Kobieta-ksiądz: to be or not to be?

Joanna Uchańska Joanna Uchańska
data01.02.2019 09:00

(fot. shutterstock.com)

Kiedy obraz będzie taki, że pod hasłem ministranta będziemy rozumieć kobiety i mężczyzn? Pod hasłem zakonnika będziemy mieć na myśli kobiety i mężczyzn? Pod hasłem ksiądz… nikt nie będzie miał wątpliwości, że myślimy o kobietach i mężczyznach?


Niniejszy felieton jest polemiką, ale i rozwinięciem własnym myśli przedstawionych przez Julię Bondyrę w artykule "Tęsknię za takim Kościołem" >> Mój tekst nie był konsultowany ani uprzednio przedkładany w żaden sposób autorce. Jest prezentacją własnych rozważań na temat uczestnictwa we Mszy świętej, a także obecności kobiet w Kościele. Poniższy tekst ma za zadanie skłonić do dalszej dyskusji i zastanowienia. Nie jest także prezentacją prywatnych opinii autorki tekstu na temat możliwości kapłaństwa kobiet, a przyczynkiem do dyskusji, która jest zawsze możliwa, pod warunkiem prowadzenia jej w zgodzie z Bogiem i przy pomocy modlitwy.


Drodzy Czytelnicy, czy czytaliście ostatni tekst pani Julii Bondyry? Ja tak i uważam, że tekst jest wyborny, ponieważ porusza wiele istotnych aspektów jedności w Kościele, wspólnoty, dostępności sakramentów. Zgadzam się z częścią przekazu, a część przedstawiłabym inaczej - licentia poetica i wolność wypowiedzi autorki. Istotnie przychodzę do kościoła nie dla ludzi, a dla Boga - dla Jezusa Chrystusa. Czy przychodzę dla siebie? Tak, ale znów w celu pozostania w jedności z Bogiem - dostąpienia obecności Pana i przez wzgląd na jedno z 10 przykazań. Czy ważna jest dla mnie jednak obecność innych wiernych, tj. wspólnoty świętych? Och tak, ponieważ wspólnota Kościoła jest ważna, to przez nią wyraża się Jezus Chrystus.

 

Czy, tak jak dla pani Julii Bondyry jest dla mnie ważny gest przytulenia, czy jedynie pojednania poprzez podanie ręki na znak pokoju? Niekoniecznie, wspólnota, dobroć, jedność mogą być odczuwalne na milion innych sposobów. Czy w kościele się nudzę? Nie, bo oddaję się w pełni (na ile to możliwe przy obecności mojej dwójki dzieci) modlitwie, uwielbianiu Pana w pieśni, a nawet jeśli kazanie nie jest oratorskim wyczynem, a co gorsza jest odczytanym listem, staram się nad nim zastanowić, nawet w myślach się trochę z nim "pokłócić", przemyśleć, co o tym sądzi w rzeczywistości Jezus, co mówi Pismo Święte.


Ale do rzeczy, generalnie pani Julio - tekst świetnie napisany i prezentujący, w mojej ocenie, tęsknotę za wspólnotą w Kościele nie tylko odczuwalną przez panią.


Kobiety?


Moi Drodzy, to co jednak szczególnie skłoniło mnie do napisania tej "polemiki", to nawiązanie do kobiet. Przypomnę, że pani Julia prezentuje wspaniały obraz kobiet obecnych podczas mszy świętej w Portugalii. Pisze:


"Zaczyna się Msza, w procesji na początku oprócz księży i ministrantów, widzę także... ministrantki. I to nie jedną, jest ich kilka. Myślę sobie: «dobrze się zaczyna». Druga chwila to moment przyjęcia Komunii. Oprócz kapłana pojawiają się trzy starsze kobiety, które także udzielają Komunii. Pomyślałam: «czy kiedyś u nas tak będzie?»".


Pani Julio, a czy zadaje sobie pani dalsze pytanie? Kiedy obraz będzie taki, że pod hasłem ministranta będziemy rozumieć kobiety i mężczyzn? Pod hasłem zakonnika będziemy mieć na myśli kobiety i mężczyzn? Pod hasłem ksiądz… nikt nie będzie miał wątpliwości, że myślimy o kobietach i mężczyznach.


No i trach… Z pewnością część z Czytelników już postanowiła skomentować ten oto fragment. Ale mili Komentujący, zatrzymajmy się. Czy możecie podać chociaż jeden nie kulturowy, nie społeczny, a biologiczny argument przemawiający za tym, że księżmi mogą być tylko mężczyźni.


Niewątpliwie różnice między mężczyznami i kobietami są. Są to niezaprzeczalne różnice biologiczne, warunkujące w głównej mierze do roli matek. Tylko płeć żeńska jest biologicznie powołana do noszenia pod swym sercem życia, do jego urodzenia, a także karmienia. Proszę, inni drodzy Czytelnicy, aby nie dodawać tutaj argumentów ze świata zwierząt, mówiących o tym, że są gatunki, w których osobnik płci męskiej jest w ciąży, bo to tekst jednak o ludziach.


Wracając, czy jednak jest jakakolwiek cecha biologiczna kobiet, która nie pozwala im być kapłankami/księżmi? Kiedy zastanawiam się nad którąkolwiek z nich, dochodzę do wniosku, że takowe nie występują. Nawet różnice hormonalne nie odgrywają tutaj żadnej roli.


Rola księdza?


No bo właśnie, jaka jest rola księdza? Orędownika, przewodnika, głosiciela Słowa Bożego, pasterza wspólnoty, nauczyciela Ewangelii, powiernika, spowiednika itd.


Czy kobieta może się opiekować innymi z powodzeniem? Ależ może i po wielokroć to czyni, opiekując się dziećmi, rodziną, współpracownikami, pracownikami, pełniąc rolę nauczycieli, pielęgniarki, lekarki, motorniczej, wykładowcy, policjantki itd.


Czy kobieta może studiować i głosić Słowo Boże? Każdego i każdą z nas Bóg do tego powołuje i daje nam takowy nakaz.


Czy może udzielać sakramentów? Chrzest - przecież każdy może chrzcić. Czy może być świadkiem małżeństwa (przypominam, że sakramentu małżeństwa udzielają sobie małżonkowie nawzajem) - ależ może. Czy byłaby doskonałym spowiednikiem - nie mam wątpliwości.


Czy może być przedstawicielem Chrystusa na Ziemi?... Drodzy Czytelnicy, czy Pan Bóg był mężczyzną, czy kobietą? Może odpowiedź na to pytanie rozstrzygnie nam tę dyskusję? No niestety nie rozstrzygnie, ponieważ Pan Bóg stworzył na "swoje podobieństwo" zarówno kobietę, jak i mężczyznę? Czyli i mężczyzna, i kobieta są Mu podobni. Zatem Bóg nie jest ani mężczyzną, ani kobietą.


No i widzę, że Pan/Pani się uśmiecha, przyłapując mnie na pomyłce. No tak, ale Jezus był mężczyzną, ba! Sam wybierał jako swoich uczniów nie kogo innego, tylko mężczyzn. Śpieszę z odpowiedzią. Po pierwsze, tak, Jezus z Nazaretu był mężczyzną, Bóg dobierając tę płeć, wybrał ją kulturowo, dopasowując do realiów tamtych czasów, kiedy mężczyźni sprawowali hegemonię. Teraz ten wybór mógłby nie być tak oczywisty. Nie dookreślił tej roli biologicznie, a kulturowo. Jednak oczywiście niezbadane są wybory Pana. A wybór apostołów? Wśród rzesz uczniów Jezusa były przecież kobiety, jak chociażby Maria Magdalena. Część jedynie jest prezentowana w Ewangelii z imienia.


Dobrze, dobrze, ale przecież cała Biblia jednak za najważniejsze postacie uznaje mężczyzn, wszystkie kobiety to tylko dodatki do tej opowieści? Czyżby? Jednym tchem każdy z nas wymieni mnóstwo wybitnych kobiet biblijnych, a już na pewno każdy powie - no tak, ale Maryja, no tak ona była wybranką.


Maryja


Maryja - Matka Boga. Matka Jezusa Chrystusa, Jego nauczycielka, opiekunka, wysłanniczka, powierniczka. Jej szczególnej roli nie trzeba tutaj dłużej przywoływać. Kobieta postawiona jako pierwsza przed wszystkimi, powołana przez samego Boga. Szczególnego miejsca Maryi w Kościele nie trzeba także przytaczać.

 

Dla wielu wiernych ważniejsza i bliższa niż sam Bóg. Czasem łatwiej i prościej nam złapać jej dłoń, przytulić się do niej i powierzyć swoje troski, zamiast "iść" z tym od razu do Jezusa Chrystusa - co jednak powinno mieć miejsce w pierwszej kolejności (ale to temat na zupełnie inną dyskusję).


Diakonat kobiet


W czerwcu ubiegłego roku zakończyły się prace Komisji ds. diakonatu kobiet - powołanej przez papieża Franciszka w 2016 roku. Komisja zbadała rolę diakonis z pierwszych wieków chrześcijaństwa, które istotnie wówczas pełniły posługę w Kościele. Wyniki raportu nie są oficjalnie dostępne.


Czy kobiety mogłyby zasiadać w kolegium kardynalskim? Z decyzji papieża >>, a i owszem. Konieczne byłoby ponowne dopuszczenie osób świeckich do kolegium. Jeszcze na początku XX wieku taka możliwość istniała.


Kilka słów na zakończenie


Czy kobiety-księża z biologicznego punktu widzenia byłyby inne… gorsze niż księża-mężczyźni? Nie, bo kwestia płci nie odgrywa tutaj żadnej roli.


Czy kobiety-księża są powołane tak samo do kapłaństwa? Wydaje się, że tak, gdyż są powołane do głoszenia Ewangelii i Jezusa Chrystusa, jak każdy inny wierny, a i tych wiernych mogłyby prowadzić.


Czy kobiety-księża są potrzebne? Wydaje się, że tak. Na pewno innym kobietom - łatwiej czasem komunikuje się nam z tą samą płcią, łatwiej się jej słucha, lepiej rozumie, szybciej otwiera i powierza tajemnice. Znane są przecież charyzmatyczne przywódczynie, których Kościół mógłby potrzebować. Różnorodność pełni też rolę oczyszczającą. Może i na to już czas…


Czy kobietom jest potrzebne kapłaństwo i ta szczególna posługa? To przecież powołanie - powołanie do głoszenia Dobrej Nowiny. Są pewnie kobiety, które to powołanie mają, a nie mogą go zrealizować? Drogie Panie, to jak jest?


Czy coś stoi na przeszkodzie? Powołanie do macierzyństwa? Czy stoi na przeszkodzie, to już temat na zupełnie inną dyskusję na temat celibatu, czego tutaj nie będziemy rozważać. Zachęcam innych do podzielenia się swoją analizą.


Czy ludzi by to gorszyło, gdyby nagle kobiety przystąpiły do święceń kapłańskich? A co ludzi nie gorszy? Chętnie dowiem się w komentarzach.


Joanna - wierząca i praktykująca chrześcijanka, która lubi zadawać pytania. Polecam tę sprawę modlitwie i wstawiennictwu Jezusa Chrystusa.
 

Joanna Uchańska - doktor nauk prawnych, rodowita Ślązaczka, od kilkunastu lat mieszkanka Krakowa, matka dwójki dzieci, żona, zaangażowana społecznie. Zawodowo i naukowo zajmuje się prawem własności intelektualnej oraz prawem medycznym i farmaceutycznym. Wierzy w niezawodną moc modlitwy, w tym o jedność chrześcijan.