Ksiądz twierdzi, że osoby LGBT nie są naszymi braćmi. To jawny sprzeciw wobec słów abpa Gądeckiego oraz rzecznika KEP

Szymon Żyśko Szymon Żyśko / DEON.pl
data23.07.2019 13:19

(PAP/Artur Reszko / Twitter.com)

Wcześniej sugerował też, że każda kobieta to potencjalna prostytutka. Na naszych oczach odradzają się w Kościele w Polsce tendencje, z którymi 80 lat temu walczyło pokolenie naszych dziadków. Dokąd nas doprowadzą?

 

Ksiądz Sławomir Marek dał się poznać już kilka miesięcy temu, kiedy napisał publicznie, że każda "kobieta jest potencjalną prostytutką". Wtedy upomniała go kuria. Wcześniej krytykował również w obraźliwy sposób śmierć Stephena Hawkinga oraz Kory Jackowskiej.

 

Kilka dni temu przekroczył kolejną granicę, nie tylko sprzeciwiając się otwarcie empatii i normom społecznym, ale również wprost nauczaniu Kościoła. W odniesieniu do niedawnej wypowiedzi przewodniczącego KEP, który powiedział, że "osoby te nie są w pierwszym rzędzie gejami, lesbijkami, biseksualistami czy transseksualistami - one są przede wszystkim naszymi braćmi i siostrami, za których Chrystus oddał swoje życie i które chce On doprowadzić do zbawienia"; a także krytykując oświadczenie rzecznika KEP, który uznał przemoc wobec uczestników marszu LGBT w Białymstoku za sprzeczną z nauczaniem Chrystusa, ks. Sławomir Marek napisał na Twitterze:

 

"Nie zgodzę się z ekscelencją ks. abp. Gądeckim i rzecznikiem episkopatu. Członkowie LGBT nie są wcale naszymi braćmi i siostrami. Są wrogami szerzącymi antykulturę i trzeba się przed nimi bronić. Naszymi braćmi i siostrami są osoby dotknięte homoseksualizmem, ale to inna historia".

 

Dziś na Twitterze nie ma już jego wpisu, a konto zostało usunięte (nie wiadomo, czy przez samego zainteresowanego, czy zadziałał tu Twitter). Nie rozwiązuje to jednak problemu, który z każdym tygodniem przybiera na sile. Wydarzenia w Białymstoku są tego owocem.

 

Księdzu Markowi nie muszę chyba przypominać, co mówi Katechizm Kościoła Katolickiego, który jako duchowny powinien dobrze znać. Słowa takie jak: szacunek, współczucie, delikatność i unikanie jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji na pewno gdzieś już słyszał. Być może jednak warto przypomnieć mu też słowa papieża Franciszka: "Nie jest dobrze przywiązywać większe znaczenie do przymiotnika «homoseksualny» niż do rzeczownika «osoba». Wszyscy jesteśmy ludźmi i mamy godność. Nie ma znaczenia, kim jesteś i jak żyjesz - nie tracisz [przez to] swojej godności". Wszystkie określające nas przymiotniki nie mogą mierzyć się z byciem człowiekiem, bo to z człowieczeństwem Bóg związał naszą niezbywalną godność. Niezależną od poglądów, zdolności i słabości. Zanim jestem katolikiem - jestem przede wszystkim człowiekiem. Jako człowieka mnie stworzył, jako człowieka mnie osądzi i to człowiekowi też okaże miłosierdzie mam nadzieję.

 

Tłumaczenia o walce z ideologią są nadzwyczaj słabe. Słowa przewodniczącego KEP i rzecznika odnoszą się do osoby, a to właśnie je krytykuje medialny ksiądz. On sam zresztą mówi wprost "to oni są wrogami" - nie ideologia. Jak człowiek, którego kapłaństwo wzięło się z gestu umycia nóg Apostołom przez Jezusa, może w tak pogardliwy sposób wypowiadać się o innych ludziach? Kiedy to chrześcijaństwo samo stało się ideologią, a nie drogą prowadzącą do spotkania z żywym Bogiem? Kondycja intelektualna i duchowa wielu księży w Polsce jest dramatyczna i podporządkowana ich prywatnym poglądom, a nie Ewangelii. Ideologia stała się znienawidzonym przez nich słowem, ale nawet nie zauważyli, kiedy z chrześcijaństwa stworzyli doktrynę polityczną. Każda ideologia ma swoją antyideologię. Jak przeciwne cząsteczki, które ulegają anihilacji. Jeśli ks. Marek chce walczyć z ideologią, to powinien stanąć między bitym a bijącym i przyjmować ciosy - czasem z dwóch stron. To jest chrześcijańska wiarygodność, której nam brakuje. Wspieranie antyideologii nią nie jest. To tylko wpisywanie się w przeciwny nurt.

 

Księża coraz częściej wybierają drogę kapłaństwa politycznego, partyjnego i ideologicznego, a nie Chrystusowego. Mało tego, mają ogromny wpływ na powierzone im wspólnoty, prowadząc je wprost na barykady wojny ideologicznej. Widzieliśmy to w Białymstoku, gdy po modlitwie "Ojcze nasz" z ust wiernych wyszły słowa, które spokojnie można ścigać jako nawołujące do przemocy i nienawiści. To wszystko pod znakiem krzyża i z błogosławieństwem udzielonym przez duchownych. A przyzwolenie poszło z samej góry, od białostockiego ordynariusza. Żadne odezwy i oświadczenia "po" nie zmienią tego, że bojówki dostały zielone światło od Kościoła w Polsce. Nad tym nie można już przejść obojętnie.

 

Jest coraz więcej katolickich wspólnot, których nie łączy już Chrystus, ale ich lęki i fobie. Dotychczas myślałem, że kryzys kapłaństwa zmusza nas do zadawania pytań o kształt formacji religijnej, psychologicznej i seksualnej w seminariach. Czytając jednak takie wypowiedzi księży, trzeba też zapytać o kształt ich formacji ludzkiej. Gdzie się podziała przyzwoitość, szacunek, współodczuwanie? Dlaczego znajomość kościelnego savoir-vivre’u i zdolności administracyjne są wyżej oceniane niż kultura osobista i wrażliwość? Polski misjonarz Kasper Mariusz Kaproń OFM słusznie zauważył jakiś czas temu, że kondycja współczesnych kleryków nie zapowiada odnowy Kościoła w Polsce, ale pogłębienie podziałów: "Oto dzisiaj wśród młodzieży ma wzięcie taki ONR, co w okresie mojej młodości było nie do pomyślenia. A to właśnie z tej grupy jest sporo powołań. (…) z młodego co najwyżej mamy Międlarów lub księży od egzorcyzmów lub palenia książek. Czy to z takich zrodzi się Kościół, o którym marzy i pisze ks. Przemysław Szewczyk, czyli taki, który przynosi błogosławieństwa ubogim, smutnym, płaczącym, cichym, skrzywdzonym? Osobiście wątpię".

 

Na samą myśl, że wśród przestępców uczestniczących w ataku na białostocki marsz jest choćby jeden przyszły ksiądz i może trafić do seminarium prowadzonego przez biskupa, którego słowa pośrednio doprowadziły do tych dramatycznych wydarzeń, robi mi się słabo. Bo prawdopodobnie nie usłyszy on tam słów krytyki i potępienia wobec swoich nienawistnych poglądów, ale ładnie opakowaną narodowo-katolicką ideologią "słusznej wojny". To zresztą doprowadzi kiedyś do prawdziwej wojny, choć w białych rękawiczkach. Z Jezusem na ustach niektóre środowiska doprowadzą do prześladowań, które będą kończyć się samobójstwami osób homoseksualnych. Zmiana języka i mentalności jest pilna i wcale nie oznacza, że Kościół musi zmienić nauczanie. Tak naprawdę powinien zacząć się wreszcie do niego stosować. Ewangelia nie może być bronią, bo przestaje być Ewangelią.

 

Takie wypowiedzi jak ks. Sławomira Marka trzeba jednoznacznie potępiać i nazywać niechrześcijańskimi. Na tego typu poglądy kurie powinny reagować od razu. W końcu głoszą je ludzie powołani i posłani do tego, aby prowadzić lud Boży. Zamiast duszpasterzy mamy funkcjonariuszy podziału. Zatwardziałość i bezduszność Izraelitów doprowadziła do tego, że przez czterdzieści lat tkwili na pustyni, a do Ziemi Obiecanej weszło już zupełnie inne pokolenie. Czy taki los czeka Kościół w Polsce? Wiele wskazuje, że tak.

 

Szymon Żyśko - dziennikarz i redaktor DEON.pl, opiekun blogosfery blog.deon.pl. Autor książki"Po tej stronie nieba. Młodzi święci". Prowadzi autorskiego bloga<<