Przeprosić i w końcu naprawić zaniedbania. To już naprawdę ostatnia szansa

Piotr Żyłka Piotr Żyłka
data23.02.2019 09:00

(fot. facebook.com/marek.lisinski)

Nie trzeba być wnikliwym obserwatorem, żeby dostrzec pogłębiającą się przepaść między Watykanem a Polską w reakcjach na wychodzące na światło dzienne skandale pedofilskie.

 

W Watykanie trwa właśnie jeden z najważniejszych (o ile nie najważniejszy) w ostatnich dziesięcioleciach kościelny szczyt. Przedstawiciele episkopatów z całego świata mierzą się z tematem, który przez lata był przemilczany. Od jego rezultatów - a mówiąc dokładniej, od tego czy wynikną z tego spotkania konkretne działania - zależy przyszłość Kościoła.

 

Potrzebna jest rewolucja wrażliwości poparta zdecydowanymi krokami, zarówno na poziomie Watykanu, jak i Kościołów lokalnych. Tu nie ma drogi pośredniej. Albo w końcu zostaną podjęte radykalne działania, albo czeka nas model irlandzki, na co celnie zwraca uwagę w swoim tekście Szymon Żyśko. Ma on też rację, kiedy pisze, że "sprawa przestępstw seksualnych duchownych powinna być rozwiązana na wczoraj".

 

Raport i pocałunek

 

Niestety w Polsce instytucje kościelne wciąż działają opieszale w sprawie rozliczenia księży pedofilów i zadośćuczynienia ofiarom. Nie możemy doczekać się poważnego raportu dotyczącego skandali seksualnych z udziałem polskiego duchowieństwa. Zdarza się nawet, że księża podważają wiarygodność osób wspierających ofiary. A jeden z zakonów zamiast wypłacić odszkodowanie ofierze, szuka kruczków prawnych, które mogą mu pomóc tego uniknąć.


Tymczasem w tym tygodniu w Watykanie papież Franciszek spotkał się z przedstawicielami fundacji "Nie Lękajcie Się", która wręczyła mu swój raport o pedofilii w polskim Kościele. I w trakcie tego spotkania papież ucałował dłoń Marka Lisińskiego, który jest prezesem fundacji i równocześnie ofiarą księdza pedofila.

 

Ten gest miał ogromną siłę. To jest mój papież. To jest Kościół, który kocham, za jakim tęsknię i jaki staram się współtworzyć. Jestem wdzięczny papieżowi za dawanie takiego przykładu. Mam nadzieję, że to otworzy oczy naszym hierarchom i innym decydentom. Ofiary zawsze muszą być na pierwszym miejscu, a nie jakieś mataczenie i zamiatanie spraw pod dywan.

 

Równocześnie bardzo smutne jest to, na co zwróciła uwagę redakcja "Więzi", że Markowi Lisińskiemu szybciej udało się spotkać z papieżem niż z przewodniczącym KEP, abp. Stanisławem Gądeckim.


Jestem głęboko przekonany, że jeśli Kościół w Polsce szybko nie pójdzie za przykładem papieża, kościoły będą radykalnie pustoszeć. I to będzie wina Kościoła, który rozminął się z Ewangelią i bardziej się martwi o swój wizerunek niż o pomoc słabym, skrzywdzonym i zranionym. To już naprawdę ostatni dzwonek. Za chwilę będzie za późno. 

 

Przeprosić i rzetelnie wyjaśnić

 

Niepokoją pierwsze reakcje wielu katolików w Polsce na raport fundacji "Nie lękajcie się". Czytam komentarze w mediach społecznościowych i widzę zachowania podobne do tych, które można było zaobserwować przed premierą "Kleru". Wtedy  wielu krytykowało film jeszcze przed jego premierą. Przedwczoraj - zanim jeszcze opublikowano raport w sieci - wielu zdążyło już ocenić, że jest on bezwartościowy. Jakie za tym idą argumenty? Najczęściej ten podważający wiarygodność środowiska przygotowującego raport (sztandarowy, zabawny, wiecznie powracający zarzut "bo to zrobili lewacy"). Lepiej by było, żebyśmy skoncentrowali się na analizie i ocenie jego treści.

 

Niepokoją też pierwsze reakcje instytucji kościelnych. Zamiast przeprosić za lata zaniedbań, ukrywania prawdy, zamiatania skandali pod dywan i skoncentrować się na rzetelnym wyjaśnieniu wszystkich przypadków przestępstw pedofilskich wśród duchownych, obserwujemy chłodne i techniczne zapewnienia o szykowanej odpowiedzi na raport fundacji.

 

Mam nadzieję, że tą odpowiedzią nie będzie tylko wytykanie niedoskonałości wspomnianego raportu, ale spokojne przeanalizowanie każdego z wymienionych w nim przypadków. Mam również nadzieję, że nie będzie to triumfowanie za każdym razem, kiedy uda się udowodnić jakąś nieścisłość, ale szczegółowe wyjaśnienie wszystkich spraw, które mają choćby najmniejsze znamiona zaniedbań i świadomego ukrywania pedofilii w Kościele w Polsce. Nie wystarczą suche raporty. Nawet najbardziej precyzyjne. Potrzebne są przeprosiny, zadośćuczynienie i wsparcie dla poszkodowanych. 

 

Znam ofiary

 

Jesteśmy to winni przede wszystkim ofiarom, które zostały skrzywdzone przez ludzi związanych z Kościołem. Ofiarom wykorzystywanym przez księży pedofilów. Ofiarom, które przez lata ukrywały swój dramat i bały się z nim pójść do kogokolwiek, a kiedy już to robiły, dostawały pięścią prosto w twarz, gdy w instytucjach kościelnych natrafiały na mur i zmowę milczenia. Ofiarom, którym Kościół poprzez tolerowanie obecności zboczeńców i przestępców w szeregach duchownych zniszczył życie.

 

Wiem o czym mówię, bo w ciągu ostatniego roku osobiście poznałem kilka ofiar molestowania seksualnego i pedofilii. Ci ludzie dźwigają ciężary, których nigdy nie powinni brać na swoje ramiona. Czują rany, które nie chcą się zagoić. Walczą z depresją i brakiem poczucia własnej wartości. Część z nich nie jest w stanie budować normalnych relacji.  Zostali skrzywdzeni w najpotworniejszy sposób. I nie zrobił tego "zły świat", gromiony i demonizowany od lat przez część hierarchów i duchowieństwa. Zostali skrzywdzeni przez ludzi Kościoła.

 

Dlatego skandalem są takie sytuacje, w których ofiary przesyłają zgłoszenia wielokrotnego wykorzystania seksualnego do kurii i po miesiącu nie dostają nawet potwierdzenia, że ich zgłoszenie wpłynęło. A o takim przypadku mogliśmy przeczytać w ostatnich dniach.

 

Spojrzeć ludziom w oczy

 

Od kiedy zaczęły pojawiać się pierwsze raporty z różnych krajów dotyczące skandali seksualnych w Kościele w redakcji DEON.pl poruszamy ten temat regularnie. Staramy się rzetelnie informować i na różne sposoby poruszać sprawę pedofilii wśród duchownych.  Idziemy w ten sposób za wskazaniami papieża, który zwraca uwagę na to, jak ważne jest, żeby praca dziennikarzy pomagała rzucać światło na przestępstwa księży względem dzieci i młodzieży.

 

Nie wszystkim się to podoba. Doświadczamy tego prawie codziennie. A to zadzwoni do nas jakiś ksiądz, który podważa naszą katolickość i zarzuca nam niszczenie Kościoła, a to inny w uniesieniu mówi, że za "plucie na duchownych" osądzi nas Bóg i będziemy się smażyć w piekle, a to jeszcze inny rzuci słuchawką, kiedy próbujemy mu tłumaczyć, że umiarkowany antyklerykalizm i pokazywanie również tych ciemniejszych stron Kościoła, nie są wyrazem służenia siłom ciemności, ale szczerą troską wynikającą z miłości do wspólnoty. Do obraźliwych komentarzy w mediach społecznościowych, maili i wiadomości z mniej lub bardziej zawoalowanymi groźbami zdążyliśmy już przywyknąć. Tak jak do krzyków do słuchawki w stylu "doniosę do waszych przełożonych, tacy ludzie nie mogą pracować w katolickim portalu".

 

Mimo nacisków nie przestaniemy pisać o skandalach. Dlatego numer naszego najnowszego Magazynu będzie poświęcony właśnie temu tematowi (znajdzie się w nim między innymi poruszające świadectwo ofiary pedofilii). W marcu w Krakowie organizujemy debatę na temat wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele. A nasz wydawca (Wydawnictwo WAM) właśnie opublikował książkę Adama Żaka SJ (założyciela i dyrektora Centrum Ochrony Dziecka) "Wierzchołek góry lodowej. Kościół i pedofilia".

 

Robimy to, ponieważ wierzymy, że najważniejsza jest pomoc ofiarom. Robimy to, ponieważ kochamy Kościół i wiemy, że bez zmierzenia się z prawdą coś takiego jak nawrócenie nie ma szansy się wydarzyć. Robimy to w końcu dlatego, żeby móc bez wstydu spojrzeć w oczy ludziom na ulicy i w kościele. Szczególnie tym, których Kościół skrzywdził i pozostawił samym sobie.

 

Piotr Żyłka - redaktor naczelny DEON.pl, współautor "Życia na pełnej petardzie". W 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka "Łobuzy. Grzesznicy mile widziani". Jeden z inicjatorów ruchu społecznego Zupa na Plantach. Jego działania można obserwować na Instagramie i Facebooku.