W moim imieniu?

Jacek Siepsiak SJ
data28.07.2019 09:00

Jacek Siepsiak SJ

Zadyma w Białymstoku wywołuje warte do obserwowania uczucia. Z jednej strony chciałoby się nad tym spektaklem spuścić zasłonę milczenia. Z drugiej odczuwamy sprzeciw wobec tego, że ktoś w moim imieniu robi "takie rzeczy".

 

"Wypowiedź Trumpa była rasistowska. Ale jego samego nie uważamy za rasistę". Tak demokraci w USA uzasadnili odmowę głosowania za impeachmentem wobec prezydenta. Warto zauważyć, że Trump nie tylko nie przeprosił za swoją wypowiedź, ale nawet nie ma zamiaru tego zrobić.

 

Gdy ktoś mówi jak rasista (albo jak antyrasista), to kiedy możemy twierdzić, że nie jest rasistą (albo antyrasistą)? Gdy się pomylił, został źle zrozumiany lub tylko cytował cudze tezy, by je np. skrytykować. Zawsze wtedy się jakoś "odcina", przeprasza, wyjaśnia... Gdy nie chce tego robić, to mamy pełne prawo uważać go za kogoś, kto ma poglądy zgodne z tym, co głosi. Chyba że nas oszukuje!

 

Sprawy się komplikują, gdy to nie my sami się wypowiadamy, ale ktoś w naszym imieniu coś głosi lub robi. Jeżeli się nie odetniemy, to grozi nam (i słusznie) posądzenie, że tacy właśnie jesteśmy.

 

Niby to proste, ale oznacza, że nieraz musimy dać się wciągnąć w jakąś rozgrywkę. Zwłaszcza gdy ktoś nieproszony zabiera głos w moim imieniu lub, co gorsze, robi to w sposób wulgarny, agresywny, pełen przemocy. Rozumiem, że nie chcemy dać się wciągnąć w jakąś awanturę, że nie życzymy sobie, by ktoś nas w niej używał, lecz okazuje się, że gdy będziemy milczeć, gdy się nie odetniemy, to ludzie będą mieli prawo uważać, że jesteśmy tacy jak ci, którzy samozwańczo zagarnęli nasze sztandary. Dotyczy to różnych stron barykad ideologicznych.

 

Zadyma w Białymstoku wywołuje warte do obserwowania uczucia. Z jednej strony chciałoby się nad tym spektaklem spuścić zasłonę milczenia: nie dać się sprowokować do nakręcania spirali... I omijamy ten temat w naszych rozmowach mniej lub bardziej prywatnych. A z drugiej strony odczuwamy sprzeciw wobec tego, że ktoś w moim imieniu robi "takie rzeczy". No bo i katolik oburza się na rozpoczynanie modlitwą litanii wyzwisk, na uzasadnianie Bogiem agresji i poniżania, na rynsztokowy język połączony z pobożnymi hasłami. Ale i zwykły homoseksualista może poczuć się urażony obscenicznymi zachowaniami aktywistów na takich marszach. Nikt nie musi popierać wyzywających gestów, okrzyków, inscenizacji i symboli.

 

Możemy wobec tego nic nie robić. I będziemy posądzeni o ciche sprzyjanie, o godzenie się na takie radykalizmy. Możemy przepraszać za "grzechy" tej drugiej strony (po faryzejsku) i w ten sposób ją napiętnować. Ale wtedy damy się wciągnąć w tę rozróbę. Czy to znaczy, że jesteśmy bezradni? Że nie ma rady na barykady?

 

Jak już chcesz przepraszać, to za tych, którzy w twoim imieniu, a nie w ich imieniu. Odetnij się, choć mów i o twoich rzeczywistych poglądach. Stań między młotem a kowadłem. Oberwiesz, ale zachowasz twarz.

 

Jacek Siepsiak SJ - dyrektor naczelny Wydawnictwa WAM i redaktor naczelny kwartalnika "Życie Duchowe". Tekst ukazał się pierwotnie w Gazecie Krakowskiej