Chrystus w Tyńcu przychodzi w niedzielę

ks. Tomasz Szałanda ks. Tomasz Szałanda / DEON.pl
data01.03.2019 15:00

(spotkanie OD-nowa, przemówienie Michelle Moran, fot. Barbara Grudzień)

Tak naprawdę jednak Chrystus przywitał mnie w niedzielę, by w następną pożegnać. Wchodząc po raz pierwszy na teren tynieckiego opactwa, w bramie, na kamieniach klęczał Żebrak. Nie rozpoznałem Go.


Kurs formacyjny dla liderów Katolickiej Odnowy Charyzmatycznej 2019. Określony porządek dnia: eucharystia, śniadanie, modlitwa uwielbienia, trzy konferencje, obiad, chwila oddechu, adoracja, konferencja, wieczorne modlitwy. Tak to wyglądało "na papierze". Jednakże to, co wydawało mi się "zwykłym" kursem w charyzmatycznym temacie, przestało nim być dla mnie już na samym początku. 

 

Codziennie bowiem pojawiała się we mnie jakaś intensywna myśl, która świdrowała moje serce, która prowadziła mnie w obszary kompletnego zdziwienia wobec spraw, o które nigdy nie pytałem siebie i nigdy jeszcze pytany nie byłem. Już pierwszego dnia, w niedzielę wieczorem przed mszą myśl pierwsza: "Czy ty w ogóle we Mnie wierzysz?". Kiedy na "dzień dobry" pojawia się tego rodzaju pytanie, to kończy się "kurs", a zaczyna swego rodzaju "wejście do otchłani", uświadamianej mi, że ona jest również we mnie.

 

I tak było przez kolejne dni: poniedziałek - "Jesteś Moim osłem, na którym wyjeżdżam do Jeruzalem", wtorek - "Po co Mi twoje miłosierdzie?", środa - "Doprowadzę cię do bezsensu jak Abrahama", czwartek - "Kiedy pod twoimi stopami pęka ziemia, Ja tam jestem", piątek - "Największej samotności doświadczysz w tłumie. Skała już pęka", sobota - "Ze skrzydeł orła, Ja - EL SZADDAJ - buduję gniazda". I to był dla mnie niezwykle ważny czas spotykania z Bogiem, który w tak wyrazistym słowie już pierwszego dnia przyszedł w Tyńcu do mnie w niedzielę.


Przyszedł do nas Chrystus po pierwszych nieszporach niedzielnych - w sobotę po zachodzie słońca, kiedy nas posłał do krakowskiego kościoła św. Brata Alberta, gdzie tłumy krakowian po modlitwie i wysłuchaniu świadectw świadomie oddawały swoje życie Chrystusowi, wybierając Go jako jedynego Pana, jedynego Boga i jedynego Zbawiciela.


Przychodził w stu pięćdziesięciu jeden osobach z kraju i zagranicy, kiedy wspólnie modliliśmy się, rozmawialiśmy, piliśmy kawę, szliśmy na spacer. Również kiedy słuchaliśmy Go, jak mówił przez tych, których On sam, osobiście do nas posłał: Jima Murphy’ego, Christofa Hembergera i Michelle Moran, wzywając nas od niedzieli: "Kochajcie Kościół", "Służcie Mu", "Miłość Kościoła wymaga złamanego serca", "Niech wasze serca pękają z bólu z braku jedności", "Odnowa jest mocna tam, gdzie jest mocny Kościół", "Używajcie charyzmatów tak, by nie tłuc ludzi po głowie", "Nie ma sensu być uczniem bez misji", "Bądźcie ludem nieustannej Pięćdziesiątnicy", "Przebudzenie zaczyna się na twoich (ugiętych) kolanach", "Najpierw Biblia, potem śniadanie".


Od niedzieli widziałem Go również w dwóch Niezwykłych: w zakrystii w Bracie Romanie i w Domu dla Gości w Bracie Łukaszu. Służyli nam po cichu, cierpliwie, dyskretnie, na sto procent.

 

To wszystko, co się działo podczas Kursu, było ważne, nam i Kościołowi, którym jesteśmy - potrzebne, a dla mnie osobiście - oczyszczające i wzmacniające. Tak naprawdę jednak Chrystus przywitał mnie w niedzielę, by w następną pożegnać. Wchodząc po raz pierwszy na teren tynieckiego opactwa, w bramie, na kamieniach klęczał Żebrak. Nie rozpoznałem Go. Nie miał na sobie łachmanów, nie śmierdział, był pięknie siwy, w czarnych spodniach i płaszczu. Miał malutki stołeczek, który pozwalał mu długie godziny na zgiętych kolanach milcząco prosić o jałmużnę. Ciągnąc za sobą walizkę, kiedy przechodziłem obok Niego, powiedziałem bezsensownie "dzień dobry" i poszedłem dalej. Wieczorem myślałem o Nim długo. Nawet do Niego poszedłem, ale już Go nie było.

 

Szukałem Go kilka następnych dni - bez rezultatu. Odszedł z moim chrześcijańskim "dobrym słowem". W niedzielny poranek, w dzień wyjazdu, pomagając jednemu z Braci zanieść walizkę do samochodu, spotkałem Go znowu. Czekał na mnie. Nic nie miałem w kieszeni. Milcząco przeszedłem obok, potem szybko do pokoju po portfel i z powrotem do Niego, żeby nie odszedł, żeby nie zniknął jak w ostatnią niedzielę. Poprosiłem Go, żeby przyjął ode mnie wsparcie, zrobiłem krzyżyk na czole: "Niech Pana Bóg błogosławi" i szybko odszedłem, ale On i tak widział złamane serce i łzy.


Boża Wspólnota krakowska "Głos na Pustyni" wraz z liderem, moim Bratem w Chrystusie Karolem Sobczykiem, zadbali o nas wspaniale pod każdym względem: i duchowym, i formacyjnym. Dla mnie jednak zrobili coś wyjątkowego: pokazali Najważniejszego - Chrystusa, który w Tyńcu przychodzi w niedzielę w czarnym płaszczu, klęcząc wiele godzin na kamiennym bruku.

 

 

ks. dr hab. Tomasz Szałanda - kapłan archidiecezji warmińskiej, wykładał homiletykę w WSD w Elblągu i Pieniężnie, autor kilku książek i kilkudziesięciu artykułów z zakresu demonologii, mariologii i homiletyki. Od 2000 r. proboszcz parafii w Stawigudzie