Czy Pan Bóg potrzebuje naszych przeprosin za krótkie spódniczki?

Julia Bondyra Julia Bondyra
data26.07.2019 09:00

(fot. pl.depositphotos.com)

Przypadkiem trafiłam na artykuł w tarnowskim "Gościu Niedzielnym", który informował o tym, że w jednym z kościołów w Dębicy odbyła się wynagradzająca adoracja Najświętszego Sakramentu, w której "przepraszano Jezusa za lekceważenie miejsc świętych podczas wakacji zachowaniem, strojem i słowami". Zadaję sobie pytanie, czy Pan Bóg staje u progu Kościoła i dokonuje selekcji?

 

To jeszcze nie wszystko

 

W tekście wspomniano także o "receptach" franciszkanów z Zakliczyna, którzy dokładnie wymieniają, w co należy ubrać się do kościoła, a czego trzeba się wystrzegać. Co ciekawe, obostrzenia nie dotyczą tylko pań, ale także... panów. W ich przypadku niedopuszczalne są krótkie spodenki, T-shirty oraz spodnie z niskim stanem.

 

Panie ostrzegane są przed krótkimi sukienkami, zbyt głębokimi dekoltami, gołymi nogami oraz obcisłymi strojami. Przyznam szczerze, że nawet nie wiem, jak to skomentować, ale spróbuję spojrzeć na to szerzej.

 

Każda nastolatka chce być... nastolatką

 

Kiedy chodziłam do gimnazjum i liceum, wiele dziewczyn chciało się w jakiś sposób wyróżnić. Jedne mocno się malowały, inne nosiły krótkie spódniczki, a jeszcze inne... ścinały włosy i zakładały glany. Jak nietrudno się domyślić ja znajdowałam się w tej ostatniej grupie. Słuchałam mocniejszej muzyki, chodziłam na koncerty i zakochiwałam się w mężczyznach grających na gitarze i mających długie włosy. Czy w tym czasie odeszłam od Kościoła? Nie, powoli odkrywałam dominikanów, do których chodziłam w każdą niedzielę. To tam mogłam być sobą.

 

Na swoim przykładzie jestem przekonana o tym, że to, co każda nastolatka potrzebuje usłyszeć od Kościoła, to, że Pan Bóg akceptuje ją właśnie taką, jaką jest i w takim momencie, w jakim jest. Być może teraz nosi bardzo krótkie spodenki i bluzki na ramiączkach, ale czy pierwszy komunikat, który płynie od Kościoła powinien jej czegokolwiek zakazywać? Zadaję sobie pytanie, jak Kościół ma zachęcać do siebie młodych, skoro pierwsze, co robi w tym przypadku, to ucieka w nakazy i zakazy?

 

Każda kobieta chce być... kobietą

 

"Kobieta, która została dopuszczona do czytania Pisma świętego powinna dawać tym lepszy przykład - wymaga się od niej, by nie tylko stosowała się do wszystkich powyższych punktów, ale także miała na nogach rajstopy. Gołe nogi nigdy nie były bowiem oznaką szacunku dla gospodarza miejsca".

 

Dwukrotnie byłam na pielgrzymce dominikańskiej. Ilekroć docieraliśmy do kolejnego etapu wędrówki, marzyłam o tym, żeby wejść boso do kościoła, poczuć chłód posadzki i pomodlić się. Nie przejmowałam się tym, co myślą o tym inni, bo czułam się tam jak w domu. A moje "gołe nogi" i "krótkie sukienki"? Pan Bóg stworzył mnie kobietą, więc stworzył mnie piękną i seksualną. Dlaczego na progu Kościoła dowiaduję się, że moja kobiecość to oznaka braku szacunku dla gospodarza? Rozumiem pewne poczucie smaku i wrażliwości, ale nie potrafię ich odnaleźć w tej "instrukcji".

 

I jeszcze dalej, fragment o księżach, "odsłonięte kolana przyciągają niestety ich wzrok", "zmuszamy ich do walki z uciekającymi oczami". Kiedy to czytam, od razu czuję przerzucanie odpowiedzialności z jednej strony na drugą. Tak, przyznaję, księża są mężczyznami i zwracają uwagę na kobiety. Tylko czy w tym przypadku rozwiązaniem jest odizolowanie ich od pań? Czy po raz kolejny chcemy stworzyć im "bańkę", w której będą sobie dobrze radzić, bo nie będą narażeni na żadne bodźce z zewnątrz? Nie zapominajmy, że księża są posłani do tego, aby wychodzić do bliźnich, aby być z nami i podejmować wszelkie wyzwania.

 

Wynagrodzenie czy piętnowanie grzeszników?

 

Wracam do adoracji wynagradzającej... nie za swoje grzechy. Nieraz możemy naprawiać szkody wyrządzone przez innych, ale to nie ten przypadek. Zastanówmy się, czy organizując taką modlitwę, być może w dobrej wierze, nie uzyskamy jednak odwrotnego efektu? W ten sposób akcent może zostać przełożony na piętnowanie grzeszników. Pokazujemy, co złego zrobili i przepraszamy za to Pana Boga, zapominając tak naprawdę o samych "grzesznikach".

 

Zadaję sobie pytanie, czy Pan Bóg potrzebuje przeprosin za krótkie spódniczki, a nawet więcej, czy Pan Bóg staje u progu Kościoła i dokonuje selekcji? Gdyby tak było, to w Piśmie świętym nie spotykałby się z chorymi, trędowatymi, prostytutkami, celnikami, faryzeuszami, … Myślę sobie, że nie znam takiego Boga. Znam takiego, który pierwsze, co robi, to miejsce koło Siebie i mówi "chodź, opowiedz mi swoją historię". Nie pyta, czemu jestem w krótkiej spódniczce, bo pewnie wie. Nie krytykuje mnie za to, że rozpadł mi się kolejny związek, bo słyszał moje modlitwy. Nie ocenia tego, że nie mam za co żyć, bo widział mój upadek. A przede wszystkim nie obraża się i nie potrzebuje moich przeprosin, chce usłyszeć moją historię i wyjść do mnie z miłością. 

 

Posłuchajmy ich

 

No dobrze, ale jak to robić w praktyce? Nie przestanę powtarzać, że wszystko zaczyna się od słuchania i od usłyszenia. Drodzy księża, zachęcam Was do tego, żeby w miejscu nakazów umieścić rozmowę. Być może okaże się, że pan ma na sobie krótkie spodenki, bo ledwo zdążyli z żoną i dziećmi na msze i to właśnie je miał pod ręką? Być może dowiecie się, że ta "wyzywająco" ubrana nastolatka nie czuje się kochana przez własnego ojca i potrzebuje w ten sposób zwracać na siebie uwagę? A może ta kobieta w krótkiej sukience zaczyna odkrywać swoją kobiecość po latach?

 

Jestem przekonana o tym, że dopóki nie zaczniemy od spotkania i od otwartej rozmowy z realnym człowiekiem, niewiele się zmieni.

 

Julia Bondyra - dziennikarka i redaktorka portalu DEON.pl, prowadzi bloga wybieramymilosc.pl