Cud zapowiedziany przez proroka

Zygmunt Kwiatkowski SJ Zygmunt Kwiatkowski SJ
data07.03.2019 09:00

(fot. Pakhnyushchyy / depositphotos.com)

Wierzymy przecież w spełnienie się biblijnych proroctw, a skoro tak, to byłby to również imperatyw do działania zgodnie z wymogami wiary.   

 

Chodzi o Deklarację sprzed zaledwie kilku tygodni, którą wspólnie podpisali papież Franciszek i wielki imam uniwersytetu Al Azhar, Ahmed el-Tayeb. Czytając w jej zakończeniu, że obaj jej sygnatariusze wyrażają pragnienie, aby "wyrażała ona symbol serdecznego uścisku pomiędzy Wschodem i Zachodem, Północą i Południem" nie można się oprzeć wrażeniu, że ten historyczny akt pięknie zabrzmiał w kontekście spektakularnej wizyty, którą odbył papież na Półwysep Arabski i na tym skończyła się jego misja, czyli innymi słowy, że trafił do lamusa. Żeby nie brzmiało to jednak zbytnio po laicku, może lepiej byłoby powiedzieć, że trafił do limbusa (limbus puerorum, czyli otchłań przeznaczona dla nieochrzczonych dzieci). W każdym razie, jej podniosłe zakończenie brzmi jak wołanie o cud, podobny do tego o jakim mówi prorok Izajasz: "wilk będzie gościem jagnięcia, a lampart będzie leżał obok koźlęcia, cielę i lwiątko, i tuczne bydło będą razem, a mały chłopiec je poprowadzi" (Iz 11, 6).

 

Światowe media na ogół "nie dostrzegły" tego wydarzenia. Ciekawe dlaczego, bo przecież jego przekaz jest rewelacyjny, szczególnie dla tych, którzy entuzjazmują się poszukiwaniem dróg do zapewnienia światowego pokoju, solidarnością międzyludzką i poszerzaniem sfery otwartości międzykulturowej. Było trochę reakcji pozytywnych, szczególnie po katolickiej stronie, ale sporo było również głosów krytycznych, szczególnie u nas, w Polsce. Mam wrażenie, że w dużej mierze wynikały one z pewnego nieporozumienia, któremu warto się przyjrzeć, aby szlachetny apel o "ludzkie braterstwo dla pokoju na świecie i zgodne współistnienie", nie został zdyskredytowany i odrzucony, jak coś co nie ma dla nas wartości.  

 

Ze strony chrześcijańskiej powtarzała się czasem na przykład zupełnie bezzasadna krytyka, że rzeczona Deklaracja "nie posiada ducha misyjnego". Ale przecież absurdem byłoby oczekiwać, żeby wspólna Deklaracja z muzułmanami była dziełem apologetyki chrześcijańskiej. Mamy tutaj przecież do czynienia z porozumieniem, manifestującym wspólną wolę budowania świata po bratersku, chroniąc go wspólnie przed konfliktami zbrojnymi i różnymi formami niesprawiedliwości i wyzysku.

 

Istotne jest to, że po raz pierwszy mówi się o wierze religijnej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej, jako inspiracji do podjęcia się wspólnej misji ratowania świata przed pogłębiającym się kryzysem cywilizacyjnym.  Wiara religijna, zarówno ta muzulmańską jak i ta chrześcijańska ma być strażniczką i promotorką tego porozumienia na gruncie praktycznym, zarówno w wymiarze państwowym jak i międzynarodowym, uznając gwałt i terror jako akty bluźnierstwa, a nie szczerej wiary w Boga.

 

Szczególnie krytykowany był passus, który mówił, że "wolność religijna jest prawem każdej osoby: każdy jest obdarzony wolnością wyznania, myśli, wyrażania jej i praktykowania. Pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej Woli Boga. I z Bożej Mądrości wypływa prawo do wolności wyznania oraz wolność w różnieniu się pomiędzy sobą. Dlatego odrzuca się wszelkie próby zmuszania ludzi do przyjmowania określonej religii oraz kultury, podobnie jak narzucenie jednego modelu cywilizacji, którego inni nie akceptują".

 

Widziane to było przez niektórych krytyków jako przykład relatywizowania prawdziwej wiary, ponieważ nie zostało jasno i wyraźnie powiedziane, że pełnię prawdy posiada tylko religia katolicka. Istotne jest jednak, aby strzec się nieporozumień i nie mieszać wolności wyznawania religii (każdej religii), z osądem odnośnie jej prawdziwości, ze względu na jej zawartość doktrynalną, bo zrozumiałą jest rzeczą, że dla każdego wyznawcy jego religia posiada status szczególnego uprzywilejowania.

 

Braterstwo pomiędzy wyznawcami różnych religii nie może polegać w żadnym wypadku na ustawowym przyznaniu jednej z nich szczególnego prestiżu, wynosząc ją ponad inne, bo byłoby to faworyzowaniem jednej grupy wyznaniowej, a poniżaniem innej i stałoby się to przyczyną napięć i konfliktów, nie mówiąc o tym, że w pierwszym rzędzie godziłoby to w godność ludzką.

 

Nie można też uznać, że właściwym rozwiązaniem byłoby "demokratyczne" przyznanie każdej religii statusu jednakowej "prawdziwości", uważając każdą za jednakowo zbawczą, bo przecież równałoby się to stwierdzeniu, że żadna z nich nie jest prawdziwa i do żadnej nie można mieć zaufania. Kłóciłoby się to z jakimkolwiek sensownym rozumieniem prawdy i zbawienia i miast służyć człowiekowi, godziłoby to w jego ludzką godność, wprowadzając chaos w jego rozumienie życia i brak klarowności w jego motywy działania. Zasadą musi być szacunek dla wiary każdego człowieka, z jednoczesnym zastrzeżeniem, właśnie takim jakie proponuje Deklaracja z Abu Zabi, aby nie była to religijność agresywna, o cechach fundamentalistycznego ekskluzywizmu i usprawiedliwiająca czy wręcz inspirująca do fanatyzmu religijnego.

 

W ten sposób miast być zarzewiem sporów i konfliktów, religia stałaby się istotnym czynnikiem wspierającym ONZ-owską deklarację o prawach człowieka, umacniając ją przesłankami opierającymi się na wierze w Boga. Sygnatariusze Deklaracji wspólnie bowiem stwierdzili, że wśród najpoważniejszych przyczyn kryzysu współczesnego świata znajduje się znieczulenie ludzkiego sumienia oraz oddalenie się od wartości religijnych.

 

Żeby należycie docenić wagę tej Deklaracji, należy przypomnieć sobie fakt, że przeżywany przez nas światowy kryzys związany z terroryzmem i tzw. Państwem Islamskim, ma związek z fanatycznie przeżywaną i fundamentalistycznie rozumianą religią muzułmańską. Deklaracja z Abu Zabi natomiast definitywnie się od tego odżegnuje, twierdząc, że tak pojmowana religijność jest bluźnierstwem wobec Boga, co jest znaczącym krokiem, prowadzącym do rzeczywistego porozumienia pomiędzy naszymi religiami.

 

To wszystko każe nam patrzeć na podpisanie tej Deklaracji jako na bardzo ważne wydarzenie, które może rzeczywiście stanowić początek nowej ery we wzajemnych stosunkach pomiędzy chrześcijaństwem a islamem, a wówczas, trudno jest wprost przecenić znaczenie takiego porozumienia dla losów świata, na którym wspólnie żyjemy. Choć brzmi to trochę jak cytowanie cudów zapowiadanych przez proroka Izajasza dla ery mesjańskiej, nie jest niczym dyskredytującym tę Deklarację, bo wierzymy przecież w spełnienie się biblijnych proroctw, a skoro tak, to byłby to również imperatyw do działania zgodnie z wymogami wiary.   

 

 

Zygmunt Kwiatkowski SJ - jezuita, misjonarz, spędził 30 lat w Egipcie, Libanie i Syrii