Profanacji nie usuniemy

Justyna Sprutta Justyna Sprutta
data13.07.2019 09:00

(fot. twitter.com)

Nie wiem, czy starsza pani przyjmująca tuż przede mną Komunię świętą, nie wyrzuci jej za chwilę z ust na posadzkę i nie podepcze. Historia profanacji niemalże zbiega się z historią religii. 

 

Profanacja stała się ostatnio zjawiskiem niezwykle popularnym. Kojarzona zazwyczaj ze znieważeniem czy zbezczeszczeniem tego, co sakralne, nie zawęża się jedynie do sacrum, ponieważ odnosi się też do powszechnie uznawanych wartości, czyli także do tych spoza religii. Mimo to czyni ona swoim celem najczęściej sferę sakralną, niekoniecznie chrześcijańską. Występowała i nadal ma miejsce, z rozmaitym nasileniem, we wszystkich kręgach cywilizacyjnych. U Indian profanacją było zniszczenie totemu, u Celtów naruszenie granic świętego gaju, a u połabskich Słowian z Radogoszczy triumfalna podróż chrześcijańskiego biskupa na wierzchowcu boga Radogosta utożsamianego ze Swarożycem. W tradycji islamskiej profanacją byłoby wejście w butach do meczetu. Przykłady z przeszłości i teraźniejszości można nieustannie mnożyć.

 

Profanacja posiada, wbrew ogólnemu mniemaniu, rozmaite oblicza. Profanację sztuki wzniosłej może stanowić kicz. Rafael Santi, jeden z najwybitniejszych malarzy nie tylko zresztą epoki włoskiego renesansu, mógłby uznać za profanację swego artystycznego geniuszu powielanie postaci dwóch niesfornych aniołków z obrazu Matka Boża Sykstyńska na przedmiotach codziennego użytku: od długopisów po podkładki pod szklankę. Dla wielu zarówno kiczem, jak i profanacją jawi się radosny, rubaszny Fin w stroju krasnala, z piwnym brzuszkiem i z reniferami w zaprzęgu, którego "pop−tradycja" zwie świętym Mikołajem. Nie ma on nic wspólnego, może poza kolorem szat, z dostojnym biskupem z Myry. Prawdopodobnie wszyscy lub prawie wszyscy przyzwyczailiśmy się do owej "mikołajowej profanacji". Stała się ona po prostu "zwyczajną częścią" naszej zimowej rzeczywistości.

 

Profanacja wydaje się niewybaczalna, zwłaszcza wtedy, gdy jest "dziełem" na przykład znanego polityka lub celebryty. Postrzegana wówczas bywa nie jako zamierzony, lecz mało znaczący incydent, ale jako powalający cios wymierzony w to, co najświętsze, a zatem nienaruszalne. "Święty Fin" nie stanowi "ciosu" zadanego "uczuciom religijnym", czego nie da się powiedzieć o chociażby tęczowych nimbach umieszczonych na bizantyńskiej, jasnogórskiej ikonie Matki Bożej, obrazie najbardziej drogocennym w oczach wierzących Polaków. Niemniej jednak przesadne nagłaśnianie profanacji może jej sprzyjać, ponieważ nie tyle dodaje popularności profanującemu, ile stanowi potencjalną zachętę dla innych do naśladowania niegodnego czynu.

 

Czy mamy w tej sytuacji milczeć? Skądże. Należy bronić najświętszych wartości, lecz bez przesadnego nagłaśniania profanacji. Należy też poznać właściwe intencje profanującego: czy cios wymierzony w "uczucia religijne" nie jest owocem rozgoryczenia powiązanego z niechęcią do Kościoła lub buntu przeciwko stereotypom i schematom, i nie piszę tutaj wyłącznie o profanacji częstochowskiego wizerunku. Niemniej jednak niezależnie od intencji profanacja tego, co stanowi sacrum, jest i będzie karygodną postawą.

 

Profanacji nie usuniemy, profanacji nie da się też często przewidzieć. Nie wiem, czy starsza pani przyjmująca tuż przede mną Komunię świętą, nie wyrzuci jej za chwilę z ust na posadzkę i nie podepcze. Historia profanacji niemalże zbiega się z historią religii. Można też mówić o profanacji Bożego obrazu, jaki stanowi człowiek w swojej duchowo−materialnej strukturze. Może jest to nawet bardziej bolesna profanacja niż ta, której celem stała się jasnogórska ikona. Profanację definiuje się też jako znieważenie wartości, a w oczach Boga wartością nad wartościami jest każdy z nas. Profanacją zatem byłby cios zadany ludzkiej godności. Do tego ciosu przyzwyczailiśmy się prawie wszyscy, więc nikt nie postrzega go jako profanacji, zresztą specyficznej. Profanacją owej godności jest każdy czyn pedofilski. Profanacją ludzkiej godności jest znęcanie się nastolatka nad bezdomnym. Profanacją godności jest oplucie kleryków na krakowskich Plantach. Można zatem powiedzieć, że Bóg w człowieku nadal jest profanowany. Podobnie jak w dniu swojej Męki.

 

Justyna Sprutta - doktor w zakresie teologii dogmatycznej o specjalizacji teologia ikony (KUL) i w zakresie historii o specjalizacji historia sztuki (UKSW), magister filologii polskiej o specjalizacji dziennikarstwo i kreowanie wizerunku (UAM), animator kultury o specjalizacji teatr (PSAK), regionalistka. Wykładowca akademicki na Wydziale Teologicznym UAM w Poznaniu. Współpracuje z portalem www.misyjne.pl i z dwutygodnikiem Diecezji Kaliskiej "Opiekun". Prowadzi na Facebooku stronę: Ignacjańskie Linijki. Należy do Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego. Pochodzi z Ziemi Gostyńskiej. Mieszka w Ostrowie Wielkopolskim