rano, jadę spóźniona taksówką, w głowie planuję dzień i słyszę w radiowych wiadomościach o protestach związanych z pogrzebem prof. Dębskiego i obawach, że taki pochówek "może być zgorszeniem dla katolików". Nie wiem, czy jest mi bardziej przykro czy wstyd.


Rzecznik prasowy archidiecezji warszawskiej informuje, że pan Dębski był ochrzczonym katolikiem i choć jego stanowisko ws. aborcji może powodować kontrowersje, nie ma powodów, żeby zabraniać mu pogrzebu. Ks. Przemysław Śliwiński pisze: "Zmarły nie podlega już ludzkiemu osądowi. Podlega tylko trybunałowi miłosiernego Boga". Sprawę komentuje Tomasz Krzyżak >>


Nie gorszy mnie prawo człowieka do pogrzebu, mam za to kłopot z pikietami, protestami i kolejnym wrzaskiem nad czyimś grobem. Wpadamy w pułapki myślenia, które ma niewiele wspólnego z Ewangelią.


Pułapka nr 1 - Jezus jest nagrodą za "dobre sprawowanie"


"Kuria ma oficjalnie powiedzieć: odbył spowiedź, przyznał - myliłem się. Nie było tego, nie wolno pogrzebu!!!" - komentarze tego typu łatwo znaleźć w Internecie. Wolę więcej nie cytować.


Święty Paweł pisze do Koryntian: "Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6, 9-10). Kto nigdy nie skłamał? Kto nie zachowywał się jak bałwochwalca? Kto nie zranił drugiej osoby słowami? Takich pytań można zadać sobie więcej, a potem uczciwie poszukać odpowiedzi.


W tym samym liście czytam dalej: "Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa i przez Ducha Boga naszego" (1 Kor 6,11). To znaczy, że bez ofiary Jezusa, który umarł zamiast nas, nie moglibyśmy żyć w Królestwie. To On jest "bramą": "Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony" (J 10,9). Bez Jezusa nikt z nas nie wchodzi!

 

Ochota na ocenianie nieswojego życia i stawianie siebie w roli Pana Boga kojarzy mi się z sytuacjami zbliżonymi do kontrowersji wokół wyżej wspomnianego pogrzebu, kiedy ksiądz informuje rodziców dzieci niepełnosprawnych intelektualnie, że o Sakramencie Pierwszej Komunii "nie ma mowy" albo że "takie dzieci tylko w Częstochowie", albo gdy w czasie Eucharystii nie zgadza się na przyjęcie Ciała Jezusa przez chłopca z zespołem Downa i prosi jego mamę o dokumenty, a ona mówi, że najtrudniejsze trzy kroki w życiu >> przeszła wspólnie z synem właśnie wtedy - od ołtarza do ławki.

 

Od Jarka Mikuczewskiego SJ rodzice takich dzieci słyszą: "Sakramenty nie są nagrodą za dobre zachowanie, opanowanie katechizmowych pytań i odpowiednią kondycję fizyczną, ale darem Jezusa. On jest chlebem na drogę i lekarstwem dla słabych".

 

Pułapka nr 2 - Życie wieczne wygramy dzięki religijnym praktykom i dobrym uczynkom


Komentujący pogrzeb prof. Dębskiego wyrażają poczucie żalu i niesprawiedliwości. Bo sami chcą żyć zgodnie z przykazaniami, nie skorzystają z in-vitro, zadbają o przedślubną czystość, w niedziele będą na Eucharystii regularnie, a ta zgoda na katolicki pochówek pokazuje, że "można grzeszyć na lewo i prawo".


Bóg zauważa, kiedy się staramy, bo On jest dobrym Ojcem, który "widzi w ukryciu" (por. Mt 6,4; 6,6; 6,18). Pytanie, czy robimy to z miłości, czy chcemy dzięki religijnym praktykom wygrać niebo? Wysiłek jest czymś dobrym, warto jednak poznać swoją prawdziwą motywację. Bóg przecież wie, kiedy tylko udajemy, że Go kochamy.


Pamiętam z podstawówki takie zdanie: "Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze". Mój kolega Bartek zamienia je na słowa: "Bóg jest Ojcem miłosiernym, który za dobro wynagradza, a grzesznika szuka".


Smutna jest wiara w osobistą samowystarczalność. Dlatego potrzebujemy spotkania z Bogiem, który jest Dobrym Ojcem. Który zbawienie obiecuje z Łaski i za darmo, dzięki wierze: "Bóg, będąc bogaty w miłosierdzie, przez wielką swą miłość, jaką nas umiłował i to nas, umarłych na skutek występków, razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. (…). A to pochodzi nie od was, lecz jest darem Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił" (Ef 2,4-5.8-9).


Jego logika wywraca mój świat do góry nogami. Co by było, gdybyśmy przykazania potraktowali jak obietnice, a nie surowe nakazy? Nie będziesz kradł, nie będziesz cudzołożył, nie będziesz zabijał… Nie swoją mocą, Jego! Jak zapomnimy o wymówkach i uwierzymy, że Jego pomysły są lepsze niż nasze, będziemy "prosić i przyjmować" (por. Mt 7,7).


Pułapka nr 3 - Na Miłość trzeba ciężko pracować 


Młodszy syn z biblijnej przypowieści wymyślił, że wróci do domu taty, bo jego pracownicy mają lepszy życiowy standard (sam w tym czasie jadł strąki przeznaczone dla świń). Zanim zdążył przedstawić tę propozycję ojcu, był już w jego ramionach. Poza wybaczeniem dostał głębokie wzruszenie, nowe ubrania, pierścień i imprezę. I niesmak starszego brata. Może to też było coś w rodzaju "zgorszenia"?

 

Marcin Jakimowicz w jednym z felietonów >> pisze, że to najemnik usiłuje zapracować na miłość i przychylność nieba. Dlatego co chwilę pyta: jesteś ze mnie zadowolony? Robi rzeczy "dla Boga", zamiast "od Boga".

 

"Pyta: przepraszam, czy mogę?, kiedy syn podchodzi do półki i bierze... Dysponuje tym, co znajduje się w Królestwie (usłyszał przecież: dziecko, wszystko, co mam, do ciebie należy). Nie prosi o uzdrowienie, ale ogłasza je w imieniu Jezusa. Nie błaga o błogosławieństwo, ale błogosławi".

 

W standardach Królestwa Bożego jedna osoba jest ważna tak samo jak sto innych. Warto przeczytać przypowieść o owcy, która się zgubiła, i radości z jej znalezienia, o Dobrym Łotrze i robotnikach ostatniej godziny.

 

Gdyby chrześcijanie byli nimi 24 godziny na dobę…

 

"Bez wątpienia byłbym chrześcijaninem, gdyby chrześcijanie byli nimi 24 godziny na dobę" - powiedział Gandhi.


Franciszek w Kaplicy Sykstyńskiej chrzci córkę rodziców żyjących w niesakramentalnym związku, a o kobiecie, która utrzymuje się z prostytucji i prosi o chrzest dla swojego dziecka, mówi: "błogosławiona, jeśli nie święta. Przecież modlimy się o zachowanie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Mogła zabić, nie zabiła, przyszła". Kiedy on łamie konwenanse i udowadnia, że granice miłości nie mieszczą się w bezpiecznym świecie naszych zasad, słyszy, że "zdradza Kościół" i "ma krew na rękach".


"Syn Człowieczy przyszedł odszukać i ocalić to, co zginęło" (Łk 19,10) - usłyszał od Jezusa Zacheusz. Ocalić. Tego samego słowa używa święty Ignacy w "Ćwiczeniach duchowych":

Abyśmy bardziej pomagali sobie wzajemnie i postępowali [w dobrem], trzeba z góry założyć, że każdy dobry człowiek winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić.

Stosowanie tej zasady ratuje nie tylko relacje. I wcale nie chodzi o zamykanie oczu na zło. Tylko o to, żeby sobie boleśnie przypomnieć, że wszyscy jesteśmy grzesznikami. Że łamiemy Bogu serce, a On umiera z tęsknoty za nami. Że ciągle Go zdradzamy, nie zauważamy Jego znaków i cudów, marudzimy, narzekamy i tak samo jak Izraelici w drodze przez pustynię zapominamy, że On nas nie wypuszcza z rąk. Jak w to w końcu uwierzymy, to może łatwiej nam będzie wybaczać innym i im również dać szansę na Miłość.

 

 

Edyta Drozdowska - dziennikarka i redaktorka DEON.pl, prowadzi dział Inteligentne Życie