Kościelny Czarnobyl

Karol Wilczyński Karol Wilczyński
data08.06.2019 09:00

(fot. deposit photos / HBO materiały dystrybutora)

Niemal od razu czujesz się źle. Zaczynasz odczuwać ból w głowie i całym ciele. Po paru chwilach, czasem godzinach na skórze zaczynają pojawiać się krwawe obrzęki. Zaczynasz kaszleć i wydalać krew.

 

Kwanty promieniowania bezlitośnie rozrywają twoje ciało. Jeśli masz szczęście, śmierć przychodzi po dwóch, trzech dniach.

 

Gdy dawka była mniejsza, cierpisz dłużej - twoje ciało będzie rozkładać się przez kilka tygodni. Jeśli nie otrzymałeś śmiertelnej dawki, to niektóre efekty pojawią się z czasem: nowotwory, zaburzenia hormonalne czy bezpłodność.

 

Cenę zapłacą twoje dzieci.

 

"Nic nie było zdrowe w Czarnobylu"

 

Jedną z największych katastrof, która skończyła się chorobą popromienną dla milionów ludzi, był wybuch jednego z reaktorów w Czarnobylu.

 

Choć staram się z różnych względów nie oglądać seriali, to lektura "Czarnobylskiej modlitwy" autorstwa białoruskiej noblistki Swietłany Aleksijewicz oraz rekomendacje znajomych kinomanów doprowadziły do tego, że zdecydowałem się obejrzeć "Chernobyl", najnowszą produkcję telewizji HBO (poniższy tekst nie zawiera spojlerów poza powszechnie znanymi faktami).

 

"Są choroby, których nie da się wyleczyć. Trzeba tylko siedzieć i głaskać po rękach" - pisze Aleksijewicz. Bo co można powiedzieć "biorobotom", czyli prostym ludziom wysyłanym na śmierć lub długoletnie cierpienie, ponieważ zwykłe maszyny nie wytrzymywały?

 

Ich zadaniem było oczyścić wysoce napromieniowany dach elektrowni, każdy z nich przebywał tam jedynie 90 sekund. "Każdy atom uranu jest jak nabój" - mimo świadomości tego faktu sowieccy decydenci wysłali do oczyszczenia strefy nuklearnej ponad 750 tysięcy żołnierzy, robotników, górników, strażaków. Co można im powiedzieć?

 

Anatolij Diatłow: "nie ma prawdy"

 

Twórcy miniserialu "Chernobyl" (5 odcinków trwających ok. 60 minut każdy) skupili się na konkretnych osobach, które doprowadziły do katastrofy, oraz tych, które były odpowiedzialne za jej "posprzątanie". Widz poznaje więc nie tylko przyczyny katastrofy od technicznej, naukowej strony, ale przede wszystkim - ludzkie zaniedbania, partyjne gry, ucieczkę od odpowiedzialności za to, co się wydarzyło.

 

Anatolij Diatłow, jeden z bohaterów serialu, a zarazem człowiek bezpośrednio odpowiedzialny za doprowadzenie reaktora jądrowego w Czarnobylu do wybuchu, twierdził, że nie ma znaczenia, co powie się ludziom. "Nie ma prawdy" - mówi do Ulany Chomiuk, uczonej, która stara się zrozumieć, co tak naprawdę wydarzyło się w elektrowni jądrowej.

 

Podobny przekaz mają członkowie partii komunistycznej. Gdy pojawia się sugestia, by poinformować ludność o niebezpieczeństwie związanym z promieniowaniem, jeden ze starszych partyjniaków sugeruje, że partia sobie poradzi i nie ma potrzeby wzbudzać paniki.

 

Widzowie serialu są prowadzeni za rękę, poznając z odcinka na odcinek, jak odległa od władz ZSRR była zasada transparencji - cały system wręcz opierał się na ograniczonym dostępie do wiedzy.

 

Ulana Chomiuk: "ktoś musi zacząć mówić prawdę"

 

Jedną z jasnych zasad było to, że za dane sprawy odpowiedzialni są wyznaczeni członkowie partii (oczywiście w niejawny sposób). Rozmiar katastrofy przekracza jednak ich możliwości, sprawy nie da się ukryć.

 

Ulana Chomiuk - fizyczka z Mińska - w ciągu kilkudziesięciu godzin odkrywa na podstawie odczytów urządzeń mierzących poziom promieniowania, że w odległym o ok. 450 km Czarnobylu wydarzyło się coś złego.

 

Postać "towarzyszki Chomiuk" staje się symbolem bohaterskiej walki zwykłych ludzi o prawdę. Serial pokazuje bardzo mocno fakt, że w momencie, gdy zawodzą władze i partyjna wierchuszka, to prości górnicy, sowieccy żołnierze ryzykowali swoje życie, by pomóc w zapobieganiu tragicznym skutkom katastrofy.

 

Robili to dlatego, że dla nich najważniejsze było coś więcej niż kariera, przywileje i władza. Liczyli się z ludzkim życiem, które nie stanowiło wartości dla komunistycznych partyjniaków.

 

"Pochowali go, jakby był jakimś kosmitą" - pisze Aleksijewicz o grobie Leonida Toptunowa, 26-letniego inżyniera, który znajdował się w sterowni elektrowni w momencie wybuchu. Przyjął śmiertelną dawkę promieniowania, wykonując rozkazy Diatłowa. Twórcy serialu HBO dokładnie odtwarzając to, co działo się 26 kwietnia 1986 w sterowni bloku nr IV, pokazują bezsens niszczenia ludzkiego życia przez członków elity, którzy walczą jedynie o zachowanie władzy i chronią wizerunek instytucji oraz zepsuty system.

 

Pokazują również strach tych, którzy przeciwstawiają się decyzjom władz, usiłują walczyć o prawdę i pokazać tragiczne konsekwencje działań elity.

 

Katastrofa w instytucji kościoła

 

Zaznaczam dwie rzeczy. Po pierwsze, świadomie piszę "kościoła" małą literą - tak jak nauczył mnie ks. Jan Kaczkowski. Mam tu na myśli więc przede wszystkim rzymskokatolickie struktury instytucjonalne. Po drugie, co oczywiste, katastrofa kościoła nie ma nic wspólnego z liczbą ofiar czy rozmiarem tragedii w Czarnobylu.

 

Łatwo jednak zauważyć podobieństwo reakcji ludzkiej na to, co się wydarzyło.

 

Ks. Grzegorz Strzelczyk, wymieniając pięć "grzechów i zgorszeń" związanych z tzw. kryzysem pedofilii, wspomniał nie tylko o "krzywdzeniu bezbronnych" czy "obarczaniu winą ofiar", ale również o rozwadnianiu odpowiedzialności i tuszowaniu spraw, trzymaniu się stanowisk przez przełożonych i tolerowaniu tego procederu przez innych. Jest to dokładnie ten sam mechanizm, ta sama struktura zła, która działała w przypadku komunistycznych partyjniaków po katastrofie czarnobylskiej.

 

"Mechanizm zła będzie działał i podczas apokalipsy. Zrozumiałem to. Ludzie tak samo będą plotkować, schlebiać przełożonym, ratować telewizor i futro z karakułów. Nawet gdyby nastąpił koniec świata, człowiek pozostanie taki, jaki jest teraz. Zawsze" - cytuje jedną z ofiar Czarnobyla Swietłana Aleksijewicz.

 

Serial "Chernobyl" jest właśnie dlatego tak dobry, że pokazuje zarówno kształtowanie się struktury zła, jak i jej długoletnie efekty w przypadku katastrofy. Pokazuje tragiczne konsekwencje braku transparencji, braku odpowiedzialności i niechęci do zmian tych, którzy korzystają z dobrodziejstw trwania status quo.

 

O ile jednak, podobnie jak w Czarnobylu, kościół czeka długa, popromienna zima, o tyle jest też miejsce na nadzieję. Serial HBO jest znakomity nie tylko ze względu na wspaniały warsztat reżysera, scenarzysty, montażu i zdjęć, aktorów i muzyki, towarzyszących mu podcastów, ale również ze względu na to, że pokazuje zwykłych ludzi, którzy służą i robią swoje.

 

Robią, pomimo tego, kto nimi formalnie kieruje.

 

Szukają prawdy, nie bojąc się tych, którzy stoją u szczytu, bo wiedzą, że prawda w końcu wyjdzie na jaw. I nas wyzwoli.

 

 

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Współtwórca islamistablog.pl. Członek wspólnoty Hanna działającej w Krakowie na rzecz wykluczonych