"Bóg, który chce, by te dzieci żyły jak szmaty"

Karol Wilczyński Karol Wilczyński
data01.03.2019 09:00

(fot. Sony Pictures Classics / youtube.com)

Są wydarzenia, które uświadamiają, jak wielka jest skala cierpienia wokół nas. Są rzeczy, których zło przekracza nasze wyobrażenia. Aż trudno uwierzyć, że mógł do nich doprowadzić sam człowiek. Czy jest to zło, którego chce Bóg?

 

Twierdząca odpowiedź na to pytanie może oburzyć wierzących - zarówno katolików, jak i muzułmanów. W najnowszym filmie Nadine Labaki pt. "Kafarnaum" taką odpowiedź daje jednak 12-latek, którego życie jest jednym wielkim pasmem nieszczęść. Labaki wkładając w usta chłopca takie pytanie, zmusza do refleksji.

 

Cierpienia niektórych nie da się uśmierzyć, nie ma na nie środków przeciw bólowych. Plastry tzw. "pomocy humanitarnej" są jak plaster na krwawiącą ranę.

 

Ostatnie miejsce

 

Choć wiele wskazuje, że z roku na rok jest coraz lepiej: na świecie jest coraz mniej konfliktów, mniej głodu, mniej analfabetyzmu, to są miejsca, do których ta "dobra nowina" dobrobytu nie dociera. Karol de Foucauld - człowiek, który zrozumiał, jak wielkim złem jest kolonializm i sojusz Kościoła z mocarstwami europejskimi - nazywał takie miejsca "ostatnimi", a Słowo Boże prowadziło go do podjęcia radykalnego kroku rozpoczęcia życia wśród tych, którzy zamieszkują to ostatnie miejsce. Wyjechał na wiele lat do małej miejscowości na środku pustyni, by żyć z tymi, których wyrzucono na margines życia wśród francuskich katolików i arabskich muzułmanów - Tuaregów z Tamanrasset.

 

"Czy Bóg chce, by te dzieci żyły jak szmaty?" - to pytanie noszę w sobie od czasu obejrzenia "Kafarnaum".

 

Cierpienie niewinnych

 

Zajn ma 12 lat, ale zdążył już brutalnie zaatakować człowieka i teraz odsiaduje karę za przestępstwo. Poznajemy go w sądzie, jednak w nieoczekiwanej roli. Nie jest pozwanym, ale powodem - oskarża swoich własnych rodziców. Ich winą jest to, że go spłodzili i powołali go do życia.

 

Zajn gra Libańczyka, jedno z wielu dzieci ubogiej rodziny chrześcijan wykluczonej poza nawias bogatej społeczności Bejrutu, stolicy kraju. Jedno z wielu dzieci, które nie ma żadnych dokumentów, nie posiada aktu urodzenia, nie chodzi do szkoły i musi chodzić do pracy jako najstarsze z rodzeństwa. Labaki pokazuje jednak o wiele więcej problemów, którymi muszą mierzyć się nieletni w tej części świata - małżeństwa dzieci, życie imigrantów mieszkających w slumsach, ogrom biedy i wykluczenia dotykającego Liban, którego wskaźniki gospodarcze i tak są wyższe niż wielu krajów w regionie.

 

Labaki i wykluczeni

 

Film Labaki był pierwszym, po którym widziałem jak wiele osób w kinie płakało. Wciśnięci w fotele widzowie nie mogli się ruszyć, podobnie jak ja. Wielu komentatorów zarzuciło reżyserce, że zrobiła typowy "poverty porn" - film, który ma poruszyć bogatych widzów z pierwszego świata, a przy okazji przynieść jej sławę.

 

Problem z taką interpretacją polega na tym, że Labaki dobrze zna świat, który przedstawiła. Jeszcze lepiej znają go aktorzy: Zajn, odtwórca głównej roli, syryjski uchodźca. Zna go Yordanos Shiweraw, uchodźczyni z Erytrei, grająca rolę tzw. nielegalnej imigrantki. Zna go wreszcie niemowlę, Boluwatife Treasure Bankole, dziecko tzw. nielegalnych imigrantów, w filmie wcielające się w rolę dziecka sprzedanego na bazarze.

 

To, że ci ludzie zagrali w filmie Labaki, nie wyrwało ich z ostatniego miejsca, może poza Zajnem, który z rodzicami trafił do Norwegii. Yordanos przebywa obecnie w obozowej otchłani we Francji, kolejny miesiąc czekając na decyzję o przyznaniu azylu. Niespełna dwuletnia Boluwatife po zakończeniu produkcji została deportowana z mamą do Kenii, podczas gdy jej tata - Nigeryjczyk - trafił do swojej ojczyzny. Ludzi z ostatniego miejsca można traktować jak szmaty, nawet jeśli zagrali w oscarowym filmie. Decyzja urzędnika jest ważniejsza niż rodzinne więzy. 

 

Fot. Nadine z mężem, Khaledem Mouzanarem i Zajnem podczas ceremonii wręczenia Oskarów (PAP/EPA/ETIENNE LAURENT)

 

"Bóg chce, żebyśmy żyli jak szmaty" - krzyczy w kluczowej scenie na sali sądowej Zajn, syn biedaków i analfabetów. Labaki trafia w samo sedno: miliony dzieci są skazane na cierpienie i ubóstwo bez szansy poprawy swojego losu. Od początku będą żyć w głodzie, nie wiedząc o tym, co to jest łazienka, szkoła czy słodycze. Będą posyłane do ciężkiej pracy fizycznej, wydawane za mąż po pierwszej miesiące, umierać w uwłaczających godności warunkach.

 

Sprawa, którą Zajn wytoczył rodzicom i zarzut, który postawił Bogu tak naprawdę dotyczy nas wszystkich. Nie umiem odpowiedzieć na zarzuty stawiane Bogu przez Zajna. Mogę jednak powiedzieć, że sprawa dotyczy innego boga - bożka obojętności, który nie pozwala nam myśleć o innych. To my, nasz brak wrażliwości na tych, którzy zajmują ostatnie miejsce, sprawia, że są ludzie, którzy "żyją jak szmaty".

 

Nie musimy "zajmować ostatniego miejsca" niczym Karol de Foucauld, by zmienić tę sytuację. Każdy z nas ma swoje własne środki, by wyjść do wykluczonych, wesprzeć ich, pomyśleć o tych, o których wolimy na co dzień zapominać. Przede wszystkim - zmienić swoje myślenie tak, by na pierwszym miejscu stawiać interes wykluczonych, nie nasz własny.

 

Labaki przypomina nam o tym w sposób, w jaki nie zrobił tego dotychczas nikt inny.

 

Children Tribute

I know how difficult your paths have been my beautiful little heroes. No matter where your life will take you next I hope your choices will allow you to be the best version of who you are. Thank you for being part of our life. Your smile is our biggest achievement. Thank you Fares Sokhon Jennifer Haddad Sara Harakat for capturing those moments. Thank you Bruno Tabbal for your beautiful edit. #Capharnaum #Capernaum Sony Classics Picturehouse Gaumont Capernaum Khaled Mouzanar

Opublikowany przez Nadine Labaki Niedziela, 17 lutego 2019

 

Karol Wilczyński - redaktor portalu DEON.pl. Prowadzi projekt "Przyjąć przybysza". Współtwórca islamistablog.pl oraz inicjatywy Rethinking Refugees. Pisał reportaże z Syrii w 2017 roku