Benedykt XVI o wykorzystywaniu seksualnym. Pomaga czy przeszkadza?

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
data15.04.2019 09:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

Benedykt XVI niespodziewanie opublikował artykuł poświęcony kwestii pedofilii w Kościele. Według jednych, chce pomóc Franciszkowi w walce z nadużyciami seksualnymi duchownych. Według innych krytykuje go. Warto dostrzec, na co kładzie nacisk w swoim eseju.

 

Zachowujący niemal całkowite milczenie emerytowany papież Benedykt XVI uznał, że powinien zabrać publicznie głos w pewnej sprawie. 11 kwietnia br. w kilku miejscach i w kilku językach równocześnie opublikowany został jego tekst zatytułowany "Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego". Niemal natychmiast został on zinterpretowany na wiele - w tym również skrajnie różnych - sposobów, od uznania go za mocne i zdecydowane wsparcie dla działań obecnego Następcy św. Piotra aż po traktowanie eseju jako uderzenie we Franciszka i pójście w sukurs jego najgorliwszym krytykom.

 

Benedykt XVI: Kościół a skandal wykorzystywania seksualnego [CAŁY TEKST] >>

 

Wśród komentatorów można dostrzec zapędy do ogłaszania światu, co czcigodny Autor miał na myśli, a światowe media skupiają się głównie na postawionej przez Benedykta XVI tezie, że poważnym źródłem kryzysu, który tak dotkliwie doświadcza Kościół katolicki na całym świecie, była rewolucja seksualna lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Nie zabrakło w reakcjach na tekst papieża emeryta powoływania się m. in. na słynny raport ze stany Pensylwania, który wskazuje na istnienie bardzo poważnego problemu znacznie wcześniej.

 

Można oczywiście dyskutować z diagnozami formułowanymi przez Benedykta XVI co do przyczyn popełniania przez duchownych tak strasznych nadużyć wobec bezbronnych nieletnich. Można dopatrywać się intencji, jakie nim powodowały, gdy decydował się na upublicznienie swojego głosu w gorącej wciąż sprawie. Trzeba jednak przede wszystkim potraktować z całą powagą jego własne słowa. Papież emeryt stwierdził otwarcie, że w związku z watykańskim szczytem przewodniczących episkopatów z całego świata zadał sobie pytanie, co on mógłby w tym momencie "wnieść do nowego początku". Przygotował materiały po to, "aby wspomóc w tej trudnej godzinie". Jako bezpośredni uczestnik związanych z problemem nadużyć seksualnych wydarzeń na szczytach Kościoła w ostatnich kilku dziesięcioleciach jest pożądanym uczestnikiem toczących się debat. Ma unikatową wiedzę i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie w tej materii. Jego znajomość faktów, kulis i procesów ma szczególną wartość i trzeba dziękować, że zechciał się nią podzielić, wyrażając również swoją ocenę. Pokazał w ten sposób pewien konkretny sposób myślenia i jego konsekwencje.

 

W całym wywodzie Benedykta XVI moją uwagę zwrócił fakt patrzenia na problem w perspektywy, o której rzadko się przy tej bolesnej i dramatycznej sprawie mówi, być może uznając ją za oczywistą. W rzeczywistości wielu szczerze zatroskanym i szukającym najskuteczniejszych rozwiązań ta perspektywa umyka.

 

Chodzi o patrzenie na tragedię kapłańskich nadużyć seksualnych wobec najmłodszych w kontekście wiary. Przecież cały dramat dotyczy właśnie ludzi połączonych wspólną wiarą. Chodzi o wiarę ofiar i o wiarę sprawców. O wiarę kościelnych przełożonych, którzy tuszowali zło, poświęcając cierpiącego człowieka na rzecz ochrony instytucji. Wreszcie chodzi o wiarę całej wspólnoty chrześcijańskiej, wspólnoty Kościoła katolickiego, zranionej, skrzywdzonej wielkim złem popełnionym przez tych, których zadaniem i misją jest głoszenie i umacnianie wiary.

 

Tekst Benedykta XVI nie jest skierowany ku przeszłości, lecz ku przyszłości. Jest szukaniem dróg wyjścia z kryzysu i to jest jego podstawowa wartość. Jest obroną Kościoła nie przez zaprzeczanie złu, lecz przez przypomnienie, że dobro w nim jest wciąż obecne. I to wcale nie w mniejszości.

 

Esej emerytowanego Następcy św. Piotra okazuje się faktycznym wsparciem dla Franciszka i jego coraz intensywniejszych działań. Równocześnie jest zwróceniem uwagi na niewystarczalność środków ludzkich w walce ze złem. Zwłaszcza tak wielkim, przerażającym i wciąż wielu nie mieszczącym się w głowach, złem. Problemu nadużyć seksualnych księży wobec dzieci nie rozwiąże się skutecznie tylko nawet bardzo radykalnymi zmianami w prawie kościelnym, najcelniejszymi wytycznymi, precyzyjnymi procedurami czy rygorystycznymi zasadami mówiącymi, czy ksiądz może dziecko przytulic albo pocałować. One są niezbędne, ale pozostaną puste i nieskuteczne, jeżeli nie nastąpi głęboka przemiana wewnętrzna wierzących. Benedykt XVI przytoczył w swoim artykule szokującą historię księdza, który molestowanie zaczynał każdorazowo od zacytowania słów konsekracji. To drastyczny przykład pokazujący ścisły związek problemu nadużyć seksualnych duchownych i wiary. Bez intensywnej pracy nad silną, prawdziwą, zgodną z nauczaniem Kościoła wiarą we wszystkich wymiarach naszego życia, nawet najintensywniejsze działania zaradcze będą zawieszone w próżni, a ich efektowność będzie krótkotrwała. Być może uważna lektura tekstu Benedykta XVI pomoże wielu to sobie uświadomić.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI