Biskup ostrzega - ksiądz bez kontroli

ks. Artur Stopka ks. Artur Stopka
data10.07.2019 09:00

(fot. cathopic.com)

Funkcjonowanie Kościoła oparte jest na wielostronnym zaufaniu. Jeśli ktoś je świadomie narusza, stanowi poważne zagrożenie.

 

Kilka dni temu dostałem zwięzłego maila podpisanego przez notariusza jednej z kurii diecezjalnych na terenie Polski. Nadawca w krótkich słowach zawiadamiał, że pewien duchowny "został zawieszony w czynnościach kapłańskich". Gdybym był świadkiem, że wymieniony w korespondencji z imienia i nazwiska ksiądz próbuje gdzieś np. odprawiać Mszę św. albo spowiadać, na podstawie tej informacji powinienem zareagować. Po prostu nie dopuścić do tego. Podobnie powinien zachować się każdy, do kogo wiadomość dotarła. Pytanie, jak wielkie jest grono tych, którzy zareagują. Nie chodzi tylko o to, do kogo mail został wysłany, ale również o to, kto go rzeczywiście przeczytał i z zaufaniem przyjął do wiadomości. I tu zaczynają się problemy. Suspendowanie kapłana katolickiego przez biskupa to jedno. Egzekwowanie tej decyzji w praktyce, to drugie.

 

Sytuacje, które mają miejsce w tysiącach świątyń w naszym kraju: kilkanaście, czasem zaledwie kilka minut przed Mszą św. do zakrystii wchodzi człowiek w koloratce, czasami w sutannie lub habicie. Niejednokrotnie ma ze sobą albę, stułę, nawet cingulum. Przedstawia się, mniej lub bardziej wyraźnie wymawiając nazwisko. "Mogę się dołączyć?" - pyta przygotowującego się do odprawiania miejscowego kapłana. "Oczywiście" - słyszy w odpowiedzi. Bywa, że ktoś zada mu pytanie "A ksiądz skąd?". Coś odpowie. Poda miejscowość, jakąś funkcję. Po chwili już wspólnie stoją przy ołtarzu. Gość jest witany przez głównego celebransa, pada jego imię, rzadko nazwisko. Zdarza się, że miejscowy proboszcz człowiekowi, którego widzi pierwszy raz w życiu, proponuje odprawienie Mszy w konkretnej intencji. A nawet, jeśli sam już wcześniej sprawował Mszę, wysyła go samego do ołtarza. Do rzadkości należy pytanie o jakiś dokument, potwierdzający, że ten ktoś naprawdę jest katolickim duchownym i że ma prawo wykonywać "czynności kapłańskie", niemal nikt nie prosi o pokazanie legitymacji kapłańskiej czy tzw. celebretu. Generalnie wszystko oparte jest na zaufaniu.

 

Na zaufaniu w ogromnej mierze oparta jest też relacja posłuszeństwa duchownego wobec jego przełożonych. Na zaufaniu działającym w dwie strony. Nie tylko ksiądz powinien ufać swemu biskupowi czy przełożonemu w zgromadzeniu. Również jemu okazywane jest zaufanie i to w bardzo szerokim zakresie. Łącznie z kwestiami finansowymi, jeśli np. powierza się jakiemuś duchownemu zarządzanie mniejszą lub większą częścią kościelnego majątku.

 

Niestety, tam, gdzie zaufanie jest fundamentem funkcjonowania społeczności lub instytucji, co jakiś czas ktoś go nadużywa. Może to być ktoś z zewnątrz, ale także z wewnątrz. W tym pierwszym przypadku ostrzeżenia przed ludźmi podszywającymi się pod duchownych nie wywołują zdziwienia. Jednak w ostatnich dniach pojawiło się w mediach ostrzeżenie, które mogło zaskoczyć. Co prawda przeznaczone było jedynie do wewnątrzkościelnego obiegu, ale przez przypadek zostało upublicznione w sieci. A tu, jak wiadomo, rzadko coś znika. W ten sposób tajemnicą poliszynela stało się, że biskup opolski ostrzega Kościół w Polsce przed... byłym proboszczem jednej z parafii na terenie jego diecezji. Przed księdzem, który decyzją biskupa nie tylko przestał pełnić tę funkcję, ale w maju br. został suspendowany. Nie może wypełniać czynności kapłańskich. Jednak, jak wynika z ostrzeżenia rozesłanego do kościelnych instytucji, nadal to robi. Np. w klasztorach, które odwiedza i w których, jak czytamy w ostrzeżeniu rozesłanym przez opolską kurię, "jest podejmowany".

 

Być może ci, którzy go przyjmują, po prostu nie wiedzą, z kim mają do czynienia i były proboszcz bezwzględnie żeruje na opisanej wyżej powszechnej w naszej Ojczyźnie ufności wobec osób przedstawiających się jako duchowni. Może nie dotarła do nich wiadomość, że były proboszcz został suspendowany.

 

Jest jednak w ostrzeżeniu rozesłanym przez diecezję opolską coś bardzo niepokojącego. Jest w nim zdanie, które pozwala przypuszczać, że były proboszcz jest przyjmowany i być może dopuszczany do czynności kapłańskich mimo informacji o zawieszeniu go przez biskupa. Z nieoficjalnych doniesień lokalnych mediów wynika, że w wielu miejscach odprawiał Msze. Jeśli to prawda, mamy do czynienia z bardzo poważną sprawą.

 

Gdyby chodziło tylko o wykorzystywanie przez suspendowanego duchownego niewiedzy ludzi, którzy go przyjmują, o jego rzeczywistej sytuacji, problem dotyczyłby usprawnienia wewnątrzkościelnej komunikacji i obiegu informacji. Jeśli jednak doszłoby do świadomego ignorowania decyzji biskupa, niezależnie od tego, jak wielką zdolność manipulowania, przekonywania i zjednywania sobie ludzi posiada objęty nią duchowny, to mamy do czynienia z przejawami poważnego kryzysu. Kryzysu zaufania. Zaufania, bez którego Kościół ani jako wspólnota, ani jako instytucja, nie jest w stanie funkcjonować zgodnie ze swoją misją.

 

ks. Artur Stopka - dziennikarz, publicysta, twórca portalu wiara.pl; pracował m.in. w "Gościu Niedzielnym", radiu eM, KAI