Godność zakonnicy

Katarzyna Nocuń Katarzyna Nocuń
data26.02.2019 08:50

(fot. cathopic.com)

Widziałam kobiety myjące klasztorne podłogi, pracujące w zakrystii, w parafialnej kancelarii, sprzątające kościół. Jeśli jest to czyjś świadomy wybór, to nic mi do tego.  Jednak jak często kwestie nierówności i wykorzystywania przykrywa się w katolickich rozmowach banałami o służbie, poświęceniu i świętości?

 

Mamy swoją godność i musimy być tego świadome; nie możemy dać się wykorzystywać; musimy same się szanować i nie pozwalać, by nas nie szanowano - tymi słowami matka Jolanta Olech sekretarka generalna Konferencji Wyższych Przełożonych Żeńskich Zgromadzeń Zakonnych kończy wywiad udzielony KAI.  Wcześniej zakonnica przyznała, że w Polsce problem wykorzystywania seksulanego sióstr przez duchownych istnieje od dawna i miała do czynienia z kilkoma tego rodzaju przypadkami.  

               

Pytanie, czy godność i szacunek, o których pisze matka Jolanta Olech, są możliwe bez reformy zakonów żeńskich, zmiany formacji w zgromadzeniach i podejścia do kobiet w Kościele jako takim?

               

O zakonach i zakonnicach wiem mało. Myślę, że nie odbiegam tu od normy nawet wśród zaangażowanych katolików. Żeńskie zakony - zwłaszcza te klazurowe - są niedostępne, zamknięte, na uboczu. Siostry nie głoszą kazań, nie widać ich. Nie ma ich (prawie) w mediach, a jeśli piszą, to raczej ksiązki kucharskie niż artykuły. Dysproporcja między aktywnością zakonnic i zakonników w życiu publicznym uderza. Nie chodzi tu o licytowanie się, kto ma więcej, ale o reprezentację stanowisk, o możliwość nadawania tonu dyskusji także wewnątrz kościoła. To kwestia nagłaśniania takich właśnie tematów, jak molestowanie seksualne - w tym wypadku zakonnic. Media w kościele mogą pełnić podobną rolę, jaką (w założeniu) mają media świeckie, czyli patrzeć władzy na ręce, dostrzegać patologie - po to, by reagować.

 

Postawa skłaniająca innych do szacunku jest trudna do utrzymania w stytuacji, gdy żeńskie zakony, ale też kobiety w hierarchii kościelnej zajmują niską pozycję. Nie mogą głosować na synodach, choć dopuszczeni do tego przywileju czy też prawa zostali bracia zakonni (na synodzie o młodzieży w ubiegłym roku).  Zuzanna Radzik w "Tygodniku Powszechnym" (Kościelne #Metoo) zwraca uwagę, że istotą molestowania seksualnego jest nadużycie władzy. Autorka przywołuje wypowiedź redaktor naczelnej kobiecego dodatku "L'Osservatore Romano" Lucetty Scaraffii, która pisze, że nadużycie to wypływa "z perwersyjnego rozumienia roli kapłana i zła klerykalizacji". Czy możliwe jest więc zapobieganie nadużyciom wobec kobiet bez zmiany struktury władzy w Kościele, bez zrobienia miejsca kobietom, dania im prawa głosu i autonomii?

 

Z dzieciństwa pamiętam tajemnicze postacie w czarnych sukniach i welonach. Pozbawione indywidualnych cech.  Zawsze siadały razem w jednych z pierwszych ławek w kościele. W procesjach też szły razem, ale dalej,  z tyłu, za księżmi, za ministrantami i służbą liturgiczną.  To było zgromadzenie czynne. Widziałam kobiety myjące klasztorne podłogi, pracujące w zakrystii, w parafialnej kancelarii, sprzątające kościół. Jeśli jest to czyjś świadomy wybór, to nic mi do tego.  Jednak jak często kwestie nierówności i wykorzystywania przykrywa się w katolickich rozmowach banałami o służbie, poświęceniu i świętości? Na ile taka postawa i formacja zakonnic wynika z dojrzałego rozumienia służby, a na ile jest wysublimowaną formą manipulacji? Marta Abramowicz w książce "Zakonnice odchodzą po cichu" próbuje zrozumieć, skąd bierze się róznica w funkcjonowaniu zakonów męskich i żeńskich w Polsce. W tych pierwszych można chodzić bez habitów, w drugich  -  nawet dostęp do laptopa wymaga zgody przełożonej.  Wyobrażenie o patologiach w formacjach zakonnych kobiet daje wypowiedź anonimowego spowiednika - podsumowuje, że spowiedzi sióstr są "nieporadne", a same zakonnice  "katują się religijnie, wiarę sprowadzając do obrzędów"; uczone są, że istotą życia zakonnego jest przestrzeganie reguł i tradycji.

 

Do tego dochodzi "wychowywanie" do posłuszeństwa przełożonym - jak w jednej z historii przywołanej przez Zuzannę Radzik we wspomnianym wcześniej artykule. Doris Wagner wstąpiła do zakonu w latach 90 mając 19 lat, gdzie jak mówi "złamano ją" do posłuszeństwa przełożonym. Po pięciu latach pobytu w zakonie została zgwałcona przez męskiego przełożonego domu; potem za jego sprawą stał się jej spowiednikiem. Nie ma spisanych czy choć wypowiedzianych na głos historii wykorzystanych polskich zakonnic. Matka Jolanta Olech pisze o znanych jej "bolesnych" sytuacjach , nie zdradza nic więcej. Tymczasem za tą tajemnicą kryje się niewyobrażalne cierpienie kobiet, którym najpierw odebrano wewnętrzną siłę do samostanowienia (nazywając to cnotą), a potem wykorzystano i zostawiono bez realnej pomocy, bez wymierzenia sprawiedliwości sprawcy i bez zadośćuczynienia za jej krzywdę. 

               

Według matki Jolanty Olech problem ma szersze tło i wiąże się z ogólnym stosunkiem do kobiet w naszym społeczeństwie, ze skalą "molestowania" w naszym kraju. Papież Franciszek w podróży powrotnej z pieglrzymki do Zjednoczonych Emiratów Arabskich przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że "ludzkość nie dojrzała", a kobieta jest uważana "za osobę drugiej kategorii". Błędem byłoby jednak traktowanie tych ocen jako zachęty do bierności w myśl zasady:  najpierw musi zmienić się świat, żeby mógł zmienić się Kościół. Zwłaszcza, że silna hierarchizacja, dominacja mężczyzn w połączeniu z formacją religijną pozbawiającą jednostkę władzy nad sobą sprzyjają skrajnym formom nadużyć - przypadkom "seksualnego niewolnictwa" w Kościele, o których mówił papież Franciszek.

               

Żeby było jasne. Nie jest to cała prawda o żeńskich zakonach, ale jej najbardziej mroczna część. Do zgromadzeń - w tym do kontemplacyjnego poszły trzy - cztery dziewczyny, z bliższego lub dalszego mojego otoczenia.  Nie mam wglądu w ich życie, ale ze spotkań już po wstąpieniu przez nie do zgromadzeń odczucia miałam jak najbardziej pozytywne, towarzyszące kontaktowi z osobami spełnionymi, które znalazły swoje miejsce w życiu.  O mrocznych stronach trzeba jednak pisać i wyciągać je na światło dzienne. To w cieniu mieści się bowiem realne cierpienie najbardziej bezbronnych.

 

 

Katarzyna Nocuń - dziennikarka, redaktorka. Interesuje się polityką zagraniczną i reportażem