Film Sekielskiego nie jest antykościelny, chociaż takim się właśnie wydaje

Tomasz Krzyżak Tomasz Krzyżak
data11.05.2019 08:00

(fot. youtube.pl / SEKIELSKI)

Szok, niedowierzanie, ból, złość, oburzenie, bezsilność - listę emocji, które towarzyszą mi po obejrzeniu filmu Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele mógłbym ciągnąć długo. Równie długa byłaby lista pytań, które kołaczą się w głowie po jego obejrzeniu. I chociaż można mieć do twórcy sporo zastrzeżeń, oddać mu trzeba jedno: zrobił film, który w miarę rzetelnie pokazuje problem z jakim boryka się Kościół - nie tylko w Polsce. I nie jest to film antykościelny, chociaż takim się właśnie wydaje.

 

O produkcji Sekielskiego głośno jest od czasu, gdy ponad rok temu zapowiedział jego produkcję. W tym czasie zdążono przykleić mu sporo łatek. Jeszcze zanim Sekielski pokazał swoje dzieło w czwartek niewielkiej grupie dziennikarzy na zamkniętym pokazie, o filmie mówiono, że uderza w Kościół. Sugerowano, że Sekielski ma złe intencje, że nie będzie obiektywny, itp.

 

Jak wyszło? To zależy z jaką intencją podejdzie się do jego oglądania. Wiele osób - w przeciwieństwie do mnie - uzna jednak, że film jest atakiem na Kościół, duchowieństwo oraz biskupów i przystąpią do gorączkowej obrony. Będą wyciągali Sekielskiemu każdy, nawet najmniejszy błąd czy niedomówienie (one w tym filmie faktycznie są - lecz nie wyolbrzymiałbym ich znaczenia). Zwłaszcza, że kilka ważnych dla Kościoła postaci mocno on dotyka. Inni utwierdzą się w swoim przekonaniu, że Kościół jest siedliskiem zła, a większość księży to pedofile. Biskupi ich kryją i za nic mają opracowane przez siebie procedury oraz papieża Franciszka, a głoszona przez nich zasada "zero tolerancji" to tylko pusty slogan. A jeszcze inni - podobnie jak ja - uznają ten film za istotny głos w debacie na temat molestowania nieletnich.

 

Bohaterami Sekielskiego są osoby pokrzywdzone w przeszłości przez duchownych, które opowiadają swoje historie. Czasem mniej, czasem bardziej emocjonalnie. Opowiadają ze szczegółami. Jak doszło do molestowania, w jakich okolicznościach, ile razy, itp. Mówią o swoim bólu, o tym, że nikt im nie wierzył, o traumach i chorobach jakie zły dotyk kapłana w nich wywołał. O próbach samobójczych, rozpadzie życia rodzinnego. Determinacji jaką mają w sobie, by się z tym uporać. Są szczerzy. Czasem aż za bardzo. Ale bardzo dobrze!!! To są prawdziwi bohaterowie, bo się przełamali i publicznie opowiedzieli o tym co ich spotkało. Być może zachęcą w ten sposób innych, do tego by również wyszli z ukrycia. Być może ci, którzy nigdy nie rozmawiali z taką osobą dostrzegą wreszcie ich krzywdę i wszystko przez co przeszli lub dalej przechodzą.

 

Są bohaterami także dlatego, że stanęli oko w oko ze sprawcami. Tych reakcje są zaś różne. Od bezradności i bezsilności po całkowite wyparcie lub próbę przerzucenia winy na ofiarę. Kompleksowy portret psychologiczny sprawców, który doskonale ukazuje mechanizmy ich działania. Mechanizmy - podkreślmy - które są obecne nie tylko w środowisku duchownych. Tu urwę, bo opowiem za dużo...

 

 

Kościelne procedury - tu Sekielski jest bezlitosny. Na kilku wybranych przykładach pokazuje ich lekceważenie, nie podejmowanie tematu, krycie sprawców. Migawki pokażą niemal całkowity brak empatii ze strony przyjmujących zgłoszenia, niezrozumienie tematu przez księży, którzy "kryją" kolegów, istną solidarność korporacyjną. Będzie musiał zadać sobie pytanie o odpowiedzialność poszczególnych biskupów.

 

Biskupi. Wszyscy, których Sekielski prosił o wypowiedź, ustosunkowanie się do tematu - odmówili. Jedni wprost, drudzy po prostu prośbę zignorowali. Można zrozumieć ich obawy, ale m.in. to powoduje, że odbiór filmu w dużej mierze od początku będzie skażony. A tak wszyscy są oskarżeni, na każdym ciąży jakieś podejrzenie. Nie wiadomo jakie działania w konkretnej sprawie podjęli, itp. Choć czasem Sekielski tylko udaje, że próbował do nich dotrzeć. Ot, choćby scena z dziedzińca stołecznej kurii. Mężczyzna kręcący się między budynkami i natrafiający na zamknięte drzwi. Gołym okiem widać, że zapada zmrok i kurialne biura są zamknięte. Cóż, widać tylko wtedy twórcy mieli czas...

 

Choć w filmie pojawia się także wątek rzekomego tolerowania pedofilii przez św. Jana Pawła II lub jego otoczenie, które nie o wszystkim go informowało (twórcy usiłują bezskutecznie dotrzeć do kardynała Stanisława Dziwisza), to nie jest to film antykościelny. To ostra i prowokacyjna krytyka Kościoła jako instytucji, próba zwrócenia uwagi na jego błędy. Owszem momentami tendencyjna - zwłaszcza, że Sekielski tak prowadzi narrację, by widz odszedł sprzed ekranu przekonany, że Kościół nic w sprawach pedofilskich nie robi. Pokazuje bowiem tylko ciemne strony, milczy zaś o tych sprawach, które zostały załatwione wzorcowo. To duży minus.

 

Czy warto poświęcić dwie godziny, by "Tylko nie mów nikomu" zobaczyć? Zdecydowanie tak. Rodzi on nie tylko wiele trudnych pytań, ale przede wszystkim pokazuje jak wiele Kościół ma jeszcze do zrobienia. Że rzeczywiście, jak mówi prymas Wojciech Polak, jest dopiero na początku drogi i bez zmiany mentalności księży, biskupów, wiernych niewiele się zmieni. Nie pomogą najdoskonalsze nawet procedury i zmiana prawa, którą właśnie wprowadza papież Franciszek.

 

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem".