Lady Gaga i Bradley Cooper - czyli narodziny prawdy

ks. Wojciech Koladyński ks. Wojciech Koladyński
data02.03.2019 09:00

(fot. Lady Gaga / youtube.com)

Ten moment gali, warto ocalić na dłużej - moment artystycznie i emocjonalnie czysty i piękny.

 

Choć - przynajmniej niektórym - ceremonia rozdania Oscarów przysporzyła pewien zawód w postaci braku nagród dla "Zimnej wojny", to jest jeden moment gali, który warto ocalić na dłużej - moment artystycznie i emocjonalnie czysty i piękny: duet Bradleya Coopera i Lady Gagi, którzy wyśpiewują (docenione przez Akademię) "Shallow" z "Narodzin gwiazdy". Jeśli ktoś filmu jeszcze nie widział, to naprawdę warto - to mnóstwo dobrych wrażeń, pięknych kadrów i przede wszystkim kawał świetniej muzyki, ze wspomnianym "Shallow" na czele.

 

Sama już piosenka jest po prostu świetna - a jej filmowy kontekst pozwala na zupełnie musicalowe interpretacje. Oto na parkingu, w najprostszej intymnej sytuacji - noc, siedzenie na parkingu i rozmowa z nowo poznaną bratnią duszą - Ally (Lady Gaga) podśpiewuje fragment piosenki, która rodzi się w jej sercu: "Powiedz chłopaku, czy nie jesteś zmęczony, gdy próbujesz wypełnić tę pustkę? Czy może potrzebujesz czegoś jeszcze?". To nie tylko pytania rzucone w ową noc, ale wyśpiewane do Jacksona (Bradley Cooper) - który pustkę w sercu wypełnia alkoholem i stara się zagłuszyć tęsknoty, którymi pulsuje jego życie. Z tego szkicu (Ally na parkingu dzieli się też pomysłem na refren) powstaje duet, którego koncertowe wykonanie rozpoczyna niezwykłą sceniczno-życiową przygodę obojga bohaterów w filmie. Oto oboje zaczynają - muzyką i miłością - wzajemnie nadawać sens codzienności. Filmowe nagranie robi ogromne wrażenie - głównie za sprawą możliwości głosowych Lady Gagi i emocjonalnego ładunku całej piosenki. Ale filmowe sceny stają się ledwie preludium do szerszego spojrzenia na rzeczywistość stworzoną przez ten duet.

 

 

Wiele emocji wzbudziło nagranie z koncertu Gagi z Las Vegas w końcu stycznia - wokalistka zaprosiła Coopera do wspólnego wykonania "Shallow" i tych kilka muzycznych minut potwierdziło, że spotykamy coś więcej niż (nawet bardzo dobrą) piosenkę napisaną do filmu. Emocje, wokal - wszystko zabrzmiało tak dobrze jak w "Narodzinach gwiazdy", może nawet lepiej, wszak wykonania live mają ten niezwykły, niemal nieuchwytny urok. I właśnie ten koncertowy występ był niejako zwiastunem do tego, co wydarzyło się w oscarowy wieczór.

 

O Oscarach (i nagrodzie, i gali) mówi się wiele - ale warto odłożyć na bok stereotypy i uprzedzenia, żeby nie przeoczyć czegoś, co jest po prostu cenne i potrzebne - a na pewno takim momentem był występ Gagi i Coopera. Utwory nominowane w kategorii "Najlepsza piosenka" są wykonywane na gali na żywo, co staje się czasem bolesnym egzaminem - bywa, że nie wszystko brzmi tak dobrze, jak w studiu, że brakuje emocji; nieraz piosenki po prostu się nie bronią poza filmowym kontekstem. "Shallow" w oscarowej wersji zyskuje jednak jeszcze więcej piękna i niezwykłej wartości. Zespół jest ukryty, na scenie jedynie fortepian. Wchodzą oni - i zapatrzeni w siebie zaczynają na nowo opowiadać tę historię oddalania się od mielizny, bo nagle ktoś zaczyna nadawać sens życiu. Ostatnie wersy wyśpiewują do jednego mikrofonu, bardzo intymnie, jakby nie było całego świata dookoła nich. Nic dziwnego, że plotkarskie portale z upodobaniem szukały między Gagą a Cooperem romansu - tak wiele się dzieje w dźwiękach i pomiędzy nimi. Ale to nie urojony romans jest siłą tego wykonania, ale prawda, która rodzi się wtedy, gdy spotykają się dwa serca, które po prostu chcą razem zrobić coś pięknego. Nagle słowa piosenki nie są tylko dialogiem między Ally i Jacksonem, ale nabierają wymiaru zupełnie szerokiego, uniwersalnego - sporo osób szuka tam echa akcji #MeToo, inne widzą po prostu spełnienie własnych tęsknot i nadziei. Naprawdę fantastyczny jest Bradley Cooper, który w całym tym projekcie (i filmowo, i scenicznie) daje miejsce Lady Gadze, tworzy przestrzeń, w której może ona rozwijać skrzydła i pokazać się z nowej strony. Ale i ona jest piękna w tym, że wciąż chce, by Bradley był częścią tego przedsięwzięcia - nie tylko dlatego, że on był początkiem i inspiracją (zupełnie tak samo jak w filmie), ale dlatego, że siła tkwi w spotkaniu, w byciu razem; dlatego, że przyjaźń pozwala wspólnie odkrywać zupełnie nieznane cudowne krainy.

 

Niewiele ostatnio widziałem (słyszałem) tak prawdziwych duetów - siłą tego wykonania jest pewność, że Drugi nie jest jedynie dodatkiem, dzięki któremu ja mam błyszczeć. Spotkanie, to najprawdziwsze, ma sens wtedy, gdy nawzajem ocalamy w sobie najpiękniejsze rzeczy, gdy dodajemy sobie odwagi - wtedy opowiadanie o nawet najbardziej intymnych tęsknotach nie jest straszne, ale dodaje sił, by z owymi tęsknotami się mierzyć. Tak rodzi się prawda - a entuzjastyczne reakcje na oscarowy występ Lady Gagi i Bradleya Coopera są dowodem, jak bardzo takiej prawdy spotkania nam wszystkim potrzeba.

 

 

ks. Wojciech Koladyński - zakochany w Panu Bogu ksiądz archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej. Badacz-amator popkultury, miłośnik polskiej muzyki. Szczęściarz. Prowadzi bloga księdza.pl