Odwaga Joli Szymańskiej może pomóc ofiarom

Piotr Żyłka Piotr Żyłka
data10.01.2019 09:00

(fot. youtube.com)

Chciałbym z całego serca podziękować Joli Szymańskiej za to, że odważyła się publicznie powiedzieć o swoim dramacie i - jestem o tym głęboko przekonany - w ten sposób pomogła wielu ofiarom molestowanym przez księży.


Od kilku miesięcy przez nasz Kościół przelewa się fala mrocznych i przerażających informacji o duchownych, którzy wykorzystywali seksualnie i molestowali nieletnich. Pracując w redakcji katolickiego portalu, codziennie zderzamy się z kolejnymi faktami na ten temat.


Na naszych oczach rozsypuje się obraz nieskazitelnego Kościoła w Polsce. Wielu z nas od dawna wiedziało, że budowanie wyidealizowanej narracji o wspaniałej kondycji polskiego katolicyzmu jest tak naprawdę bardzo szkodliwe dla samego Kościoła. Bo kiedy próbujemy zakrzyczeć rzeczywistość, nigdy nic dobrego ostatecznie z tego wyjść nie może. Pacjent, który jest ciężko chory, może udawać, że nie widzi wszystkich objawów, ale na dłuższą metę to nic nie da.


Bez radykalnego nawrócenia i oczyszczenia Kościół w Polsce straci wiarygodność i zaufanie wielu ludzi. Słowa, które w liście do biskupów z USA skierował Franciszek, dotyczą również nas i my też powinniśmy się z nimi zmierzyć. Papież mówi jasno - same raporty, dekrety i nowe zasady nie wystarczą. Jeśli nie przemienią się ludzie, którzy je stosują, wszystko zostanie po staremu.


- Wiarygodność Kościoła została w znacznym stopniu zakwestionowana i osłabiona przez te grzechy i przestępstwa, ale szczególnie przez wolę zatajenia i ukrycia, która wywołała wśród wiernych większe poczucie niepewności, nieufności i braku ochrony - podkreślił papież.


Tak, grzech wielu ludzi Kościoła jest wielokrotny. Najpierw dopuszczono do bycia księżmi ludzi, którzy są zboczeńcami. Później pozwolono im pracować z dziećmi. A kiedy okazało się, że księża-pedofile krzywdzili i molestowali seksualnie, zamiast ich wydalić ze stanu kapłaństwa, sprawy często zamiatano pod dywan, kręcono i mataczono.


Dziś jednak szambo wybiło. Nie da się udawać, że nie czujemy smrodu. I to bardzo dobrze, bo w końcu jest szansa na oczyszczenie. Ale równocześnie dzieje się coś, co mnie mocno niepokoi. W wypowiedziach hierarchów dotyczących walki z duchownymi-pedofilami zbyt często akcenty rozłożone są tak, że zdecydowanie więcej uwagi poświęca się temu, że poprzez afery seksualne zostało nadszarpnięte dobre imię i wizerunek Kościoła, niż tym, którzy są najważniejsi - czyli ofiarom.


To ofiarom Kościół powinien pomóc przede wszystkim. To one potrzebują, żeby dodać im otuchy i odwagi. To one przez lata, a nawet dziesięciolecia cierpiały po cichu, bojąc się, że jeśli komukolwiek coś powiedzą, to zostaną zlekceważone i odrzucone.


W zimowym numerze "Więzi" jest poruszająca dyskusja zatytułowana "I tak ci nikt nie uwierzy", w której Zbigniew Nosowski i Katarzyna Jabłońska rozmawiają z Agatą Baraniecką-Kłos (założycielką i prezes fundacji Stop Przedawnieniu, w dzieciństwie ofiarą wykorzystywania seksualnego ze strony ojczyma), Justyną Kopińską (reporterką, laureatką wielu nagród dziennikarskich, m.in. European Press Prize i Grand Press) i Adamem Żakiem SJ (jezuitą, dyrektorem Centrum Ochrony Dziecka przy krakowskiej Akademii Ignatianum, koordynatorem ds. ochrony dzieci i młodzieży z ramienia Konferencji Episkopatu Polski). Przytoczę dwa krótkie fragmenty, żeby pokazać, o jak potwornych doświadczeniach mówimy i z jaką skalą problemu mamy do czynienia.


Justyna Kopińska: W polskim społeczeństwie istnieje bardzo mocne przekonanie, że osoby duchowne są dobre i jakoś nietykalne. Tę sakralność duchownych trzeba wreszcie odczarować. W ośrodkach świeckich, które znam, podobne sprawy były rozwiązywane szybciej. W przypadku boromeuszek wiele mi wyjaśniła pewna świecka wychowawczyni. Ona wiedziała o wszystkim, wiedziała, że siostry wyrywały małej dziewczynce włosy z głowy, ale z pełnym przekonaniem powiedziała mi, że to przecież grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne. W sprawie Kasi - 13-latki gwałconej przez zakonnika ze zgromadzenia chrystusowców - było podobnie. Ona mówiła mi, że stale słyszała od ks. Romana B.: "Nikt ci nie uwierzy. Pamiętaj, nikt ci nie uwierzy". I to on miał rację. Gdy Kasia pierwszy raz zgłosiła wykorzystanie swojej nauczycielce, ta porozmawiała z tym księdzem. Bo to odruchowa reakcja, żeby się upewnić, usłyszeć relację z drugiej strony. Tyle że reakcją tego oprawcy jest jeszcze większe zastraszanie dziecka...


Agata Baraniecka-Kłos: Od mojego ojczyma słyszałam te same słowa: "I tak nikt ci w to nie uwierzy". Byłam już dorosłą kobietą i cały czas słyszałam to od niego na ucho przy składaniu życzeń na święta... Lata całe... To powodowało paraliż, strach i lęk. I przekonanie, że naprawdę nikt mi nie uwierzy. Ofiary muszą przezwyciężyć ten strach. Bo sprawca - nieważne: ksiądz, ojczym czy wujek - zazwyczaj potrafi skutecznie zastraszać swoje ofiary. A potem dochodzi jeszcze wstyd przed opowiedzeniem o tym doświadczeniu.


Dlatego nagranie Joli Szymańskiej i publiczne mówienie o swoim doświadczeniu bycia molestowaną przez księdza jest tak ważne. Obejrzenie go może pomóc wielu osobom, które zostały skrzywdzone, może coś w nich odblokować. A to właśnie ofiary potrzebują najpilniejszego wsparcia. Podkreślę jeszcze raz - to na nich przede wszystkim powinien skoncentrować się Kościół.


Jolu, dziękuję za Twoją odwagę. Tym nagraniem zrobiłaś coś bardzo ważnego i potrzebnego.

 

 

Piotr Żyłka - redaktor naczelny DEON.pl, współautor "Życia na pełnej petardzie". W tym roku ukazała się jego najnowsza książka "Łobuzy. Grzesznicy mile widziani". Jeden z inicjatorów ruchu społecznego Zupa na Plantach. Jego działania można obserwować na Instagramie i Facebooku.