Zamienić nowy sezon "Narcos" na trochę starszy sezon Ewangelii

Michał Zalewski SJ Michał Zalewski SJ
data12.03.2019 09:00

(fot. hunsplash.com)

Jeśli Netflix potrafi nam skasować 5 godzin z całego dnia, znaczy to po prostu, że zdolność odizolowania się od świata mamy opanowaną do perfekcji. Wystarczy tylko zamienić nowy sezon "Narcos" na trochę starszy sezon Ewangelii. Albo Tindera na Modlitwę w drodze

 

Nie należy działać bez planu. Niby proste, a jednak w kulturze wynoszącej spontaniczność do rangi cnoty trochę zapomniane. Staranne zaplanowanie, w jaki sposób chce się dojść do wyznaczonego sobie celu, nie stanowi jeszcze połowy sukcesu, ale na pewno jest rozsądnym punktem startowym. Dlatego jezuici co jakiś czas wyznaczają sobie tzw. preferencje apostolskie, czyli wybrane obszary działalności, które w danym czasie uważają za szczególnie ważne i na których powinien skupić się cały zakon. Cel od zawsze był ten sam - przybliżać Boga ludziom zaplątanym w różne wariactwa współczesnego im świata. Nie byłoby jednak błyskotliwe, gdyby przez setki lat robić to za pomocą ciągle tych samych środków - nawet najbardziej hardcorowi chrześcijanie mogliby nam w końcu dać kopa (może oprócz tradycjonalistów, ale oni akurat i tak nas nie lubią). Na nowe czasy potrzebne są nowe metody.

 

Jedną z preferencji wyznaczonych właśnie na nowe czasy jest promowanie Ćwiczeń Duchowych oraz praktyki duchowego rozeznawania. Przyznaję, nie brzmi to jakoś turbomedialnie i może sugerować, że chłopcy w sutannach okopali się na pozycjach 500 lat starszych od Zuckerberga i ciągle strzelają z tych samych, dawno już zużytych armat. Nic bardziej mylnego. Rzecz bowiem w tym, że chrześcijaństwo w wersji 21st century też ma swoje za uszami - zbyt często jest płytkie, emocjonalne i eventowe, przepuszczone przez popkulturową maszynkę do mielenia treści i przylukrowane jak sentencje Paolo Coelho. Ćwiczenia Duchowe i praktyka rozeznawania mogą być sposobem wprowadzenia kultury głębi w nasze doświadczenie wiary. W ten sposób każdy, kto zechce podjąć wysiłek, może zostać mistrzem medytacji i życia duchowego, rozwijając też umiejętność codziennej mądrości i prostoty bycia.

 

Rekolekcje według Ćwiczeń Duchowych św. Ignacego z Loyoli to niełatwa rzecz. Nie da się ich odprawiać na szybko i z głową pełną innych spraw, wymagają radykalnego odcięcia się od otaczającego świata. Ale, wbrew pozorom, wcale nie jest to chyba aż tak karkołomne - jeśli Netflix potrafi nam skasować 5 godzin z całego dnia, znaczy to po prostu, że zdolność odizolowania się od świata mamy opanowaną do perfekcji. Wystarczy tylko zamienić nowy sezon "Narcos" na trochę starszy sezon Ewangelii. Albo Tindera na Modlitwę w drodze (tak, jest taka apka, pobierz i sam zobacz).


Ćwiczenia Duchowe uczą odkrywania w świecie śladów Bożej obecności. Uczą trochę pod prąd, bo trudno w zalewającej nas rzece chaosu, absurdu i ludzkiej głupoty dostrzegać jeszcze jakąkolwiek świętość. Można się jednak dzięki Ćwiczeniom nauczyć takiego spojrzenia na świat, które sięga poza codzienne doświadczenia i pozwala na nowo odkrywać gubione przez nas często poczucie sensu i celu. Nie chodzi tu o religijne różowe okulary, pomagające oswoić się z trudnościami życia. Chodzi o taki stan ducha, przy którym różowych okularów po prostu nie potrzeba.


Duchowe rozeznawanie, obok Ćwiczeń wymienione w pierwszym punkcie apostolskich preferencji jezuitów, to kolejne narzędzie ignacjańskiej duchowości, które chcemy rozpowszechniać w Kościele. Jednak również ono nie należy do rzeczy łatwych. Wielu ludzi - nieraz uduchowionych i mądrych - bierze za rozeznawanie coś, co nim zwyczajnie nie jest. Sam mieszkałem kiedyś we wspólnocie, w której przez pół roku "rozeznawaliśmy", jaki samochód chcemy kupić z odzysku, aż w końcu przełożony wkurzył się i kupił go sam. I dobrze zrobił.


Rozeznawanie to nie sposób na świętobliwe odwlekanie trudnych decyzji. Nie chodzi w nim też o niekończące się deliberacje z dymem kadzideł i kolejnymi dziesiątkami różańców. Ma ono być codzienną metodą w zmaganiu się z wyzwaniami stawianymi przez rzeczywistość. Metoda ta wymaga jednak głębokiej kultury duchowej. Człowiek rozeznający to taki, który potrafi patrzeć na świat w sposób ewangeliczny, wiedząc przy tym, że od niemal każdej jego decyzji zależy praktyczna realizacja przykazania miłości w świecie. Umiejętność rozeznawania to nic więcej jak proste ukierunkowanie na miłość, a także odwaga i kompetencja w chrześcijańskim podążaniu za wymogami tej miłości.


Na koniec pozostaje pytanie - co te jezuickie preferencje mogą w praktyce dać Kościołowi, zwłaszcza temu w Polsce? Myślę, że dzisiaj mogą dać bardzo wiele. Ćwiczenia Duchowe pomagają w odkrywaniu w świecie Bożej obecności, której Kościół jako instytucja jest zbyt często marnym świadkiem. Tam, gdzie przez zaniedbania i grzechy Kościoła - dzisiaj szczególnie w kwestii nadużyć seksualnych - wielu przeżywa kryzys katolickiej tożsamości, pogłębiona przez Ćwiczenia relacja z Bogiem może pomóc przez ten kryzys przejść bez utraty wiary i poczucia przynależności do Kościoła.


Również reprezentujący kościół księża i zakonnicy mogą dzięki praktyce Ćwiczeń ciągle przypominać sobie, że dobro wiernych zawsze stoi ponad pokrętnie rozumianym dobrem instytucji. Ignacjańska umiejętność rozeznawania ułatwi im też uczciwe i odpowiedzialne podchodzenie do spraw, które dla losów polskiego katolicyzmu mogą być w najbliższych latach decydujące.
 

Michał Zalewski - jezuita, absolwent filozofii na Uniwersytecie Śląskim oraz kulturoznawstwa na Akademii Ignatianum. Mieszka w Warszawie