Organizacje pomagające skrzywdzonym potrzebują pieniędzy. Czy pomogą biskupi?

Tomasz Krzyżak Tomasz Krzyżak
data31.05.2019 09:00

(fot. episkopat.pl)

Na krótkim briefingu prasowym dziennikarze usłyszeli, że Kościół poważnie zmierzy się z problemem pedofilii. Podobne zapewnienia znalazły się także w liście do wiernych. Jednak bez wyłożenia pieniędzy na systematyczne wsparcie istniejących już dzieł pomocy ofiarom wszystkie zamierzenia pozostaną jedynie na poziomie werbalnym.

 

Dokładne rozpoznanie skali molestowania, wyjaśnienie spraw z przeszłości, tworzenie i wdrażanie programów prewencji i szkoleń, pomoc psychologiczna oraz prawna dla osób pokrzywdzonych, sieć punktów kontaktowych dla ofiar, zmiana modelu komunikacji ze społeczeństwem - to tylko niektóre rzeczy (oprócz zmian mentalności), które Kościół musi zrobić, by podjąć skuteczną walkę z wykorzystywaniem seksualnym nieletnich. Żeby jednak to wszystko zrobić porządnie i z głową potrzebne są pieniądze. A to w polskim Kościele temat dość wstydliwy i prawie wcale nie podnoszony.

 

Kilka dni temu arcybiskup Wojciech Polak mówił, że podjęto prace nad stworzeniem funduszu solidarnościowego dla ofiar wykorzystywania. Nad projektem jego statutu pochylają się już prawnicy, a do akceptacji biskupów powinien on trafić w sierpniu. Na razie niewiele o tym pomyśle wiadomo. Prymas Polski mówi, że chodzi o wsparcie finansowe dla pokrzywdzonych, które umożliwi im m.in. podjęcie terapii psychologicznej, czy zakup leków.

 

Na utworzenie takiego funduszu w 2011 roku zdecydowała się Konferencja Episkopatu Niemiec. Każdemu pokrzywdzonemu, który zwrócił się o taką pomoc, wypłacono jednorazowo 5 tys. euro. Ale niemieccy biskupi zrobili jeszcze kilka innych kroków. Zaraz po tym jak w Niemczech wybuchł skandal molestowania tamtejszy Episkopat uruchomił specjalny telefon kontaktowy dla pokrzywdzonych. Infolinia pośredniczyła m.in. w nawiązaniu kontaktu z instytucjami wsparcia, udzielała informacji na temat wytycznych dotyczących postępowania w przypadkach wykorzystywania seksualnego, a pokrzywdzonym wskazywano odpowiednie osoby do kontaktu w diecezjach i zakonach. Do grudnia 2012 roku odebrano aż 1165 połączeń. Dzwoniącym udzielono różnych form pomocy, a uzyskane w trakcie połączeń dane posłużyły także do opracowania rozmaitych analiz.

 

W walce z pedofilią niemieckie diecezje postawiły też na współpracę ze świeckimi ekspertami. To oni odpowiadali m.in. za budowę centrów kontaktowych. I to oni będą stanowili trzon nowopowołanego przez Kościół instytutu prewencji i postępowania wobec przemocy na tle seksualnym (zacznie on swoją działalność od 15 września). Instytut, w którym na stracie zatrudnionych ma być sześć lub siedem osób, ma współpracować w tym zakresie z naukowcami, organizacjami specjalistycznymi, ekspertami w zakresie prewencji oraz z ofiarami przemocy. Jego szefem będzie Oliver Vogt, dotychczasowy pełnomocnik ds. interwencji archidiecezji Kolonii, w której wprowadził niezależne badania przypadków pedofilii oraz doprowadził do utworzenia 10-osobowego gremium doradczego, w skład którego weszły osoby zajmujące się problematyką wykorzystywania seksualnego w kręgach kościelnych. Nie trzeba chyba dodawać, że instytut będzie finansowany przez Kościół.

 

Wróćmy na nasze podwórko. W Polsce telefon wsparcia uruchomili katolicy świeccy, którzy zawiązali w tym celu inicjatywę "Zranieni w Kościele". Idei przyklasnęli wprawdzie niektórzy biskupi, ale na tym się skończyło. Telefon działa od marca raz w tygodniu przez trzy godziny. Dotychczas przeprowadzono ponad 40 rozmów, a dziesięć spraw - po wyrażeniu takiej woli przez osobę dzwoniącą - zostało przekazanych do konsultacji specjalistycznych, w tym do prawnika, lub zgłoszonych do odpowiednich władz kościelnych. Telefon działa non profit. Jego twórcy widzą, że kontakt telefoniczny jest tylko początkiem procesu wsparcia dla pokrzywdzonych, a duża liczba dzwoniących i znaczny stopień skomplikowania wielu spraw wymaga pełnego profesjonalizmu, i aby działał właściwie trzeba zatrudnić dodatkowych ekspertów. Szacują, że aby przedłużyć działanie telefonu na rok potrzeba co najmniej 60 tys. zł i na własną rękę - m.in. za pomocą internetowych zbiórek - szukają źródeł finansowania. A przecież w obecnej sytuacji, gdy biskupi tak dużo mówią o potrzebie zwrócenia się w kierunku ofiar i wyjścia do nich z pomocą, sam Episkopat powinien wziąć na siebie ciężar finansowania takiego telefonu.

 

Kolejna rzecz. W Krakowie od 2013 roku działa Centrum Ochrony Dziecka, którego działalnością prewencyjną i szkoleniową chwalą się biskupi. Podobnie jak telefon zaufania działa w zasadzie wolontariacko. Zespół tego międzywydziałowego ośrodka Akademii Ignatianum tworzą trzy osoby i kilku współpracowników. Jego dyrektor - ojciec Adam Żak - pracuje na pół etatu. Ale tylko od połowy października 2018 roku do dziś ten skromny zespół zrealizował ponad dwadzieścia warsztatów i szkoleń dla różnych diecezji oraz zakonów. COD nie ma żadnego cennika szkoleń. Biskupi, którzy chcą zorganizować szkolenie dla duchownych pokrywają wprawdzie koszt dojazdu prelegenta, ale wynagrodzenie jest kwestią uznaniową na zasadzie dobrowolnej ofiary. Jeden biskup da mniej, drugi więcej. COD prowadzi też studia podyplomowe. Pensje wykładowcom płaci Ignatianum, a opłaty za studia wnoszą też studenci. Niektórzy biskupi opłacają czesne za księży, których na studia posłali, ale Episkopat do działalności Centrum nie dokłada nawet złotówki. Gdyby nie zagraniczne granty m.in. od… niemieckiej katolickiej organizacji charytatywnej Renovabis, która wspomaga Kościoły dawnego bloku komunistycznego, Centrum już dawno by upadło. Na podobnej zasadzie działa wprawdzie Centrum Ochrony Dziecka przy Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, ale na liście jego donatorów są np. archidiecezja Monachium i Fryzyngi, diecezja Rotenburg-Stutgart, czy amerykańska Fundacja Papieska z Filadelfii. Polski ośrodek z rodzimych diecezji nie ma zaś żadnego wsparcia.

 

Po emisji filmu braci Sekielskich zwołano Radę Stałą Konferencji Episkopatu Polski. Na krótkim briefingu prasowym dziennikarze usłyszeli, że Kościół poważnie zmierzy się z problemem pedofilii. Podobne zapewnienia znalazły się także w liście do wiernych. Jednak bez wyłożenia pieniędzy na systematyczne wsparcie istniejących już dzieł pomocy ofiarom wszystkie zamierzenia pozostaną jedynie na poziomie werbalnym. I te pieniądze biskupi muszą znaleźć. Trzeba skończyć z prowizorką.

 

Tomasz Krzyżak - autor jest dziennikarzem, kierownikiem działu krajowego "Rzeczpospolitej". W wydawnictwie WAM wydał: "Nie mam nic do stracenia - biografia abp. Józefa Michalika" oraz "Wanda Półtawska - biografia z charakterem"