Już nie jako szare i posłuszne cienie. Kobiety konsekrowane są mocną stroną Kościoła

L'Osservatore Romano Lucetta Scaraffia
data13.02.2019 09:00

(fot. shutterstock.com)

Każdy może dostrzec, że w momentach decyzyjnych w życiu Kościoła nie myśli się o włączeniu w nie kobiet, a przede wszystkim nie myśli się o włączaniu kobiet konsekrowanych.

 

Jeśli dokładnie przyjrzymy się licznym doświadczeniom Kościoła obecnego dzisiaj w różnych częściach świata, uderzy nas fakt, że najbardziej zróżnicowane sektory działalności Kościoła (kulturalny, duszpasterski, prawniczy, misyjny, ewangelizacyjny), a także najbardziej innowacyjny wkład w jego działania i ten, który wypracował największy sukces, został stworzony przez kobiety.

 

I to nie przez jakiekolwiek kobiety, ale przez kobiety konsekrowane. W dodatku szczególnie przez te kobiety konsekrowane, które w oczach Stolicy Apostolskiej lub instytucji centralnych Kościoła lokalnego wydają się być tylko szarymi i posłusznymi cieniami, zadowolonymi ze spełniania swoich skromnych i zapomnianych ról.

 

Ale gdy podniesiemy wzrok i zaczniemy obserwować, co naprawdę się dzieje, odkryjemy, że kobiety konsekrowane, które wciąż reprezentują większość osób konsekrowanych w Kościele, bardzo się zmieniły. Rzeczywistość wygląda tak, że pełne projektów i życia kobiety konsekrowane stanowią główną mocną stronę Kościoła. Są skarbem, po który jednak hierarchowie nigdy nie sięgają.

 

Dla przykładu, siedziby Unii Międzynarodowej Przełożonych Generalnych (UISG), w której skład wchodzą główne instytuty aktywnego życia na świecie, są ulokowane dokładnie naprzeciwko Watykanu. Gdy ktoś przechodzi przez drzwi siedziby UISG, nie spotyka się z atmosferą cichości czy biurokracji, ale zderza się z życiem, inicjatywami, globalnym zasięgiem i spojrzeniem w przyszłość. Jednak ciała zarządzające Kościołem nigdy nie konsultują się z Przewodniczącą i personelem wykonawczym Unii, tak jakby nie miały one nic do powiedzenia. Tymczasem wysłuchanie ich z pewnością nie byłoby decyzją rewolucyjną - UISG istnieje od dziesięcioleci, posiada solidne doświadczenie w wielu dziedzinach, ma ogromną wiedzę na temat sytuacji katolików na świecie oraz jest pełna pomysłów i nowych doświadczeń ewangelizacji.

 

Ciężko powstrzymać się przed spontanicznym zastanowieniem się nad faktem, dlaczego nikt nigdy nie pomyślał o tym, aby włączyć reprezentantki tego i innych światowych zgromadzeń kobiet konsekrowanych w obrady ciał kościelnych? Może głos kobiet konsekrowanych nie jest niezbędny podczas spotkań Kolegium Kardynalskiego ustanowionych przez papieża na miesiąc po jego wyborze w kontekście tego, jak wiele różnorodnych wysiłków wkłada się obecnie w to, aby nadać Kościołowi twarz synodalną? A może nie jest konieczne, aby zapewnić aktywny udział kobiet konsekrowanych w zgromadzeniach ogólnych, które poprzedzają i przygotowują konklawe?

 

Podobnie, czy konferencje biskupów z różnych krajów mogłyby nie włączać w życie Kościoła kongregacji sióstr, które mają przy sobie, nie słuchać ich i ewentualnie poddać ocenie ich propozycje? Czyż nie byłoby roztropnym i użytecznym angażowanie sióstr w rozeznanie, które poprzedza każdy awans księdza w Kościele?

 

Każdy może dostrzec, że w momentach decyzyjnych w życiu Kościoła nie myśli się o włączeniu w nie kobiet, a przede wszystkim nie myśli się o włączaniu kobiet konsekrowanych. Nie są one wysłuchiwane, a Kościół kontynuuje swoje działania tak, jakby one nie istniały. Tak jakby kobiety nie tworzyły od tysiącleci tradycji chrześcijańskiej wspólnie z mężczyznami.

 

Jeśli naprawdę chcemy zadać cios klerykalizmowi, musimy zacząć właśnie w tym miejscu, od kobiet konsekrowanych. I nie chodzi teraz tak bardzo o to, żeby zajmować się nimi jako indywidualnymi ludźmi - to jest coś, co oczywiście też może się wydarzyć, ale tylko w przypadku, gdy poszczególne osoby posiadają specyficzne umiejętności - ale raczej przede wszystkim w formie kolektywnej już istniejących instytucji.

 

Umieszczenie kilku kobiet w niektórych dykasteriach kościelnych - i to najczęściej takich kobiet, które są izolowane i wybierane z grona tych najbardziej posłusznych - nic nie zmieni. Takie kobiety będą co najwyżej listkami figowymi, które symbolicznie coś znaczą, ale właściwie wciąż przywiązuje się do nich niewiele wagi.

 

Jeśli rozważymy tę kwestię w kontekście Kongregacji ds. Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, to pomijając fakt, że kobiety stanowią tam prawie dwie trzecie całej liczby osób konsekrowanych, działa tam tylko jedna kobieta, która jest podsekretarzem. I o ile udaje jej się sprawić, by jej głos został usłyszany, jest oczywiście zdominowana przez księży dyrektorów.

 

W ten sposób poprzez przykład osób, które wybrałyśmy do sprawowania władzy, zdajemy sobie sprawę, że kobiety konsekrowane nigdy nie są wysłuchiwane w swojej rzeczywistości.

 

Decyzja, aby włączać w procesy decyzyjne istniejące zgromadzenia kobiet konsekrowanych, których przełożone są wybierane w sposób demokratyczny, jest jedynym sposobem, aby uniknąć oczywistego ryzyka paternalizmu, któremu są one poddawane.

 

Naturalnie taka propozycja zderza się z głęboko zakorzenionym uprzedzeniem, że słuchanie kobiet konsekrowanych jest nie tylko mało interesujące, ale że zakonnice nie myślą kompletnie o niczym, są pozbawione kultury i oddają się pracom służebnym (prawie zawsze w służbie księżom). Słyszałam nawet, kiedy jeden z dyrektorów watykańskich nazywał siostry "durnymi", aby podkreślić ich ubóstwo intelektualne. W tym względzie nie brakuje przykładów: wiele sióstr, które pracują bez ustanku nad różnymi posługami w Watykanie musi zachowywać się w sposób uległy, muszą akceptować to, że jeśli ich praca intelektualna jest wykonana dobrze, zostanie przypisana ich przełożonemu, a także muszą po prostu przestać przedstawiać się jako indywidualne osobowości. "One wolą się tak zachowywać" - jak często mi się mówi…

 

Jest tak jakby samopoświęcenie było jedyną drogą życia w powołaniu zakonnym, jakby to była jedyna waluta, która pozostaje do dyspozycji zgromadzeniom żeńskim, aby zdobyć coś, czego potrzebują. Jest tak jakby ludzie chcieli zamknąć oczy na rzeczywistość: poświęcenie kobiet jest używane wyłącznie do wzmocnienia władzy tych, którzy i tak już ją posiadają.

 

 

Lucetta Scaraffia - włoska publicystka, dziennikarka i teolożka. Publikuje na łamach Avvenire, Il Foglio, Corriere della Sera i L'Osservatore Romano. Tekst pierwotnie ukazał się L'Osservatore Romano